RSS
 

Sczeźniesz w piekle ekologu!

17 wrz

Za szwabskie Euro wynajęty!

Bądź ekologu już przeklęty!

Żeś jest podnóżek złej Makreli,

Bodaj cię wszyscy diabli wzięli!

 

Ty, co puszczańskie kalasz błoto,

Boś pożytecznym jest idiotą,

Wiedz, że za takie pokalanie

Na Wieczność w Piekle się ostaniesz!

 

Coś pod harvester rzucał ciało,

Wiedz, że mąk w Piekle będzie mało!

I nawet Pan Bóg z archanioły,

Zetrą twą duszę w pył, popioły!

 

Chwili wytchnienia! Ni kubka wody!

Wszędy gorąco, siarki smrody!

Wszędy rzężenie, wycie, krzyki,

Za to żeś mnożyć chciał korniki!

 

I „tefaueny” nie pomogą!

I nawet pies z kulawą nogą!

I to pamiętaj nade wszystko:

Ministrem w Piekle będzie Szyszko!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Leśne rymowanki

 

Sczeźniecie w piekle leśnicy!

16 wrz

Za to, że Puszczę rżniesz, rąbiesz wściekle –

Będziesz leśniku smażył się w piekle!

Będą cię smażyć mściwi szatani,

Za to żeś wyrok wykonał na Niej!

 

Za każde drzewo i za kornika,

Smażyć cię będzie diabelska klika!

Za brzozy, świerki, graby i dęby,

Będzie ci diabeł wybijał zęby!

 

Skórę ci będą darli pasami

Za to żeś walczył z ekologami!

Za to żeś krtanie dławił i grdyki

Czeluść napełnisz bolesnym krzykiem!

 

I ty ministrze! I derektorze!

Drogi do piekła pewny być możesz!

Za każdą deskę co z Puszczy rodem,

Zgnębi was diabeł smołą i smrodem!

 

Największa kara na koniec czeka:

Ponad pojęcie zwykłego człeka!

Będzie to kara nie byle jaka:

Przyjmie czart postać pana Wajraka!

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Leśne rymowanki

 

Drony! Wszędzie drony!

14 wrz

Stażysta Romuś, człowiek niebywale silny, o posturze niedźwiedzia, dzikich obyczajach, a jednocześnie obdarzony szeregiem wad wymowy, przez co porozumiewał się z otoczeniem z niejakimi trudnościami, wlazł do kancelarii leśnictwa Krużganki z taką miną jakby był co najmniej cesarzem rzymskim, albo znalazł sto złotych.

- Co to za pudło?- zapytał się podleśniczy, siorbiąc NKK (Najświętsza Kawa Kancelaryjna).

Romuś, za pomocą swoich przerażających jęków i buczenia oznajmił, że za ostatnią premię, nabył w sklepie „Stonka” najprawdziwszego drona, którym będą teraz latać ponad terenem leśnictwa oszczędzając czas i pieniądze.

- A po co mamy oszczędzać czas?- zapytał się logicznie leśniczy Zdzisio- Co ty, masz jakiś deficyt? Może ty za wolno trzebieże po prostu wyznaczasz? Ty Romuś zapamiętaj! Prawdziwy leśnik zawsze ma mnóstwo czasu! A jak nie ma, to znaczy że to jakiś chu…j, a nie za przeproszeniem leśnik.

- Weźmy na to nasz nadleśny- zaczął podleśniczy- On nigdy nie…

- Dobra, dobra, zamknij się!- zgasił go leśniczy Zdzisio- Ponoć w tych nowych rejestratorach leśniczego jest dyktafon, który można zdalnie włączyć. Cała to nowoczesna technika i sztuczna inteligencja przysporzy nam kiedyś kłopotów.

- Wreszcie jakaś inteligencja zagościłaby w kancelarii!- popisała się poczuciem humoru małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka, która chętnie zza ściany, przysłuchiwała się uciesznym pogawędkom.

- Idziemy puszczać tego drona!- zdenerwował się leśniczy, który pragnął udzielić małżonce jakiej chytrej riposty, ale prócz standardowej „ciemnej, głupiej, wioskowej baby, bezustannie i bezrefleksyjnie klepiącej różaniec i opętanej przez wiadomą sektę z wiadomej Rozgłośni”, nic nie przyszło mu do głowy.

Romuś aż podskoczył z radości.

