RSS
 

Jak stażysta Romuś chciał wiedzy tajemnej nabyć

09 gru

Stażysta Romuś ślęczał nad jakąś książką w swoim kątku kancelarii.

- A odkąd ty Romuś potrafisz czytać?- zapytał zdziwiony leśniczy Zdzisio. W odpowiedzi Romuś zahuczał i zastękał.

- On pyta się, czym się różni „klasa odnowienia” od „klasy do odnowienia”- przetłumaczył Romusiowe przemówienie podleśniczy.

- Co ty kuźwa czytasz?- zaniepokoił się leśniczy- Co ty tam masz?

Okazało się, że to jakaś przedpotopowa książka z pogranicza literatury faktu i hodowli lasu.

Romuś przyjął postawę wyczekującą.

- Po co ci to wiedzieć durniu?!- zdenerwował się leśniczy- Doktorat będziesz pisał? Lepiej już wy idźcie wyznaczać trzebieże późne! Koło Tamulka nic jeszcze nie wyznaczone, ani jeden ar! A farba zdaje się zaraz termin straci!

- Ja też nie wiem czym się różnią- powiedział podleśniczy pragnąc załagodzić sytuację (pogoda była do wyznaczania wielce nieprzyjazna).

- Doskonale wiem, tylko nie chce mi się marnować czasu, kiedy ja mam tyle poczty służbowej nieprzeczytanej!- leśniczy Zdzisio denerwował się coraz bardziej- Co to za pytania w piątek, do diabła!? Wiadomo: klasa odnowienia i do odnowienia różnią się tym, że jedna jest już odnowiona, a druga nie! Znaleźli się egzaminatorzy, kuźwa wasza…

- Przyznaj się durniu, że nie wiesz!- zahuczał zza ściany szyderco małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka- Takie masz o leśnictwie pojęcie, jak ja o topografii Gabonu! Wiem, że to gdzieś w Afryce! Ha! Ha! Ha! Magister jego mać inżynier! I to leśnictwa! Ha! Ha!

Atmosfera w kancelarii zrobiła się nieprzyjemna.

Leśniczy Zdzisio siedział obrażony, a podleśniczy z Romusiem bali się odzywać, bo na dworze wiał zimny, przenikliwy wiatr i padał zacinający deszcz.

W tym momencie wpadała do kancelarii eksstażystka Marysia, obecnie piastująca funkcję p.o. leśniczego leśnictwa Mazgaje, od progu dementując pogłoskę, że Mazgaj został nowym nadleśniczym.

- Rył, rył pod starym szefem, ale się zarył!- cieszyła się jak dziecko- Wszystko zostaje po staremu!

Leśniczemu od razu humor się poprawił:

- Wyobraź sobie, że ci durnie – wskazał na podleśniczego i Romusia – Nie wiedzą nic o różnicach między klasą odnowienia, a klasą do odnowienia!

- A na chuj im to wiedzieć? Czy klupa od tego raźniej chodzi? Czy taśma się lepiej zwija i rozwija?- zdziwiła się Marysia- Czy to ułatwia wywóz? Ja tam se łba nie zaśmiecam. Napijmy się z tego wszystkiego! Pod tego Mazgaja!

I na biurku kancelarii postawiła wiadomą butelkę.

- Widzisz durniu?!- zwrócił się do Romusia leśniczy- Od dziś nawet wzroku nie kieruj w stronę półki z literaturą fachową!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Dezubekizacja w lasach

08 gru

Kiedy podleśniczy wszedł do kancelarii, ujrzał swego bezpośredniego przełożonego, leśniczego Zdzisia z mina tak zafrasowaną, jakby właśnie przegrał w karty przynajmniej pięćset złotych, albo i nawet euro.

- A cóż to za mina, godna ukrzyżowanych przy via Appia popleczników Spartakusa?- zapytał zatroskany.

- Sumienie go gryzie!- zahuczała zza ściany, nader szyderczo małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka.

- Już po mnie!- powiedział smutno Zdzisio- Nie dociągnę do emerytury na tym cholernym stołku! Niech szlag trafi te dobre zmiany! Na pewno słyszałeś o ustawie dezubekizacyjnej?

Stażysta Romuś, który dotąd spokojnie żuł resztki kabla od prodiża, jaki w łaskawości swej ofiarowała mu małżonka leśniczego, zaczął wydawać z siebie niepokojące dźwięki. Od maleńkości bowiem straszono go peerelowską bezpieką.

- A co ty masz z UB wspólnego?!- wystraszył się podleśniczy.

- Z UB nic, ale jako leśniczy, wspierałem totalitarne państwo. Pustoszyłem drzewostany, przysparzając bogactwa reżimowi komunistycznemu, a czyniłem to na taką skalę, że działania wielu komórek służb bezpieczeństwa, to dokazywania niepełnoletniej smarkaterii przy moich! Nawet mi do głowy nie przyszło, że pozyskując na taką skalę drewno sklejkowe, z czego notabene byłem słynny w całych Garłaczach, to podstępne i podłe wspieranie aparatu przemocy i zniewolenia!

- I jeszcze w ZSMP byłeś draniu!- zabuczała małżonka- Aktywnym członkiem!

- Wyrzucono mnie stamtąd!- zdenerwował się leśniczy.

- Za alkohol!- sapnęła małżonka- To akurat nie wybieli twojego życiorysu!

- Tak czy inaczej, w obecnej sytuacji materialnej państwa, tylko czekać ustawy, która zmniejszy przynajmniej o trzy czwarte wszelkie pensje, emerytury i ryczałty na dojazdy, wszelkiemu leśnemu pomiotowi, który wspierał komunistów!- ogłosił leśniczy Zdzisio- I każdy kto chociaż jeden dzień przepracował w komunistycznym lesie, zapłaci za to, bladź!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Czy istnieje życie po odwołaniu?

25 lis

Kiedy leśniczy Zdzisio wszedł do biura nadleśnictwa, uderzyła go niezwykła atmosfera, jaka panowała w środku.

Nikt nie galopował poprzez korytarze, celem natychmiastowego wykonania poleceń nadleśniczego, w powietrzu nie unosił się aromat kawy, rozmaitych ciast, ani nawet wędzonego boczku i cebuli, które ubóstwiała Główna Księgowa.

Kiedy leśniczy wlazł do księgowości, stanął jak wryty.

Baby siedziały w jednym kącie i płakały. Gdybyż to płakały! Zawodziły na całe gardło, rozmazany makijaż spływał im po mokrych policzkach.

- Co się tu kurna dzieje?- zapytał zaskoczony leśniczy.

- Oooo…odwoooo…odwołali!- wystękała jedna z bab, zanosząc się spazmatycznie.

- Kogo?! Co?!- otwierał oczy szeroko leśniczy.

- Nadleśniczego!- rozszlochały się baby na dobre.

- Też mi powód do płaczu!- machnął ręką leśniczy Zdzisio- Nie on pierwszy i nie on ostatni. Jak uczy nas doświadczenie zawodowe, być nadleśniczym przypomina egzystencję meteoru. Błysk na niebie i do widzenia! Nie ma czego ryczeć głupie baby!

- Toż my nie po tym durniu ryczymy!- chlipały baby- Tu o jego następcę rozchodzi się! Z tego powodu płaczem tu i szaty drzem niczem izraelskie płaczki pogrzebowe.

- A co ma być z następcą?- wzruszył ramionami leśniczy Zdzisio- Jak zwykle w przypadku nadleśnictwa Garłacze, przywiozą go w teczce z derekcji, a potem wezmą. No, baby! Uspokójcie się!

- Niby, że Mazgaja awansują!- załkały baby.

- Co?!- leśniczy aż przysiadł- Pewne to?

I złapał się za słabe serce, od lat dręczone trwałą, wielofunkcyjną i zrównoważoną gospodarka leśną.

- Niby pewne. Jego wuj biskup interweniował na najwyższym szczeblu!- jęczały baby.

I wtedy leśniczy, który nie płakał nawet po katastrofie smoleńskiej, a nawet wtedy kiedy zimny chirurg wyrywał mu bez znieczulenia, wrośnięty paznokieć dużego palca u stopy, załkał jak dziecko.

- Toż to koniec gospodarki leśnej jaką znamy!- wystękał pośród oceanu łez.

 

A kto na Króla Lasów?

22 lis

Ekscelencja Derektor był wielce niezadowolony.

- Uprzedzili nas! Zawsze wszyscy nas uprzedzają!- wołał zza biurka do leżących pokotem naczelników.

- Ale o co się rozchodzi Ekscelencjo?- zapytał najodważniejszy, nie odlepiając jednakowoż twarzy od podłogi.

- O ostatnią Intronizację!- tupnął nogą Derektor- Przecież miałem już przygotowane pismo, gdzie powierzałem stanowisko Najwyższego Specjalisty ds. Gospodarki Leśnej wiadomej osobie! A gdzie mu teraz dawać taką posadę skoro on Królem Polski? Mógłbym mu wprawdzie oddać swój etat, ale obawiam się, że z takim rozmiarem zadań, z takim ich stopniem skomplikowania, nie każdy sobie poradzi… Co innego władać całym krajem, czy wszechświatem, a co innego zarządzać taką bandą bałwanów!

- Wszyscy wiemy Ekscelencjo, że obecnie mamy odpowiedniego człowieka na odpowiednim miejscu!- zauważył naczelnik, usiłując zerknąć z poziomu podłogi na Derektora.

Ten jednak był już zajęty czymś innym. Właśnie wymyślił wstęp do Nowych Ramowych Warunków Sprzedaży Darów Lasu, więc szybko zapisywał co lotniejsze myśli, każąc wynosić się wszystkim naczelnikom do stu diabłów.

 
 

Leśnictwo a kiła

17 lis

Raz pewien leśniczy, a Zdzisław mu było,

Zaraził się w lesie obrzydliwą kiłą.

Że powód choroby był niezawiniony,

Długo się tłumaczył przed obliczem żony.

Dowodził małżonce, że natury łono,

Nie jest takie zdrowe, jak ongiś sądzono.

Wprawdzie połowica rodem była z Kaszub,

Ale w głowie miała jakiejś wiedzy zasób.

Rzekła zatem gromko, głosem jak dźwięk tuby:

„Prawisz mi małżonku osmolone duby!

Ciężko mi jest pojąć, że te sarny śliczne

Niosą zagrożenie WENEROLOGICZNE!”

 
 

Jesienne poszukiwania robactwa

13 lis

- Niceśmy nie znaleźli!- zameldował w progu kancelarii podleśniczy- Całe to jesienne poszukiwanie robactwa zdatne jest psu na budę. Zawracanie głowy i ogólnopolska histeria. Wymyślił to jakiś dureń, a reszta innych durniów wciela w życie!

- Słabo szukaliście!- zdenerwował się leśniczy- Jeszcze nam tu Mazgaj na jakie kontrole potrzebny!

- Zasadniczo było kilka robaków – podrapał się w głowę podleśniczy- Ale ten tu oto stażysta Romuś, zeżarł je zanim zdążyłem wsadzić je do pudełka. No i poszukiwania szkodników sosny prowadziły baby z Krużganków, które koniecznie chciały Romusia wyswatać, co zupełnie odciągało je od meritum poszukiwań. Okropnie namolne są te baby!

Romuś groźnie zahuczał, dając do zrozumienia, że nie da się wyswatać nikomu i nigdy przed ślubem kościelnym. A zwłaszcza w ciemnym i zimnym lesie.

- Chwała Jowiszowi Kapitolińskiemu, dzięki któremu nasza trwała, wielofunkcyjna i zrównoważona gospodarka leśna, odbiera rozum naszym wrogom, przygotowany jestem na to, że wysłanie was do lasu, celem zebrania szkodniczego robactwa mija się z celem- zatryumfował leśniczy Zdzisio otwierając szufladę- Ha!

I zaprezentował wspaniałe poczwarki, najrozmaitszych owadów, poukładane w pudełkach z odpowiednimi numerami powierzchni kontrolnych.

Podleśniczy przecierał oczy ze zdumienia. Stażysta Romuś, oblizywał się ze smakiem.

- Skąd to?!- zapytał podleśniczy.

- Nabyłem za grosze na chińskim allegro!- z emfazą w głosie, oświadczył leśniczy- Najwyższej jakości światowe robactwo!

- A jak ktoś to naprawdę zbada?- zaniepokoił się podleśniczy- I wyjdzie na jaw, że na terenie leśnictwa znaleziono egzotyczne tałatajstwo?!

- Bez obaw. Baby w nadleśnictwie się nie zorientują, a gdzieś tam hen, w odległym Zakładzie Ochrony Lasu, dopóki nie przekroczymy liczb alarmowych czy krytycznych, nikt sobie tym dupy zawracał nie będzie. A ja do pudełek wkładam nie więcej jak dwie, trzy poczwarki. Oczywiście możemy mieć pecha, ale kto nam udowodni, że to myśmy wsadzali te kuzaki do pudełek, hę?! W warunkach ogólnopolskiego bardaku, można je było zamienić na każdym etapie tej dalekiej podróży!

- Ty Zdzisio to już dawno powinieneś być Derektorem- z podziwem powiedział podleśniczy.

- Dawno to on powinien dostać wypowiedzenie! Oszust i kanciarz! I strach pomyśleć co się dzieje w wyżej wymienionym temacie w skali kraju!- zabuczała zza ściany małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka- I jeszcze całe to robactwo w lodówce trzyma! Podobnie zresztą jak próbki odchodów wilka, które kiedyś nakazano mu zbierać po lesie!

- A skąd ty odchody wilka wziąłeś?!- zdziwił się podleśniczy i zaniemówił, kiedy leśniczy na migi pokazał mu skąd.

 

Krajowa Narada Wszechleśników

12 lis

Leśniczy Zdzisio siedział w kancelarii i śmiał się w kułak, patrząc na zdjęcie z ogólnopolskiego zjazdu leśników.

- A gdzie Kim Dzong Un?- dopytywał szyderczo wpatrując się w fotografię przedstawiającą dzielnych pracowników leśnych, którzy dumnie wyprężali piersi (musi po ordery i medale).

- Toż za stołem prezydialnym na pewno siedzi!- zawołał podleśniczy- Na owym zdjęciu widzisz  jeno leśnych pariasów, bo cały „krem de la krem” zawsze siedzi frontem do gawiedzi! Czyż inaczej jest na naszych naradach w nadleśnictwie?

- Ładna mi gawiedź- podłubał w nosie leśniczy- Samych masz tu nadleśniczych jako publikę. Sól siedlisk borowych i lasowych!

- To dlaczego nazwali to Krajową Naradą Leśników? Skoro nie wszyscy leśnicy dostali na nią zaproszenie?- wątpiąco pokiwał głową podleśniczy- Powinno się to nazywać Krajową Naradą Wyższych Sfer Leśnych.

- Zazdrość cię zżera- odparł leśniczy Zdzisio- Trzeba się było uczyć w szkole porządniej, to byś nie musiał zapierdalać po zrębach i drogach wywozowych, jeno byś pozował i odbierał kordelasy. Przecież nie można urządzić narady dla wszystkich leśników w Polsce, bo trzeba by chyba wynająć Stadion Narodowy, a wątpię czy system nagłośnienia jest na tyle doskonały, by oddać wszelkie niuanse przemów Ekscelencji Derektora w taki sposób, aby każdy, nawet najgłupszy zrozumiał.

- Po tych zdjęciach wynika, że i tak nikt niczego nie pojął z uczonej przemowy- zauważył podleśniczy- Według mnie musowo jeszcze raz wyższą kadrę leśną przeorać i wymienić na taką, która zrozumie odpowiednio każde przemówienie Ekscelencji w należyty sposób. A nie tylko udawać. I dziwię się jednemu wielkiemu niedociągnięciu!

- A jakież ty niedociągnięcie widzisz na tak wspaniałej i wiekopomnej uroczystości, z której co prawda nic nie wynika i która jedynie wygenerowała koszta, ale okazała się organizacyjnym i moralnym zwycięstwem?!- zapytał podejrzliwie leśniczy Zdzisio.

- Wszystkim tym nadleśniczym, brakuje notesików, jakie widuje się na zdjęciach otoczenia Kim Dzong Una. To byłby dopiero dowód, że słów Jego Ekscelencji, reszta nie ma w dupie.

 

Jaki resort, tacy, pożal się Jowiszu, Misiewicze

22 paź

Jego Ekscelencja Derektor wrzasnął z gabinetu:

- Do mnie durnie!

Naczelnicy, jeden przez drugiego zaczęli przepychać się przez szerokie drzwi, po to by zaraz kornie zginać się wpół (ci z pośledniejszych pozycji, kładli się pokotem zaraz na progu):

- Czego sobie Ekscelencja życzy?- zapytał najodważniejszy z naczelników.

- Zaraz mi tu wydać ukaz, że wszystkie brzozy mają być usunięte z drzewostanów na terenie całego kraju!- tupał nogą Derektor- Takie niedopatrzenie! Kto to widział, żeby prawdziwy Polak miał w lesie brzozy! Wyciąć, wyrwać korzenie, spalić, sprzedać, niech ja więcej żadnej już brzozy nie widzę!

Naczelnicy przyzwyczajeni do wybuchów Ekscelencji Derektora, tym razem stali osłupiali.

- Ekscelencjo, ależ dlaczego?!- zapytał najodważniejszy.

- Najnowszej historii nie znacie, durnie?- zdenerwował się Derektor- Uch, gady! Zwolniłbym was wszystkich, ale inni durnie są jeszcze bardziej durni niż wy! Przecież ja wszystko sam muszę wymyślać, robić! Kuźwa wasza mać, jeszcze może kwity będę wystawiał i za klupę się wezmę co?! Żebym ja miał takiego jednego Misiewicza! Ech! Wtedy bym wam pokazał gamonie! A jaką gospodarkę leśną prowadziłbym!  A może go jakoś podkupić?! Dać mu taki deputat opałowy i tyle sortów mundurowych ile zechce?!

- Toż Lasy nasze od niepamiętnych czasów pełne są Misiewiczów- zawoła naczelnik, a reszta (łącznie z tymi, którzy bojaźliwie zerkali z podłogi na wściekłą Ekscelencję) przytakiwała ochoczo – W każdym nadleśnictwie znajdzie się choćby jeden. Toż to przecież nasza odwieczna tradycja!

-  Do dupy! Też mi Misiewicze. O żadnym jakoś w telewizorze nie słychać – machnął ręką pogardliwie Derektor- Dajcież mi już moje pigułki, bo zdaje się, że rozum znowu tracę! A ten, tego, jak mu tam…Wajrak, zadaliście już mu bobu, jak rozkazałem w piśmie okólnym?

- Daliśmy na mszę, o nawrócenie nieszczęśnika- powiedział naczelnik.

- Tak, tak- powiedział Ekscelencja popijając pigułki wodą- Puszcza warta jest mszy! Mam tylko nadzieję, że dużoście dali!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Homolobby w LP

10 paź

Leśniczy Zdzisio z podleśniczym siedzieli sobie przy Najświętszej Kawie w kancelarii i dowcipkowali. Akurat kroczyli po grząskim gruncie, albowiem tematem ich żartów było homolobby dokazujące na szczytach hierarchii polskiego kościoła. Co chwilę wybuchali rubasznym śmiechem.

- Dość tego bluźniercy!!!- zza ściany zaryczała basem małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka – Co wy sobie wyobrażacie!? Skoro w takiej świętej instytucji jak nasz Kościół istnieje homolobby, to w waszej zasranej Derekcji go nie ma?! Akurat!

- Głupia baba- mruknął niepewnie leśniczy Zdzisio. Obydwóm zrobiło się nieswojo. Nawet stażysta Romuś przestał zamykać i otwierać szafkę z kontrolkami.

- To by tłumaczyło niektóre zarządzenia- powiedział zaniepokojony podleśniczy- Jak i to, dlaczego żadna baba jeszcze nie została Derektorem Generalnym!

- Na Mitrę i Wszystkich Świętych Słonecznych!- zawołał leśniczy Zdzisio- Rozumiem teraz większość decyzji kadrowych! Skąd nagle tylu kapelanów! I ten ukaz o biesiadach leśnych! Toż wiadomo, że homolobby lubi dobrze popić i pojeść! Kornik w Puszczy to też nie przypadek, tylko efekt działalności homolobby!

Stażysta Romuś, nieco wystraszony zapytał się na migi, co to „homolobby”

- Jest to grupa trzymająca władzę, za pomocą skomplikowanych układów towarzyskich, zorganizowanych na podbudowie erotyki, związanej z zainteresowaniem tą samą płcią- wyjaśnił podleśniczy- Takie homolobby rządzi wszystkim i wszystkimi, daje nieograniczona władzę.

Romuś poczerwieniał. Za pomocą gardłowych okrzyków i „prysiudów”, zapytał jak można stać się członkiem homolobby.

- To już Himalaje karierowiczostwa- westchnął leśniczy Zdzisio- Nie bądź Romuś taki Biedroń. Nawet w homolobby trzeba mieć ukończony staż.

 

Kto policzy w lesie dzika?

09 paź

Cała wspaniała Trójca obsady leśnictwa Krużganki, siedziała w kancelarii i debatowała nad ukazem ministra dotyczącym liczenia dzików. To znaczy stażysta Romuś pokazywał jedynie na migi co sądzi o ministerialnych pomysłach, bo usta miał pełne izolacji ze starego kabla, który znalazł na podwórku.

Leśniczy Zdzisio z podleśniczym nie przebierali za to w słowach. Gdyby minister miał podsłuchy w kancelariach, to zapewne podał by się do dymisji, albo sam policzył w ramach pokuty wszystkie kuny i wiewiórki w kraju, słysząc jakie „wyrażanse” lecą pod jego adresem.

- Hamuj się Dzidek!- zawołała zza ściany tubalnym głosem małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka- To najlepszy minister, jakiegoście mieli!

- Znalazła się ekspertka od „hjuman resors”! – wypalił leśniczy Zdzisio- Jakby Wajrak zaczął chodzić do kościoła, a Puszczę Białowieską bronił pod znakiem krzyża, łażąc tam z pięcioma kapelanami, to jego byś uznała go za najlepszego ekologa, jakiego Polska miała! A przez tego (tu padło wiele nieładnych epitetów), będę durnia walał po łąkach i polach, żeby policzyć niepoliczalne! Tu i teraz mogę te dziki temu (tu padło jeszcze więcej epitetów, bardzo nieładnych) porachować, z równą dokładnością, czerpiąc wszystkie niezbędne dane, z najświętszej skarbnicy wiedzy leśnej, z tego oto tu sufitu!

I tu padło jeszcze więcej epitetów, ale takich, że nawet Romuś przestał żuć izolację.

- Jesteś cham i prostak- zahuczała małżonka- Minister występuje w moim radio, więc wie co mówi! Tobie się, durniu stary, nie chce ruszyć czterech liter z fotela, bo wolisz siedzieć w kancelarii i żłopać kawę!

- Głupia jesteś babo i ciemna, a pokłady twej nieświadomości niezmierzone- splunął fusami leśniczy Zdzisio- Dziki to nie manifestacja KOD-u, która łazi główną arterią miasta stołecznego, nie ukrywa się po krzakach, nie kluczy po ostępach, nie chowa się w kukurydzianych zagajnikach, a mimo to nikt jej dokładnie policzyć nie zdołał. Skoro nie można policzyć ludzi na ulicy, to co dopiero z dzikami po lasach i łąkach?

I tu padło takie mrowie epitetów, określających pana ministra, że ten położyłby się do grobu, gdyby je usłyszał.

- Powinna policja liczyć- wtrącił podleśniczy- Oni zawsze wiedza najdokładniej i najlepiej. Tylko mogliby mieć problemy z odróżnieniem dzika od jelenia. Przecież wielu z nich jest z miasta, a na polu kukurydzy, te gatunki są do siebie łudząco podobne.

Romuś na migi dał do zrozumienia, że on potrafi liczyć jedynie do pięciu, a i to powoli i z błędami, więc do ogólnopolskiej inwentaryzacji trzody leśnej,  nadaje się dokładnie tak, jak Adolf Hitler na pielęgniarkę. I że najłatwiej byłoby wszystkie wystrzelać, a potem policzyć.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu