RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2014

Nadużycie. Za dużo władzy to bardzo niezdrowo!

30 wrz

Oczywiście, że potrzebujemy desek, belek, krokwi i łat. Oczywiście, że potrzebujemy stołów, komód, szaf i krzeseł. Potrzeba nam parkietów. Potrzeba nam papieru, o narodzie! Ile papieru nam potrzeba! Potrzeba nam ciepła zimą. Potrzeba nam ognisk na łonie natury. Potrzeba nam huśtawek, ławek i płotów. Nawet Adam Wajrak tego potrzebuje, choć ekolog zeń najzacieklejszy. Potrzeba nam grzybów i jagód. Żołędzi. Malin i konwalii (choć te pod ochroną). Potrzeba nam zapachu lasu i ścieżek po nim. Zwierzyny łownej i tej, która lufy sztucera bać się nie musi. Potrzeba nam ludzi lasu i ludzi z miasta.

Nie trzeba nam Jaśnie Dyrektorów. Nie trzeba nam na zielono ustrojonych prałatów, gotowych otwierać posiedzenia, zamykać konferencje, święcić pomniki, degustować i łaskawie panować.

Sułtanat jako forma rządów, dawno temu się zużyła.

 

Jedząc mięso z niewiadomego źródła, możesz trafić do piekła!

29 wrz

Wczoraj byliśmy w tutejszym kinie, na tutejszym filmie. Nie nakręcił go żaden miejscowy Wajda, ani nawet Smarzowski, scenariusza nie napisał nikt, kto choćby zbliżył się talentem do scenarzystów polskich filmów komediowych, że nie wspomnę o operatorze, który również nie miał nic wspólnego w polską szkołą filmową. Dlatego film dało się obejrzeć. Wprawdzie główny bohater myślał tylko o seksie, dwa razy onanizował się, raz zakopał się własnoręcznie w torfie, a nawet nasikał do strumienia, ale też biegał po górach, zmoczył się w śpiworze, jadł kanapki z serem i pił wodę, jak każdy z nas. Czyli film o normalnym człowieku.

Sąsiad zgodnie z przewidywaniami, niedzielę spędził na zabawach z koparką i miniwywrotką. Pamiętaj abyś dzień święty święcił! On pamięta. A że obrzędy bardziej praktycznie niż u innych? Cóż Bogu za różnica czy wielbisz go nabożnie fałszując w kościele, czy wygrzebując kamienie? Żadna. Bóg nie ma czasu na takie pierdoły jak forma kultu.

Jeden ksiądz udzielał w Polsce dyspensy w piątek na produkty mięsne, lecz tylko na te pochodzące z określonego miejsca. Kto jadł inne, ten miał na sumieniu grzech śmiertelny. Możesz grzeszyć byleś miał nasze pozwolenie. Jedz mięso i bodaj w Największy Piątek, nic ci nie będzie, już my tam mamy swoje dojścia w Niebie, będzie ci odpuszczone. Na wymyślone na bezdurno reguły, jeszcze się znajdzie usprawiedliwienie. Już czekam na półki w sklepach mięsnych, gdzie obok koszernego i halal, będzie tkwiła kiełbasa żywiecka z chrześcijańskim atestem – „Dopuszczona do spożycia w Wielkim Poście”.

 
 

Promocja na baraninę

28 wrz

Dodatkowo w tutejszych sklepach jest obecnie sezon na mięso z rozmaitych owieczek, jagniątek niewinnych, obłoczków biało-szarych, hasających po łąkach wesoło i radośnie, baranków szczęśliwych. Barbarzyńcy mordują te wdzięczne i miłe zwierzęta i nakazują ich szczątki gotować z kapustą. Jakby nie dość było nieszczęsnym tragedii, to jeszcze upokarzają je i po śmierci. Żeby jeszcze zrobić z nich jakie wykwintne i z górnej półki dania! Być może stara prawda objawiona w „Konopielce” przez Kaziuka, jest tutaj powszechnie znana: mięso należy jeść z kapustą!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Moda na kurnik

27 wrz

Zrobiło się tutaj w modzie i w dobrym guście, posiadać własne kury. Niby miasto, z ratuszem i dostępem do morza, po chałupach internet i wifi, komunikacja miejska, asfaltowe drogi i nawet tunel, a ludzie takie rzeczy wyprawiają! Kura! Ani to mądre, ani nawet ładne. Nie potrafi szczekać, grzebie nogą w ziemi i urąga swemu pochodzeniu, bo niby jest ptakiem. A jaki to ptak, skoro latać nie potrafi? Ptak powinien latać i basta! Wszystkie normalne ptaki od dawien dawna przemierzają przestworza, nawet niezbyt mądre gęsi i kaczki, a kura się uparła i nie lata. Hodują te kury niby dla zdrowych i swojskich jajek, bo te sklepowe to sama trucizna, cyjanek i arszenik prawie. A co mi da jedno zdrowe jajko na śniadanie, skoro wcześniej zatruję się chlebem z piekarni, gdzie hultaj piekarz nawsadzał polepszaczy, najem sałaty i pomidorów, spryskanych taką chemią, że tylko obory nią dezynfekować, a poprawię parówką, którą wykonano z papieru, skór zwierzęcych i pazurów oraz konserwantów spod znaku literki „E”?