- A gdzie się tu paliwo leje?- dopytywał leśniczy Zdzisio, obserwując jak Romuś przygotowuje drona do lotu.

- To elektryczne ustrojstwo- odpowiedział podleśniczy.

- Eee to gówno- machnął ręką leśniczy- Wszystko co na prąd to straszne gówno. Weźmy nasze komputery w kancelariach…

- Uwaga leci!- wrzasnął podleśniczy.

Romuś nie był najbardziej wykwalifikowanym operatorem dronów, toteż urządzenie, które nagle wystartowało, po krótkim locie uderzyło w gablotkę z cennikiem na sortymenty drzewne, z podpisem samego nadleśniczego, wiszącą przy wejściu do kancelarii, tłukąc szybę. Dron następnie oddalił się w kierunku kojca Szarika, bestii rodem z piekła, mieszańca wyżła z chartem afgańskim, który pierwszy raz w życiu uznał, że ma przed sobą przeciwnika, który go przerasta i schował się z trwałym, acz niezrównoważonym i monofunkcyjnym skowytem do budy. Następnie dron odleciał w kierunku nadleśnictwa, mimo że Romuś kręcił wszystkimi możliwymi trymerami usiłując sprowadzić go na ziemię.

- Mam nadzieję, że da przynajmniej popalić babom z biura- powiedział kwaśno leśniczy Zdzisio– Najgorsze, że ta maszyneria popełniła akt bezprecedensowego świętokradztwa i zaatakowała pismo z podpisem nadleśniczego. To może nam nie pójść płazem.

 

Państwo to ja!!!

12 wrz

- Do mnie pasożyty!- wrzasnął Jego Ekscelencja zza biurka.

Stado naczelników, starszych specjalistów, giermków, rybałtów, kleryków i ministrantów hurmem wpadło do gabinetu Ekscelencji, bez zbędnej zwłoki rzucając się przed zachmurzonym obliczem na podłogę.

- Nie szanujecie mnie dranie!- zawołał Derektor- Pięć sekund na was czekałem bałwany! Uch gady! Żeby tak was ospa i kuna leśna wydusiła! Zaraz macie mi tu naprawić niedociągnięcie!

- Jakie, o Wielki?!- zapytał pokornie najstarszy z zastępców.

- A gdzie macie specjalne notatniki, żeby spisywać mądrości jakie codziennie wam objawiam?! Hę?! W innych państwach mają, a u nas jakoś nikt się nie kwapi, żeby zachować dla potomności słowa swego drogiego przełożonego!

- W innych państwach?!- w leżącym tłumku rozległy się głosy zdumienia.

- Czyż nie jest powiedziane, że lasy to państwo w państwie?!- zdenerwował się Derektor- Dlatego żądam okazywania szacunku tak jak głowie państwa! Zaraz mi tu zorganizujcie wizytę międzypaństwową, bo znów będę musiał jechać do Burakseli!

Najstarszy z naczelników wstał odważnie i podszedł do biurka. Zdecydowanym ruchem otworzył szufladę, wyjął z niej pudełko z pigułkami i zwrócił się z wyrzutem do reszty podnóżków:

- Tak jak myślałem osły! Znów zjada przeterminowane!

 

Związki w leśnictwie Krużganki a Puszcza Białowieska

11 wrz

- A ty jakbyś rozwiązał konflikt białowieski?- zapytał podleśniczego leśniczy Zdzisio siorbiąc najświętszą kancelaryjną kawę, zaparzoną według receptury, gdzie kubek mógł być jedynie lekko opłukany po poprzedniej kawie (nadawało jej to szczególnego aromatu).

- Teraz to już sam nie wiem- westchnął podleśniczy- Tak wczoraj, z okazji niedzieli pochlałem i pogrilowałem, że nie mam obecnie żadnych poglądów.

- Niedziela jest od tego- zahuczała małżonka leśniczego zza ściany, rosła, postawna i niezwykle pobożna Kaszubka- Aby uczciwie pójść na mszę świętą, wy wykolejone łobuzy! Wszyscy wiedzą, że jedynym wyjściem z pata białowieskiego, jest natychmiastowe opuszczenie Unii Europejskiej, plunięcie na ten cały ONZ, że o Junesko, siedlisku lewactwa i światowego masoństwa wiadomej proweniencji nie wspomnę! No i szybka i skuteczna wyprawa na Federację Rosyjską celem odzyskania wraka.

- To wie każdy jeden debil pod naszą zlewnią mleka, ty głupia babo, ciemna i ograniczona, którą Zeus pokarał mnie za grzechy w poprzednim wcieleniu- powiedział spokojnie leśniczy- Ale to tylko we wiadomym Radio łatwo wygląda. Zwłaszcza, że nie cała Służba Leśna poszłaby na front tak ochoczo.

- Wiadomo od dawna, że w waszych szeregach mnogie są przypadki defetystów i odszczepieńców, a Bóg jedyny wie ilu z was, dranie, popiera małżeństwa jednopłciowe!- huczała małżonka- Dlatego należy was wszystkich pasożyty zastąpić!

- Kim na Zeusa?!- zdziwił się leśniczy Zdzisio- Skąd ty tyle wykwalifikowanej kadry weźmiesz durna kobieto?!

- Ha, ha, ha! Wykwalifikowanej! Ha! Ha! Przednie Dzidek! Ty jesteś najdobitniejszym przykładem, że wystarczy wikarych dla których zabrakło parafii czy żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, którzy na co dzień mają kiepsko opłacane zajęcia, wysłać na tygodniowy kurs dokształcający i mamy leśne kadry jak się patrzy!- grzmiała małżonka leśniczego.

- Jak tak słucham twoich mądrości- sapnął gniewnie w odpowiedzi leśniczy Zdzisio- Sam cieplej myślę o małżeństwach jednopłciowych! Nigdy ja tylu zgrzytów z podleśniczym nie miałem, co z tobą! A o ile mniej bym miał wydatków!!!

- No nie wiem- ziewnął podleśniczy- Ja to tylko tak tanio wyglądam…

 
 

Tak chciał Pan…

09 wrz

Narada gospodarcza w nadleśnictwie rozpoczęła się jak zwykle. Nadleśniczy oznajmił leśniczym, że są durniami, wałkoniami, pasożytami i że na miejsce takich łobuzów i hultai pod bramą nadleśnictwa czeka stu innych i gdyby tylko wiedział, że nie są jeszcze większymi bałwanami niż ci na sali, bez zbędnej zwłoki pozamieniałby jednych matołów na innych. Zapowiedział, że jeśli się nie poprawią, wszyscy wylądują na Froncie Wschodnim, mając na myśli Puszczę Białowieską.

- Mamy wrzesień- kontynuował swą arcymądrą wypowiedź pan nadleśniczy- Chcę zatem podsumować tegoroczną walkę z kornikiem na terenach poszczególnych leśnictw. Kolega inżynier nadzoru ( tu inżynier Mazgaj dostojnie skinął głową, a nawet zrobił dystyngowany ruch rękami, jakby sugerował bicie braw) przygotował szczegółowy raport. Z tego oto tu raportu wynika, że leśnictwo Mazgaje, prowadzone przez panią pełniącą obowiązki leśniczego, notabene Marysię, wypuściło kornika, a nawet doprowadziło do jego rozprzestrzenienia się po okolicznych leśnictwach! To sabotaż TZW gospodarki leśnej!

Panna Marysia w odpowiedzi czknęła znacząco:

- A pan nadleśniczy- powiedziała ziewając- Lekcji nie odrabia i zupełnie rozmija się z linią zaproponowaną przez Pana Derektora, Jego Wysokość Ekscelencję i tak dalej.

- Co?!- zaperzył się nadleśniczy- Co za bzdury opowiadasz niewiasto! Zawsze idę po linii derektorskiej i nigdy nie zrobiłem żadnego od niej odstępstwa…

- Choć rozum niejednokrotnie podpowiadał inaczej- bezczelnie dopowiedziała panna Marysia- Zanim zrobimy przerwę na fajurę, chcę podkreślić, że obecnie uważa się, że wszelkie klęski i niepowodzenia leśne, są karą za grzechy, zesłaną prosto od Pana Boga. Jakże miałam walczyć z kornikiem, skoro Ekscelencja dał nam jasno do zrozumienia poprzez niejedną swą wypowiedź, że to Niebiosa zsyłają na nas klęski, karząc za rozmaite grzeszki, a nawet i grzechy! Wstyd żeby osoba na takim stanowisku nie potrafiła pojąć chrześcijańskich fundamentów Trwałej, Zrównoważonej i Wielofunkcyjnej! Bóg tak chciał! A jeśli Bóg tak chce, to nie pomogą nawet pułapki feromonowe i korowanie!

Nadleśniczy, jego zastępca oraz inżynier nadzoru, siedzieli z otwartymi gębami. Stracili zupełnie rezon, podczas gdy Marysia kontynuowała:

- Nawet nie trzeba iść za bramę, żeby znaleźć dziesięć razy odpowiedniejszą osobę na pańskie stanowisko panie nadleśniczy. Tu na tej sali, jest ich co najmniej dziesięć! Nieprawdaż Zdzisiu?- i Marysia klepnęła leśniczego Zdzisia w ramię. Leśniczy Zdzisio, tak jak cała reszta leśniczych, zdetonowany zuchwalstwem swej eksstażystki zakrztusił się kawą.

- Nawet nie chcę sobie wyobrażać miny Jego Ekscelencji Derektora, gdyby dowiedział się, że jest w Polsce nadleśnictwo, którego ścisłe kierownictwo dewastuje podstawy TZW gospodarki, sugerując, że jedna, biedna p.o. leśniczego, skromna panienka, może przeciwstawić się Panu Bogu i zwalczyć jego zesłany przez niego dopust na terenie leśnictwa- dodała na koniec Marysia- A teraz zróbmy przerwę, bo mnie i palić się chce i suszy po wczorajszym.

W efekcie, na tym naradę zakończono.

 
 

Przepędźmy Szatana z lasu!

30 sie

- Do mnie cymbały!- wrzasnął Jego Ekscelencja zza biurka- A chyżo!

Kiedy zdyszany tłumek naczelników, specjalistów, giermków, trubadurów i wszelkiego maści podnóżków upadł przed obliczem Derektora, okazało się, że Ekscelencja jest wielce niezadowolony.

- Posłuchaj bando słabujących na umyśle ignorantów!- rozpoczął przemowę Derektor.

- Słuchamy!- odparł leżący zgrabnym pokotem tłumek- Wydawaj polecenia służbowe o Wielki, abyśmy mogli je zaraz gońcami elektronicznymi pchnąć w teren, celem natychmiastowego wypełnienia woli Twej!

- Trzeba Szatana z lasów państwowych zdecydowanie przepędzić!- walnął ręką w biurko Ekscelencja- Nic nie będzie z naszej Trwałej Zrównoważonej i tak dalej gospodarki, skoro Szatan bez żadnych przeszkód, zwłaszcza ze strony Straży Leśnej, hasa po lesie! Dlatego też powołuję specjalnym ukazem Komisję ds. Walki z Xięciem Ciemności, dalej zwanym Szatanem! Komisja będzie się składała z wielu księży i biskupów, kilku pań z zaprzyjaźnionego Kółka Różańcowego i ze mnie. Niestety potrzebuję jeszcze waszej pomocy bando osłów taormińskich!

- Rozkazuj o Wielki!- gorliwie poprosił tłumek podwładnych- Wszelkie wypełnim polecenia!

- Otóż napisałem Ukaz o Leśnych Grupach Flagelantów!

 - Wspaniałe! O Krynico Mądrości!- zawołał tłum.

- Widzę durnie, że nie wiecie o co chodzi- Ekscelencja był wyraźnie zadowolony- Otóż flagelanci to nic innego jak pokutnicy, biczujący się ile wlezie. Otóż wDerekcji powstanie pierwsza Leśna Grupa Flagelantów, której celem będzie długotrwałe pranie się biczami, aż do całkowitego ustąpienia Szatana z terenów leśnych. Wprowadziłem jedną modyfikację: otóż biczownicy okładali się sami, ale znając wasze podłe i wstrętne charaktery, pokuta byłaby zapewne udawana, toteż będziecie okładali się wzajemnie! Zaczynajcie zaraz! I pchnijcie gońców, żeby we wszystkich nadleśnictwach kraju powstawały takie grupy! Niech napełnią las krzykiem i cierpieniem, a Szatan niechybnie ucieknie! Może już nie będzie w tym roku nawałnic!

 

Śmierć wrogom TZW gospodarki leśnej!!!

29 sie

- Panie leśniczy!- w słuchawce telefonu głos szefa ZUL, pana Barei brzmiał niezwykle dramatycznie- Bywaj tu pan! Jakiś idiota, wzorem białowieskich podżegaczy i awanturników, przyspawał się do naszego traktora zrywkowego!

- Jeszcze i ten dureń!- zawołał leśniczy Zdzisio- Jakby mało mi było kłopotów z małżonką, psem i inżynierem nadzoru! Bodaj go diabli!

Wszyscy w kancelarii doskonale zdawali sobie sprawę, że jedyną osobą, która odważyłaby się na tak śmiały i desperacki czyn na terenie leśnictwa Krużganki, był miejscowy ekolog Henio Małanka.

Na miejscu okazało się, że Henio Małanka, przyspawany do ciągnika Ursus C-330, nie zdradza oznak przytomności umysłowej ani żadnej. Robotnicy leśni przestępowali z nogi na nogę, jak to zwykle ludzie, którzy najpierw coś zrobią, a potem myślą o konsekwencjach.

- Co tu się stało?!- zapytał leśniczy Zdzisio- Czy wiecie, że jak się wiadome media dowiedzą, żeście mu wygarbowali skórę, będziemy skończeni?! Czy wy wiecie jak można pięknie zmanipulować tak lekkie pobicie? Wyjdzie z tego taka zbrodnia, że nie tylko nas posadzą, ale i Najświętszy Certyfikat wezmą!!! Po coście go tłukli?!

- Wzięliśmy go za jakiegoś drania od Sorosa- powiedział szef ZUL pan Bareja- Taka nienawiść od razu w naszych sercach powstała i zawziętość, żeśmy nie dali rady się opanować. Zresztą padł od razu, nie zdążyliśmy zbytnio go stłuc.

- Tyle on ma ze światowym spiskiem wiadomej nacji, co ja z malarstwem  postmodernistycznym bałwany!- odparł leśniczy Zdzisio – Swoją drogą zawsze wiedziałem, że mocny to on tylko w gębie, ten nasz pan ekolog! Powstaje pytanie, skąd on spawarkę wziął w lesie i czy za tym nie stoi jaka większa grupa!

Robotnicy zmieszali się nieco.

- On nie w lesie się przyspawał- wykrztusił w końcu pan Bareja- Przyspawał się koło leśniczówki. My go tu przyciągnęli, bośmy myśleli, że po drodze spaw puści…

- Wszystko jedno- zdecydował leśniczy Zdzisio- W związku z zaistniałą sytuacją, należy Małankę przetransportować pod zlewnię mleka w Krużgankach i upozorować nieszczęśliwy wypadek po spożyciu.

Nagle Małanka poruszył się i jęknął.

- Dzięki Bogu!- wrzasnął pan Bareja- Ten dureń żyje!

- A wyście myśleli, żeście go zaciukali?!- leśniczy Zdzisio otworzył szeroko oczy- Zawsze to samo! Najpierw bezmyślnie narozrabiacie, a potem wzywacie Służbę Leśną żeby po was sprzątała!

- A wy zawsze narozrabiacie z rozmysłem i po was sprzątamy my, biedne, polskie ZUL-e – sentencjonalnie odparł pan Bareja – Słowem, jesteśmy sobie nieodzowni!

 

Jak w leśnictwie Krużganki łanie wypędzano

24 lip

Stażysta Romuś wpadł do kancelarii niczym amerykańska matka wszystkich bomb na talibów.

- Grrryuuuch!- zagrzmiał, co miało oznaczać, że w przeklętej przez Zeusa, Allacha i wsiech bogów staroegipskich grodzonej uprawie położonej w wydzieleniu 222b (B jak Belzebub), siedzą ze dwie, a może i trzy łanie, pragnące pożreć wszystkie, pozostałe po pamiętnym ataku łosi, kikuty sosen, świerków, dębów, nie wspominając o biocenotycznym grabie, wsadzanym tam ku chwale TZW gospodarki leśnej.

- Noż ku…rwa ich mać jelenia!- walnął ręką w biurko leśniczy Zdzisio- Dosyć tego! Ukatrupię! Albo one, albo przecież ja na stanowisku leśniczego!

- Może najsamprzód czy jak tam powiadają – pierwej – postaramy się odwiecznym, acz bezsensownym leśnym zwyczajem, przegnać je na cztery świata strony?- zaproponował podleśniczy.

- A czyż mamy wystarczający zapas petard i granatów hukowych?- zapytał leśniczy.

- Mamy aż nadto, bo przecie ja w Sylwestra nawet dwudziestej nie pamiętam, a co dopiero czasu odpalania fajerwerków- powiedział podleśniczy- Przez co liczne przetrwały.

- Zatem idźmy!- rozkazał zdecydowanie leśniczy- Nauczymy je rozumu, przeklęte! Rzecz jasna łanie, a nie fajerwerki!

I poszli, zabrawszy ze sobą małżonkę leśniczego, rosłą i postawną Kaszubkę, która była niezrównana w nagankach, albowiem wypłaszała z lasu wszystko, łącznie z popielicami i skoczogonkami. Zabrali też ze sobą Szarika, bydlę rodem z piekła, przestraszliwego mieszańca wyżła z chartem, który bezustannie toczył pianę z pyska i nienawistnie łypał. Szarika wiedziono na stalowej lince, przewidując, że nie przegryzie jej, zanim nie dotrą na miejsce.

- Plan jest taki – oznajmił leśniczy, po dotarciu na miejscu- Brama jest tu z boku, toteż cała nasza zgraja, rzucając petardy i granaty hukowe pójdzie z północnego krańca ku południowemu. Wystraszone i przerażone okropnym hałasem zwierzęta czmychną w przewidzianym przez nas kierunku i kiedy będą na wysokości bramy, wówczas zza krzaka wyskoczy Romuś, przez co łanie zmienią kierunek ku bramie i opuszczą teren uprawy. Najważniejszy w tym fortelu jest to, żeby Romuś wyskoczył w odpowiednim momencie i nadał swemu pojawieniu właściwy, straszny charakter, co uzmysłowi tym bezmyślnym stworzeniom, całkowity bezsens ich obecności na terenie uprawy 222b leśnictwa Krużganki! Na stanowiska, bladź!

Kanonada jaka rozległa się na uprawie, przypominała pierwsze chwile ataku hitlerowskiego pancernika Szlezwiga Holsztajna na Westerplatte, tyle tam było huku i wrzasku (dla spotęgowania grozy, naganka posługiwała się wyłącznie językiem niemieckim, który jak żaden pasuje do wszelkich eksmisji, świniobić i innych temu podobnych rozrywek).

Łanie ruszyły w przewidzianym kierunku. Naganka wrzasnęła triumfalnie.

Pędzono zwierzynę coraz prędzej i prędzej – koniec końców Szarik, ogarnięty amokiem i żądzą mordu, przegryzł stalową linkę i z okropnym jazgotem, ruszył naprzód!

Kiedy łanie osiągnęły wysokość bramy, leśniczy Zdzisio wrzasnął nieludzkim, przepełnionym gniewem głosem:

- Teraz Romuś!!!

Nawet wściekły Iwan Groźny nie wzbudziłby tyle strachu w bojarach, co nagłe objawienie się łaniom stażysty Romusia. Dla spotęgowania efektu i większego wystraszenia zwierząt nałożył on bowiem czapkę mundurową od munduru terenowego zimowego, co jak wszyscy wiemy nadaje każdemu, nawet inteligentnemu człowiekowi taki wygląd, że klękajcie narody. Poza tym Romuś okazał się goły jak święty turecki. Grzmiał przy tym wszelkimi otwory okropnie i wrzeszczał ku nadciągającym zwierzętom straszliwe obelżywości.

Przez to wszystko jedna łania padła ze strachu na miejscu. Druga, nie wiedząc co czyni, zawróciła i stratowała Szarika, który doszczętnie zgłupiał i oddalił się w kierunku wschodnim. Łania przedarła się przez linie naganki i tyle ją widziano. Trzecia łania jedynie zachowała się według ustalonego przez leśniczego Zdzisia planu.

Nie przeszkodziło jej nawet to, że w całym ferworze zapomniano bramy otworzyć. Łania nie bacząc na druty, słupy i obrażenia, staranowała solidną furtę i z całą pewnością ruszyła ku Białorusi, gdzie może i wolności mniej, ale spokojnie i każdy może znaleźć swe miejsce w jakimś cichym kołchozie.

- Dwa do jednego- powiedział leśniczy stojąc z podleśniczym i Romusiem nad łanim zezwłokiem- A ty Romuś migiem się odziej się, bo oto nadciąga moja małżonka, a jest to niewiasta skromna i pobożna, która nigdy nie widziała gołego stażysty.

- Jak większość małżonek leśniczych- powiedział podleśniczy.

- Powiedzmy- podrapał się w głowę leśniczy.

 

Kanarek Jego Ekscelencji

19 lip

Bywały dni, kiedy Jego Ekscelencja stawał się na tyle rozdrażniony i gniewny, że dni na dworze w Derekcji były wprost nie do zniesienia.

Dostawało się równo i demokratycznie wszelkim naczelnikom, specjalistom, giermkom i wszelkiej innej derekcyjnej menażerii. Aby zaradzić bezustannemu tłuczeniu po łbach, karkach i grzbietach, uradzono zakupić dla Ekscelencji jakieś zwierzę, bo jak wszyscy wiedzą, posiadanie zwierzęcia łagodzi wszelkie obyczaje, nawet te najbardziej grubiańskie i leśne.

Długo zastanawiano się jakie to ma być rodzaj zwierzęcia. Któryś z rozlicznych trubadurów zaproponował papugę, co zaraz wyperswadowano:

- Kiedy papuga wejdzie w komitywę z Jego Wysokością, wnet zacznie nas traktować podobnie jak Ekscelencja, albowiem jest to ptak znany z naśladownictwa! Kiedy durniami i cymbałami nazywa nas Jego Dostojność sprawa jest oczywista i bezdyskusyjna, bycie jednak lżonym przez ptaka, oznaczałoby upadek wszechostateczny!

Koniec końców zakupiono kanarka. W zdobnej w rozliczne symbole i logo leśne, pozłacanej klatce, ptak prezentował się okazale i po pańsku, co zrobiło wielkie wrażenie na Ekscelencji, który podczas uroczystej ceremonii wręczenia ptaka, pozwolił sobie nawet uronić łzę wzruszenia.

Ptak pojechał z Derektorem po pracy do domu.

Jakież było przerażenie całego dworu derekcyjnego, kiedy nazajutrz Ekscelencja wrócił do Derekcji z kanarkiem w pozłacanej klatce.

Okazało się, że małżonka Ekscelencji obawiała się stworzeń ze skrzydłami, uważała je wszystkie za rodzaj nietoperzy ( a te jak wiadomo są wysłannikami Szatana), toteż kiedy ujrzała w progu Derektora z klatką, doszło do awantury, a sądząc po wyglądzie klatki do niewielkich przepychanek. Kanarek zdaje się też nieco oberwał.

Wściekły Ekscelencja wymachiwał klatką i krzyczał od progu:

- Durnie! Bodaj was bito! Też wymyślili! Kanarek! Trzeba od razu było kupić bawołu albo goryla, cymbały betlejemskie!

Dworacy pokryli się po swoich kantorkach i pod biurkami.

- O Najmędrszy!- wołał leżąc w sposób uniżony przed Ekscelencją najstarszy z naczelników- Miał być ów kanarek lekiem na twoje skołatane nerwy, wyczerpane walką o TZW gospodarkę leśną!

- Dobrze już dobrze!- klasnął w ręce Ekscelencja- Muszę jak zwykle naprawić wasze błędy! Kanarek przecie nie jest winny, że muszę pracować z bandą takich durniów!

Wkrótce zarządzeniem Derektora, kanarek otrzymał nową klatkę, posiłki regeneracyjne, własny gabinet, przydział na sorty mundurowe, a nawet ryczałt rozjazdowy. Oficjalnie został zatrudniony na stanowisku Ptaka Reprezentacyjnego Lasów w randze starszego inspektora Służby Leśnej. Kiedy tylko Ekscelencja miał ochotę obcować z ptakiem, uroczysta procesja, złożona z samych znakomitości niosła klatkę do gabinetu Derektora, gdzie dochodziło do wielce pożytecznych rozmów. Głównie urągano tam ekologom i projektowano pisma okólne.

Derektor był tak szczęśliwy, że jeszcze tego samego dnia machnął „Ukaz o ptakach służbowych”, „Szczegółową instrukcję postępowania z Ptakiem Reprezentacyjnym” i „Zasady bezpiecznej koegzystencji z ptakami służbowymi w nadleśnictwach”. Każde nadleśnictwo miało zakupić kanarka, zatrudnić na etacie starszego specjalisty, przy czy Ekscelencja zastrzegł, że prawdziwy kanarek jest tylko jeden.