RSS
 

Leśne Zakłady Mięsne

23 cze

Nadleśniczy otworzył naradę, wygłaszając płomienną tyradę o zidioceniu swoich pracowników, ich głębokiej niekompetencji, przypadkach jawnego kretynizmu, a wszystko to z powodu zadania jakie otrzymał z Derekcji.

- Derekcja wskazała nasze nadleśnictwo, jako jednostkę, która ma otworzyć sklep mięsny z rozmaitą dziczyzną- zakomunikował srogim głosem nadleśniczy, dodając jeszcze kilka zdań na temat wrodzonej tępoty kilku leśniczych i że na ich miejsce za bramą czeka setka chętnych i tylko dlatego, że ci czekający są jeszcze bardziej tępi od tych na sali, nie zdecydował się ich powymieniać.

- Do czasu jednakowoż- pogroził palcem załodze nadleśniczy- W związku z naszym zadaniem, wyznaczam jako ekspedientkę pannę Marysię, obecnie piastującą zaszczytną funkcję p.o. leśniczego leśnictwa Mazgaje. Towar mamy dostarczać sami, a więc w ramach kontyngentu, każde leśnictwo ma oddawać sto kilo mięsa tygodniowo.

- Ja się nie nadaję na sklepowe!- zdenerwowała się panna Marysia, słynna eksstażystka leśniczego Zdzisia- Ja nigdy nie robiłam w branży mięsnej!

- Z drewnem daje pani radę, to i mięso pani komuś wciśnie!- zdenerwował się nadleśniczy- Ja tu się nie pytam o kompetencje, tylko zadania rozdzielam!

- A skąd my tyle dziczyzny weźmiemy?!- leśniczy Zdzisio, jako najbardziej życiowo doświadczony, dokonywał pośpiesznej kalkulacji.

- Gówno mnie to obchodzi!- rozeźlił się nadleśniczy na dobre- Ma być kuźwa sklep, ma być ekspedientka, ma być towar na półkach!!!

- No a niby gdzie ma być ten sklep?- zapytała panna Marysia, żując jakąś substancję psychoaktywną.

- Małą ma pani kancelarię do jasnej cholery?!- nadleśniczy- Wstawi się lodówki, zamrażarki, jakąś glazurę się rzuci na jedną ścianę i haki. I niech będzie ten cholerny sklep! I niech ja więcej nie słyszę głupich pytań! Niech ja mam spokój i warunki do prowadzenia TZW gospodarki leśnej!!!

- Czy kontyngent ma składać się wyłącznie z dziczyzny, czy można w ramach przymusowych dostaw, oddawać inne rodzaje mięsa. Na ten przykład wieprzowinę domową?- pytał zapobiegliwie leśniczy Zdzisio.

- Mnie to gówno obchodzi co tam będzie w sklepie!!!- huknął ręką w stół nadleśniczy- Byle reklamacji nie było!

I rozjazgotał się na dobre na temat niżu intelektualnego na sali.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Ucieszna rozmowa w kancelarii leśnictwa Krużganki

17 cze

- Teraz wiem co sprawia, że uprawa w 222b przypomina obraz nędzy i rozpaczy- orzekł leśniczy Zdzisio, siorbiąc głośno Najświętszą Kancelaryjną Kawę, bez której nie może rozpocząć się żaden dzień ciężkiej pracy w Lasach Państwowych.

- Co?- zapytał podleśniczy.

- Wiadomo- wzruszył ramionami leśniczy- Szatan, Belzebub i Lucyfer. Nikt inny za tym nie stoi.

- Sądzisz, że szeliniaki, sarny, jelenie i łosie  zostały do tego namówione przez Księcia Piekieł?- zapytał poważnie podleśniczy,

- To proste jak drut. Jakież może być inne wytłumaczenie?- podniósł do góry palec leśniczy.

- Spróbuj to napisać w wyjaśnieniu- machnął ręką podleśniczy- „…w nawiązaniu do notatki służbowej inżyniera nadzoru w sprawie zgryzionej uprawy w oddziale 222b, wyjaśniam, że jest to sprawa sił nieczystych, a najpewniej samego Szatana, na co Służba Leśna nie ma wpływu, ze względu na braki teologiczne. Zwracam się z prośba o egzorcyzmowanie w/w uprawy. Podpisano leśniczy Zdzisław.”

- Ni kpijcie z Pana Derektora!- zagrzmiała za ścianą małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka- Bóg go zesłał! Tylko on jeden może przynieść ratunek udręczonym przez siły nieczyste lasom! Ileż u was zgnilizny moralnej widać po przykładzie waszej zdegenerowanej trójki.

Tu stażysta Romuś zaprotestował za pomocą potępieńczych jęków, które miały uświadomić wszelkiemu słuchaczowi, że on też uważa, że wszystkie procesy naturalne w lesie, zarówno w kraju, jak i za granicą to sprawka Diabła. A Adam Wajrak ma podpisany cyrograf.

- I pamiętajcie jak rzadko zdarza się w dziejach Lasów Państwowych taka komfortowa sytuacja!- zahuczał małżonka- Dzięki której Pan Derektor może wcielać w życie swe mądre i światłe idee! I objaśniać ciemnocie leśnej rządzące lasem prawidła!

- Jaka sytuacja?- zdziwił się leśniczy Zdzisio.

- Że na skutek sytuacji  i powiązań towarzysko- rodzinnych, nawet Minister Ochrony Środowiska, może Pana Derektora w dupę pocałować- huknęła małżonka leśniczego, aż na ziemię spadło godło państwowe, przytwierdzone do ściany, nazbyt lichym gwoździkiem.

 

Opoka i fundament gospodarki leśnej

14 cze

Jego Ekscelencja Derektor wrzasnął zza swego biurka:

- Do mnie durnie!

Przez próg gabinetu przelała się fala naczelników, specjalistów, giermków i zwykłych podnóżków, która uderzona widokiem Najwyższego, legła zielonym pokotem przed jego zasępionym obliczem.

- Jesteśmy o Wielki!- zawołali wezwani, nie ośmielając się podnieść wzroku na Ekscelencję- Rozkazuj bądź wydawaj zarządzenia!

- Mam kilka pytań do was osły, bo jak się mi zdaje, nie rozumiecie podstawowych kwestyj tyczących się naszej wyjątkowej gospodarki leśnej!- zawołał Ekscelencja- Kto mi powie barany liparyjskie, co jest podstawą Trwałej, Zrównoważonej i Wielofunkcyjnej gospodarki leśnej?

- Ustawa o Lasach!- zawołał pośpiesznie jeden z młodszych podnóżków.

- Dureń!- machnął lekceważąco ręką Derektor- Wynoś się stąd!

Podnóżek, o mało nie omdlawszy z konfuzji, wyczołgiwał się z gabinetu rakiem, pośród złośliwego chichotu reszty.

- No gamonie?!- Ekscelencja podniósł głos o ćwierć tonu- Kto wie?

- Zasady Hodowli Lasu?- niepewnie zapytał ktoś z tyłu.

- Precz mi z oczu!- wrzasnął dotknięty do żywego Ekscelencja- Cóż za idiota! Któż go tu zatrudnił?!

- O Najwyższy!- najstarszy z naczelników, wciskał nos w perski dywan- Jest to mój siostrzeniec, który ma jeszcze mleko pod nosem, bo zaledwie dziesięć lat minęło jak ukończył studia…

- Wybaczam!- wyniośle rzekł Ekscelencja- Ale niech nie zbliża się do mnie więcej, albowiem poraża mnie tak bliska obecność ludzi tępych i ograniczonych. Nuże! Czekam odpowiedzi!

Zapadła cisza. Gdyby Ekscelencja miał w swoim gabinecie donicę z chrobotkiem reniferowym, zapewne byłoby słychać jak rośnie.

Leżący zgodnym pokotem podwładni, zachodzili w głowę, która to regulacja prawna, zarządzenie lub inny akt był dla TZW gospodarki leśnej prawdziwym fundamentem.

Ktoś wyszeptał, niestety nazbyt głośno coś o nieszczęsnej Konstytucji, co rozjuszyło Derektora do granic, przez co przez moment przypominał gwałtownego i nieobliczalnego cesarza Karakallę, zaraz po słynnym bratobójstwie. Brakowało mu tylko miecza w ręce i krwi na brodzie.

- Bałwany!- wrzasnął- Czyście bez reszty postradali resztki jasności umysłów?! Nie ma nawet jednego średnio rozgarniętego, który wie co jest opoką naszego działania?! Nic dziwnego, że napotykamy tysięczne trudności, skoro nawet wy, idioci, a zarazem pożałowania godne namiastki prawdziwych współpracowników nie znacie podstaw! Szlag by was wszystkich! Pierwszy lepszy ministrant i wikary jest bardziej kompetentny niż cała wasza zgraja! Byle proboszcz zagoniłby was w kozi róg! Ostatni raz powtarzam, że jedynym filarem gospodarki leśnej jest religia chrześcijańska, a cała reszta wszelkich regulacyj to jedynie nic nie znaczące didaskalia! No chyba, że są to pisma mojego autorstwa, pisane pod natchnieniem wiadomego Ducha! A teraz won mi stąd do diabła!

 

Sprzedaż drewna w leśnictwie Krużganki

07 cze

Pierwszy czwartek miesiąca był według niepisanego zwyczaju leśniczego Zdzisia dniem, kiedy sprzedawał okolicznemu i wiejskiemu społeczeństwu, drewno na opał.

Jak zwykle leśniczy stał na schodkach prowadzących do kancelarii, po prawicy mając podleśniczego, po lewicy stażystę Romusia, a w niedalekim odwodzie małżonkę, rosłą i postawną Kaszubkę, która trzymała na łańcuchu rozwścieczonego do granic Szarika, bestię z piekła rodem, mieszańca charta z wyżłem.

Przed leśniczym stał tłumek mieszkańców wsi, pragnący zakupić drewno do ogrzania swych chałup.

- Zanim rozpoczniemy sprzedaż- zawołał leśniczy- Według rozporządzenia Ekscelencji Derektora, macie mi odpowiedzieć na kilka pytań! Od waszych odpowiedzi zależy czy kupicie drewno czy też nie!

Tłumek zaczął pokasływać nerwowo.

- Po pierwsze!- zagrzmiał leśniczy- Czy popieracie Trwałą, Zrównoważoną i Wielofunkcyjną gospodarkę leśną?

- Popieramy!- zawołał tłumek jednym głosem- Popieramy,  a juści!

- Bez fałszywego entuzjazmu tylko!- pogroził palcem leśniczy- Odpowiadać prosto i zwięźle!

- Czy palilibyście w piecach drewnem pochodzącym z Puszczy Białowieskiej?- zagrzmiał znów leśniczy.

- Palilibym!- ochoczo zawołali wieśniacy.

- Czy jadacie mięso?!

- Jadamy!- wrzasnął tłumek.

- A w piątek?!- zapytał chytrze leśniczy.

Pośród chłopstwa zapanowała konsternacja.

- Zależy…Czasem się jada i w piątek- wymamrotał któryś z okolicznych przedstawicieli ludności wiejskiej.

- No to nie będzie sprzedaży!- zdecydował leśniczy Zdzisio- Tu w rozporządzeniu stoi napisane, że podstawą gospodarki leśnej jest religia chrześcijańska, a według jej prawideł nie można spożywać mięsa w piątek pod grzechem ciężkim. Konsekwencją grzechu ciężkiego dla grzesznika, jest całkowity zakaz kupowania drewna na terenie wszystkich nadleśnictw kraju!

- Poskarżym się w nadleśnictwie!- zahuczało w tłumie.

- Nie radzę!- podniósł palec leśniczy- Za tydzień znowu sprzedaż, a jeśli będziecie rozsądni i dobrze odpowiecie na pytania, kupicie swój upragniony opał. A jak naskarżycie, to muszę wam powiedzieć, że Ekscelencja sporo pytań ułożył i znając waszą grzeszną społeczność, polegniecie na wielu, wielu z nich!

- No chyba, że się jakoś dogadamy- westchnął ktoś w tłumie.

- Z mądrym to całkiem inna rozmowa- powiedział leśniczy Zdzisio, a na jego twarz spłynął uśmiech zadowolenia i satysfakcji.

 

Jak Henio Małanka Puszczę jechał wyzwalać

06 cze

Henio Małanka, w swoim mniemaniu największy ekolog na wschód od Wisły, żegnał się z wszystkimi znajomymi pod zlewnią mleka.

- Oto wyruszam bronić tętna pierwotnej Puszczy!- zaczął swą pożegnalną mowę- Zdaje się, że dotychczasowi jej obrońcy, wszystkie te Pracownie, Green PiS i Wajraki nie dadzą rady zdziczałej, żądnej desek i obrzydliwie nienasyconej korporacyjnej machinie Lasów Państwowych! Jadę zatem ja, przykuwać się do harvesterów, lżyć Służbę Leśną i uciekać przed policją!

Znajomi, wszyscy solidnie zmęczeni po „wczorajszym”, dawali mu błogosławieństwo i życzyli aby rower wytrzymał choćby połowę drogi.

- Mam ja nowy łańcuch!- dumnie prezentował swój dwuślad Małanka- Żeb tylko przejechać przez Michałowo bez jakiej przygody z miejscowymi żulikami i do Bachur następnie bez mordobicia dotrzeć, a potem to już z górki! Jadę walczyć aby cała Puszcza została parkiem narodowym i póki celu nie osiągnę, przysięgam nie wracać! I to wam mówię, że nie spocznę póki nie sczezną Lasy Państwowe, najobrzydliwsza organizacja o charakterze mafijnym, de facto zorganizowana grupa przestępcza, dowodzona przez nienawidzącego przyrody capo di tutti capi! A kiedy już zrobimy całą Puszczę Białowieską parkiem narodowym, przyjdzie czas na naszą, umęczoną bezustannym pozyskaniem Puszczę! Wtedy zrobimy park narodowy u nas!

- Nie myśl sobie durniu, że my ciebie w świat wyprawiamy, żebyś tu potem wracał gangrenę parków narodowych wprowadzać!- zawołano w tłumie żegnających- Za bardzo łakniem opału, desek, jagód, malin, grzybów, kory kruszyny, kwiatów i liści miodownika melisowatego i innych darów leśnych! Jedź do Białowieży, przykuj się do maszyny wielooperacyjnej i siedź tam do usranej śmierci! Nam tu parków nie potrzeba! Nasprowadza nam dureń rozmaitych Bohdanów czy innych tumanów, a potem będziem do Dojlid zasuwali po drewno! Nie ma mowy! Siadaj zatem na rower i poszedł!

Potem doszło do szarpaniny i Zeus jedyny wie, jakby się to wszystko skończyło, gdyby nie matka Henia Małanki, która przybiegła pod zlewnię, zaalarmowana, że jej niewydarzony jedynak zabiera jej własny rower na jakąś podejrzaną eskapadę.

- Oddaj rower draniu!- wrzeszczała matka gnając go przez wioskę do chałupy, przyczyniając się walnie do tego, że Puszcza za tej kadencji nie zostanie uratowana.

 

Pieśń na narady w Lasach Państwowych

27 maj

Pieśń do uroczystego odśpiewywania na naradach gospodarczych w Lasach Państwowych i konferencjach o problematyce wiejskiej.
Melodia: ludowa, podniosła.
Słowa: skromny autor, zafascynowany TZW gospodarką leśną.

 

My wam pokażemy!

Gdzie przedtem chaszcze, płazowina,
Gdzie jeno próżny skowyt wilka,
Teraz się wszelka pnie drzewina!
Sadzim tysiące co chwil kilka!

Niech sczeźnie wszelki celebryta,
Co w nasze szprychy wsadza kij!
I Kinga Rusin – zła kobieta,
Najjadowitsza z wszystkich żmij!

I choćby Wajrak puszczał jad,
Stukrotnie gorszy niż jad kobry,
Sprawim by Wajrak jak pień padł,
Gdy go podgryzą chytre bobry!

Ach jakby pragnął obcy drwal,
Władzę obalić swą siekierą!
My mamy swoich siekier stal!
I mamy siekier od cholery!

W zrównoważeniu będziem trwać!
Wielofunkcyjnym na dodatek!
Kto nam przeciwko?! Gad i bladź!
Źle prowadzących się syny matek!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Leśne rymowanki

 

Durny jak ekolog

21 maj

Romuś przybiegł do kancelarii wzburzony niczym niezbyt świętej pamięci cesarz Kaligula podczas pamiętnego  zamachu, który zakończył jego nikczemny żywot.

Stażysta wydawał z siebie okropne dźwięki, przewracał oczami i rwał włosy z głowy.

- Czego mordę piłujesz idioto?!- zdenerwował się leśniczy Zdzisio, któremu akuratnie hemoroidy doskwierały ponad ludzką miarę- Że też Matka Ziemia nosi na sobie takich imbecyli!!!

- On mówi- spokojnie tłumaczył mowę Romusia podleśniczy- Że nasz wioskowy głupek, a zarazem ekolog, Henio Małanka, znowuż pod zlewnią mleka obraża Zasady Hodowli Lasu i postponuje TZW gospodarkę leśną.

- Ot i kolejny dureń- skwitował to leśniczy ponuro- Jakby mi było mało żony z Kaszub!

- Romuś mówi też, że Małanka rozpowiada po wsi, że byłeś na konferencji u Rydzyka- dodał podleśniczy.

- A to sukinsyn!- wściekł się leśniczy Zdzisio- Wiedziałem, że tylko opinię sobie spierdolę przez tę toruńską awanturę! Dalejże! Idziemy pod zlewnię nauczyć rozumu tego pasożyta!

Romuś przytomnie zauważył, że zasadniczo „pasożyt” jest synonimem słowa „ekolog”.

- Lepszym synonimem jest „menda społeczna”!- denerwował się leśniczy- Albo zwykły… I tu padły takie słowa wulgarne, że gdyby chrześcijaństwo było rzeczywiście podwaliną polskiej gospodarki leśnej, zawaliłaby się ona ze wstydu i rozpaczy nad degeneracją Służby Leśnej.

Pod zlewnią mleka doszło do ostrej wymiany zdań, a w zasadzie do ostrego przemówienia leśniczego Zdzisia, który wytknął Małance powierzchowną wiedzę przyrodniczą, niewiedzę, głupotę, brak zdecydowanej orientacji seksualnej i  najzwyklejsze skretynienie.

- I alimentów sukinsynu nie płacisz!- wrzasnął na koniec leśniczy

- Komuż płacić mam?!- wytrzeszczył oczy ekolog.

- Płacisz czy nie?!- dopytywał się leśniczy.

- No nie płacę żadnych!- denerwował się Małanka.

- Proszę!- zwrócił się do ludności wiejskiej leśniczy- Patrzcie! Po lesie chodzi, kwiatki wącha, mrówki szanuje, dzięcioły hołubi! Służbę leśną krytykuje, a alimentów drań nie płaci! Pan ekolog!

Ludność dowiedziawszy się o takim skandalu, zaczęła spluwać pogardliwie w stronę Małanki. Na nic zdały się jego tłumaczenia, że nie płaci, bo de facto nie ma na kogo płacić.

I tak zdyskredytowawszy całą polską myśl ekologiczną, leśniczy Zdzisio dał hasło do odwrotu. Wówczas Romuś, któremu cała ta intelektualna heca nie przypadła do gustu, postanowił zakończyć sprawę po swojemu i zdzielił Małankę kułakiem w łeb z taką siłą, że ów padł jak rażony gromem w okoliczne błoto, obnażając tym samym miałkość, powierzchowność i słabość nazistowsko-ekologicznej ideologii.

- A wy sukinsyny!- zwrócił się do ludności wiejskiej leśniczy- Jak chcecie kupować na zimę, zamiast drewna węgiel po 650 PLN za tonę, to dalej słuchajcie tego durnia! Smacznego!

 
 

Doktor inżynier naszych marzeń!

20 maj

Konrad – dr inż. leśnych marzeń

Kto twardo w bitwie trwa upartej
Przeciw faszystom ekologom
Ten umie pokierować wiatrem
Machając ręką albo nogą.

Kto swych zarządzeń pilnie strzeże,
Kto naprzód wiedzie Służbę Leśną,
Ten się za bary z cieniem bierze,
Tego się będzie sławić pieśnią!

To Konrad Lasy w pochód śle!
Na konferencje jechać każe!
Konrad- jak biskup, Konrad- wódz!
Doktor inżynier leśnych marzeń!

Jest to swobodna przeróbka wiersza pana poety Krzysztofa Gruszczyńskiego, pierwotnie opowiadający o Stalinie (Stalin – inżynier naszych marzeń).

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Leśne rymowanki

 

Niecny sabotaż TZW gospodarki leśnej

19 maj

Kiedy leśniczy Zdzisio wraz ze współpracownikami (podleśniczym i stażystą Romusiem), pojawili się na działce, gdzie ZUL Bareja, biedził się nad trzebieżą i to późną, zdziwiła ich uniżoność, zazwyczaj tak hardych i pijanych robotników leśnych.

- Coś najebali- szeptem oznajmił podleśniczy- I to zdrowo, bo nawet wódą mniej śmierdzą niż zazwyczaj.

- Nie ma co tu się w ciuciubabki bawić!- zawołał leśniczy Zdzisio- Coście uczynili w moim lesie należącym de facto do Skarbu Państwa!? Hę?! Gadać łobuzy!

Brygadzista pokornie schylił się ku leśniczemu i nie patrząc mu w oczy odparł:

- Rozchodzi się wielmożny panie o to, że pomimo tego rysuneczku, co tośmy go oglądali przed przystąpieniem do robót leśnych…

- Znaczy się szkicu!- podpowiedział podleśniczy.

-…w rzeczy samej wasza wielmożność, śkicu. Wybacz mnie ciemnemu, wielmożny panie…

- Za dużo tej uniżoności!- wybuchnął leśniczy- Nie dam się na to nabrać! Gadaj zaraz coście odjebali!!!

- Ta roślina chroniona, co tam nie mielim jej rozjechać- powiedział brygadzista- To my ją właśnie rozjechalim. Świeć panie nad jej chlorofilem!- i tu przeżegnał się, co świadczyło, że z gatunku chronionego została zielona miazga.

- Przecież była ogrodzona taśmą dwukrotnie!!!- zawołał leśniczy- Wyznaczyłem strefę wokół w taki sposób, że tylko idiota by tam wjechał!

- Bo my mamy nowego na traktorze- tłumaczył się brygadzista- I on właśnie nie jest specjalnie mądry. I nie lubi poruszać się w lesie utartymi szlakami. Po prostu nie lubi schematów…- plątał się brygadzista.

- Nic mnie to nie obchodzi!- zawołał leśniczy- Na świętego byka z Memfis! Za godzinę wracamy i ma to cholerstwo rosnąć ku chwale Trwałej, Zrównoważonej i Wielofunkcyjnej gospodarki leśnej! Diabli was nadali, sabotażystów! I to w takich czasach, kiedy się różne Wajraki i Małanki po lesie szwendają, niuchając jeno, czy abyśmy właśnie takiego numeru nie wywinęli! 

 

Wolna sobota w lesie i poza nim

15 maj

Leśniczy Zdzisio stękał i jęczał. Stażysta Romuś z podleśniczym ze współczuciem spoglądali na swego bezpośredniego przełożonego, którego cała postać przypomniała im wszystkich znanych męczenników, a zwłaszcza świętego Andrzeja Boboli, rozerwanego końmi czy świętego Eustachego, upieczonego w spiżowym wołu (wraz z rodziną i żoną).

- Diabli nadali ten Toruń!- zajęczał leśniczy- Więcej ja po żadnych wiejskich konferencjach nie będę włóczył się!

- Tak ciężko było nadążyć za przewodnimi myślami?- zapytał się podleśniczy- Czytalim w internecie! Czy dużo było o judeoekologicznych nazistach i wrażych brygadach zmotoryzowanych drwali?

Leśniczy Zdzisio machnął ręką:

- Diabli tam z tymi mądrościami ministerialnymi czy geniuszem derektorskim. Nachlalim się w autokarze wódki, a że do Torunia droga daleka, wypiliśmy cokolwiek za dużo- czknął leśniczy- Jeszcze mnie trzyma!

Stażysta Romuś zabulgotał i zazgrzytał zębami, pytając w ów chytry sposób, czy leśniczy widział z bliska Ojca Dyrektora.

- Jak miałem go zobaczyć, skoro leżałem nachlany w autokarze!- zdenerwował się leśniczy.

- Myślałem, żeście pili w drodze powrotnej- zdumiał się podleśniczy.

- Niestety z pieniędzy składkowych zakupiono tyle alkoholu, że nie zdążylibyśmy go wypić w drodze powrotnej- tłumaczył Zdzisio.

- Że cię ziemia jeszcze po sobie nosi!- zahuczała zza ścianą małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka, a na dodatek żarliwa chrześcijanka- Jesteś zakałą rodu ludzkiego i całej gospodarki leśnej! Żeby być w Toruniu i nie zobaczyć Ojca Dyrektora! Będziesz smażył się za to w piekle! I za niektóre trzebieże późne też!

- Kopernika też nie widziałem, durna babo, a on chyba znaczniejszy!- odciął się leśniczy.

- Kopernik nie żyje- pewnie stwierdził podleśniczy.

Stażysta Romuś, ofiara gimnazjalnej edukacji, zapytał się kim był ów wspomniany przez nich Kopernik.

Kiedy usłyszał, że to nieżyjący astronom stracił zainteresowanie jego osobą, gdyż jak wyjaśnił za pomocą gulgotania, prawdziwy leśnik nie ma czasu na takie idiotyzmy jak gwiazdy i galaktyki.

- A nadleśniczy wam tak pozwolił chlać?- zapytał się podleśniczy- Odważny człowiek.

- A kto mi w wolną sobotę chlać zabroni?- ziewnął leśniczy- A ja z nieprzymuszonej i własnej woli, postanowiłem w sobotni, majowy dzień pojechać na konferencję. A to, że była ona praktycznie eucharystyczna, wybacz, ale to nie moja wina!