Tutejszemu nie wstyd hodować kur, bo jest u siebie, a nawołoczy nie bardzo już się godzi, bo przecież tutejsi mogą pomyśleć, że my z kulturą za Zulusami jeszcze daleko. Przyjdzie taki tutejszy, zobaczy i pomyśli: „Jacy ci Rumuni/Litwini/Polacy zacofani -  kury trzymają. Ot! Ciemnota!” A takiego myślenia Rumun/Litwin/ Polak się boi. Już lepiej przemycać wódkę. Przemytu jeszcze nikt nie uznał za zacofanie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Kura i sokół

27 wrz

Że złowioną przez sokoła kura być chciała,

Wobec innych kokoszek w kurniku gadała:

Szybki on i śmigły, a skrzydłami tak trąca!

Kiedy ON leci niebem, wtedy są  dwa słońca!

Tak się i wnet zdarzyło, że ta głupia kurka,

Została przez sokoła zdybana w podwórku.

Kury rzekły patrząc, jak to leży rozpruta:

„Kurze namiętności potrzebują koguta!”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Leśne rymowanki

 

Balszaja technika.

26 wrz

Taka tu technika nastała, że łódki już bez ludzi pływają po morzu. Onegdaj Mercedes chełpił się najnowszą ciężarówką, która nie potrzebuje szofera (czy pomyślałby kto, że to wkład koncernu w walkę z prostytucją przydrożną?), a tu proszę – jakiś domorosły wynalazca, opracował łódkę co sama, na przekór falom mknie i urąga sztormom. Wprawdzie tutejsza milicja obawia się, że ktoś jednak mógł być na pokładzie, ale czort z nimi, niewiernymi Tomaszami! Łódkę odnaleziono bez załogi, a wiadomo, że niemożliwe jest, aby pływać bez załogi albo przemyślnego systemu ją zastępującego. Chyba, że to czary, ale w czary to tu jeszcze mniej wierzą niż w beatyfikację Kazimiery Szczuki.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Struktura skamieliny.

26 wrz

Najpierw są stażyści. Bez rozumu, bez pojęcia, plankton leśny, szczęśliwy że unosi się na wodzie, kijanki zaledwie.

Potem robotnicy pomocniczy, to znaczy tacy, którzy są porządnymi i pracowitymi ludźmi, ale dla których zabrakło etatów w służbie leśnej, bo potrzeba je było wykorzystać dla pociotków.

Potem są podleśniczowie, czarnoroboczy, ci którzy w zasadzie wykonują 80% wszelkiej roboty w lesie.

Potem są leśniczowie, wśród których znajdziesz i porządnego i zwykłą kanalię, czyli typowy przekrój średni. Na tym poziomie, w zależności od nadleśnictwa, mamy ludzi z biura, sekretarza i temu tam podobne. To wszystko jeszcze marności i proch.

Potem jest inżynier nadzoru. To stan zawieszenia pomiędzy leśnikami z terenu, a kierownictwem, stanowisko w zasadzie dla każdego, ponieważ kompetencji jak pokazują liczne przykłady nie trzeba mieć wcale.

Potem jest zastępca nadleśniczego i główny księgowy. Tu już zaczyna się śmietanka. Tu już zaczyna patrzeć się na ludzi z góry, chyba, że aktualnie jest potrzeba załatwienia koledze opału.

Potem Nadleśniczy. Sól tej ziemi. Ojciec, bądź Matka w obrębie nadleśnictwa. Odpowiednik biskupa w organizacji kościelnej.

Potem jest już Dyrekcja Regionalna. Tam jest mnóstwo zielonych prałatów, Naczelników, inspektorów, którzy wiedząc, że ich stanowiska często są zbędne, a kompetencje niejasne, produkują mnóstwo ukazów, bumag i wszelkich papierów, żeby uzasadnić swój byt. Nad nimi stoi Dyrektor Regionalny, którego odpowiednikiem jest stanowisko kardynała. On dla całej dyrekcji wszelkim rozumem i światłem. A takich dyrekcji jest w naszym kraju dziesięć i siedem.

Potem jest Dyrekcja Generalna, istny Watykan, gdzie pośród wszelkich kongregacji i mnogich srogich urzędów, gdzie można znaleźć wielu Naczelników Najwyższego Rzędu, których dystynkcje wyszyte są na złoto, przewodzi Sam On, jak papież, jak patriarcha, Dyrektor Generalny. Dzięki niemu sosny mają nasionka w szyszkach, a ludzie pracę. Dzięki niemu z siewki świerkowej wyrasta choinka i wszystkie leśne procesy zachodzą. On najważniejszy. Wprawdzie nad nim jeszcze ministerstwo, ale ministerstwo, jak ministerstwo. Czasem jest czasem nie ma, ministerstwa na oczy nikt nie ogląda. Nazwiska ministra najczęściej się nie pamięta, ale nie znać nazwiska Dyrektora, to tak jakby nie wiedzieć jak ma na imię papież Franciszek.

 

Co to jest rabunkowa gospodarka leśna?

25 wrz

Jeśli wycinasz w lesie gniazda, o łącznej powierzchni czterech hektarów i wiesz, że z ich odnowienia nic nie będzie, ponieważ jeleń przyjdzie i zeżre, to jest to rabunkowa gospodarka leśna. Jeśli nadleśnictwo pozwala na zrobienie takiej rzeczy, a potem nie ma ochoty ponosić kosztów zabezpieczenia takiej gniazdówki, to jest to rabunkowa gospodarka leśna. Kiedy na naradzie gospodarczej w nadleśnictwie sprzedaży drewna poświęca się dwie godziny, a zadaniom z hodowli lasu pięć minut, to jest to rabunkowa gospodarka leśna.

 

Najlepszy przyjaciel człowieka.

24 wrz

Taka tu dziś historia się wydarzyła: około godziny osiemnastej, pojazd marki BMW, z bliżej nieustalonych przyczyn, postanowił opuścić jezdnię i udał się poprzez pobliskie pobocze na brzeg pięknego skądinąd jeziora. Po drodze ściął słup i dachował kilka razy, toteż wyglądał jakby mógł mu pomóc jedynie polski blacharz. Historia jakich wiele, ale tutaj sprawa okazała się bardziej skomplikowana, ponieważ pojazdem przemieszczały się dwie istoty. Jedna z nich to właściciel auta, a druga to pies, który podobnie jak pojazd, należał do człowieka. Wszystko wskazuje na to, że człowiek był trzeźwy, natomiast pies w szoku powypadkowym, zbiegł z miejsca zdarzenia. Prawdopodobnie obawiał się konsekwencji wypadku. Nie wiadomo kto w zasadzie prowadził auto. Być może był to właśnie pies (jak podejrzewa policja jego ucieczka, może być związana z ewentualną nietrzeźwością podczas jazdy). Właściciel samochodu odmówił jednoznacznego wskazania, kto siedział za kierownicą w momencie wypadku.

Sąsiad do koparki dokupił sobie miniwywrotkę na gąsienicach. Nie mogę doczekać się niedzieli, kiedy w pełni pokaże możliwości tego pojazdu! Zaczekamy! Trochę dziś jeździł, ale w dzień powszedni nie robi to takiego wrażenia.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Kalifat znowu straszy.

23 wrz

Zdaje się, że ci w kalifacie to nieustraszone zuchy. Za to, że ich wszelkiego rodzaju myśliwce i bombowce bombardują, obiecują sroga zemstę Zachodowi. Jest możliwe, że posuną się nawet do aktów odwagi i poderżną gardło komuś niewinnemu na ulicy w biały dzień. Byle tylko był bezbronny i zaskoczony. Najlepiej żeby był z Ameryki. Nic już z tego chyba nie zrozumiem. Kto, kogo i po co morduje i wysadza w powietrze. Tak właśnie  się kończy brak regularnego pożycia seksualnego. Frustracja i idące za nią krok w krok durne pomysły.

Okazało się, że tutejsze lemingi, mogą człowieka zarazić jakąś chorobą. Według tutejszych lekarzy, nazywa się to mysią zarazą. Nie wolno pić wody z krystalicznych, górskich strumieni, ani zjadać tych zwierząt na surowo. Choroba ponoć nie jest śmiertelna dla ludzi, ale kto ich tam wszystkich wie, więc jeśli brachu, nie chcesz do piachu, nie jedz leminga, nie.

Lasy Państwowe robią teraz okolicznościowe wystawy grzybów, żeby Suwerenowi (Narodowi) uświadomić, że do koszyka można wkładać również inne grzyby, nie tylko prawdziwki. Cała ta edukacja doprowadzi tylko do kilku zgonów więcej, ponieważ Rodak pójdzie w las i zamiast zbierać to co zna, pójdzie „na rezykie”. Nazbiera sromotników zamiast kań i „exitus”. Trzeba wiedzieć kogo można edukować. Przyrost mamy przecież ujemny, nie walczmy z narodem za pomocą trujących grzybków!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu