RSS
 

Archiwum - Luty, 2015

Urban VIII na patrona Derekcji!

28 lut

- Dali z nadleśnictwa jakąś ankietę do wypełnienia – powiedział leśniczy Zdzisio, kładąc przed podleśniczym zadrukowany arkusz papieru.

- Znów jakiś Naczelnik robi doktorat – lekceważąco spojrzał na dokument podleśniczy – Na dobrą sprawę, czuję się współautorem co najmniej kilku!

- Tu chodzi o postrzeganie Derekcji i jej wizerunek – zaprzeczył leśniczy – Na przykład pytanie: z czym Panu/ Pani kojarzy się Regionalna Derekcja Lasów Państwowych…

- Z pontyfikatem papieża Urbana VIII – odpowiedział podleśniczy, spluwając fusami kawy – Głównie z nepotyzmem.

- Nie ma tak dobrze – żachnął się leśniczy – Są trzy odpowiedzi do wyboru: A – Z trwałą, wielofunkcyjną i zrównoważoną gospodarką leśną; B – Rzetelną i wiarygodną instytucją stojącą na straży polskich lasów i C – Nie mam zdania.

- Trzeba zaznaczyć B – powiedział podleśniczy – Bo jak zaznaczymy A, to tak jakbyśmy uważali Derekcję za niewiarygodną i nierzetelną. A najgorzej zaznaczyć, że nie mamy zdania. Zawsze trzeba mieć jakieś zdanie o Derekcji. Oczywiście dobre.

- Ankieta jest anonimowa.

- Ha, ha, ha, ha! – roześmiał się podleśniczy i śmiał się tak długo, że aż się z tego wszystkiego popłakał – Ksiądz po kolędzie też dostaje pieniądze w białej kopercie, a potem i tak dokładnie wie od kogo ile dostał!

papaUrban VIII. Warto o nim poczytać!

 

Nie ma takich tabletek, które pomogłyby tym z Kalifatu

27 lut

Kiedyś, świętej pamięci Wićka, skądinąd pilarz, drwal, po ataku islamskich terrorystów na World Trade Center powiedział w lesie pamiętne słowa:

- Myślał, że ja ciemny, ale te Araby to dopiero ciemnota!

Wićka wydawał się niezbyt trzeźwym obserwatorem rzeczywistości, a najgorsze że nie stronił od trunku oznaczonego trupią czaszką (jak mawiał: „Znowu denatury napił się ja, bladź”), przez co opinie i sądy wydawały się zawsze nazbyt ekstrawaganckie. Zresztą jak tu świat zrozumieć kiedy na co dzień ma się do czynienia z wiewiórkami, żywicą i trocinami (czy olejem biodegradowalnym)

Wićko nie dożył czasów kiedy powstał Kalifat (stety czy niestety, umarł zatruty spirytusem niewiadomego pochodzenia). Co by teraz powiedział, patrząc na bandę ciemniaków z młotami, radosnych i brodatych mieszkańców Państwa Islamskiego, niszczących bezcenne rzeźby mosulskiego muzeum? Cóż by powiedział na ludzi palonych w klatkach przez gierojów, którym jakiś mocno słaby na umyśle mułła, nakazał mordować ludzi w imię Allaha?

Myślę, że i Wićka siedząc przed telewizorem, oglądając tych durni z młotkami nie wiedziałby co powiedzieć.

mid_24223A może ci durnie z Kalifatu chcieli poprawić te rzeźby?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Leśna Trójca Przenajświętsza

26 lut

Trwała, wielofunkcyjna i zrównoważona gospodarka leśna mogła zaistnieć tylko dzięki Leśnej Trójcy Przenajświętszej. Bez niej żaden wysiłek ludzki, żadna narada gospodarcza, żadna asygnata czy kwit wywozowy nie miałby najmniejszego znaczenia.

Pierwszy z Trójcy to Harvester. On to stalowym ramieniem i głowicą w zęby uzbrojoną, kładzie na ziemię najtęższe nawet drzewa (często wbrew przepisom, BHP i zdrowemu rozsądkowi). Tnie dniem i nocą, latem i zimą (chyba, że ropa zamarznie), nie męczy się i nie narzeka, nie pije alkoholu i wprawdzie steruje nim wątły i słaby człowieczek, który jest podatny na rozmaite słabości, ale i on natchniony Harvestera majestatem nabiera nieomylności i od tego co operator Harvestera uczyni, odwołania nie ma (bo ściętego drzewa nikt na pniu nie postawi).

Drugi w tej Trójcy to Forwarder. Forwarder zbiera żniwo, jakie po sobie pozostawił Harvester i zwozi drewno ku drodze, aby tam można było je wyekspediować do rozmaitych klientów. Im większy Forwarder tym lepiej. Kiedy powolnym swym tempem jedzie przez ostęp leśny zamiera wszelkie życie, gaśnie radosne kukanie kukułki, sójka nie skrzeczy, a i człowiek zdarza się przyklęknie i przeżegna. A i od Forwardera ratunku nie masz. Tak jak on drewno przy drodze złoży, tak musi być, bo nie po to operator dżojstikami machał w lewo i w prawo, nie po to naciskał przyciski rozmaite, aby jego układnie negować czy kwestionować.

Trzeci to Rębak, a on zdaje się najgorszy, bo w jego ryczącej gardzieli znikają wszelkie gałęzie i wszelka pozostałość po miłych drzewach, które przemielone przez bezlitosne noże, w postaci drzazg, trzasek, czy jak to bezdusznie nazywają – zrębek, lądują w blaszanym rębakowym kałdunie. A wszystko co on pochwycie w żelazne łapsko, na tym można postawić krzyżyk, bo nienasycony on i wiecznie głodny (dopóki dopłaca się do biomasy spalanej w elekrociepłowniach).

Cała leśna gospodarka, dopiero po pojawieniu się Leśnej Trójcy Przenajświętszej mogła być prowadzona naprawdę w sposób trwały, wielofunkcyjny i zrównoważony. Wszystko co było przedtem, było nieudolną leśną gospodarką rabunkową. Taka to Leśna Teologia.

Wszystko to ze skraju zrębu obserwuje z bólem serca dawniejszy drwal, któremu leśniczy powiedział, że jest jak koń. Przeżytkiem.

 

And the Oscar goes to…

23 lut

- Ida dostała Oskara – powiedział podleśniczy popluwając fusami z kawy. Leśniczy Zdzisio, którego drażnił nieco ów zwyczaj, odparł machając lekceważąco ręką:

- Dostała, bo o Żydach! Jak w filmie jest coś o Żydach to zawsze dostaje Oskara!

- Idąc tym tropem, zaczynam rozumieć niską popularność filmów przyrodniczych ORWLP w Bedoniu – orzekł podleśniczy – Rozumiem, że byłyby bardziej popularne, gdyby zamiast kukułek i dzików, występowaliby w nich mieszkańcy Izraela.

- Otóż to! Albo żeby nakręcili film o leśniczym, który miałby na imię Izaak.

- Wtedy każdą naradę gospodarczą mogliby podciągnąć pod antysemityzm. Wystarczyłby jeden tekst zastępcy nadleśniczego o tym, że na miejsce leśniczego czeka dziesięciu chętnych…

- To byłoby niegłupie – podrapał się po kudłatej głowie leśniczy – A propos Oskarów – gdzie nasza gwiazda, stażystka zapodziała się?

- Zakupiła aparat fotograficzny i zapowiedziała, że będzie zdjęcia z naszego leśnictwa publikowała na fejsbuku. Łazi po lesie i wszystko fotografuje!

- No k… mać! – zdenerwował się leśniczy Zdzisio – Przecież ona nas na bruk wyśle! Tak my własnego „szpiona” dochowali się!  Idą ciężkie czasy. Zdaje się, że będziemy musieli mieć w lesie przez jakiś czas porządek.

- Przynajmniej do końca stażu – pokiwał głową podleśniczy.

oskarCzas na Bedoń!

 

Leśnik jak stara Cyganka. Prawdę ci powie

22 lut

Wyobraźmy sobie taką sytuację: typowa leśna sceneria (suto zastawiony stół, oszronione butelki z wódką, wokół stołu panie i panowie w zielonych „gajerach”), Dzień Leśnika; naraz wstaje Czcigodny Derektor (który zaszczycił skromne nadleśnictwo swoją obecnością) i mówi:

- Panie, Panowie! Całą tą naszą trwałą, wielofunkcyjna i zrównoważoną gospodarkę leśną można potłuc o kant dupy!

Kiedy pierwszy szok już by minął, kiedy przestali by już potakiwać pierwsi lizusi i wazeliniarze, człowieka naszłoby jakieś olśnienie: „ Toż racja! Mądrze gada! Jakiż mądry Derektor nam się trafił!”. I nikt nie miałby pretensji, ponieważ powiedział to jeden z „naszych” (choć Derektor).

Gdyby to powiedział, dajmy na to jaki nadleśniczy, to znacząco wzrósłby odsetek przeciwników takiego twierdzenia, a im byłby niżej w hierarchii leśnej wypowiadający takie słowa, tym głupsze by się wydawały. Ale jeszcze dałoby się je jakoś przełknąć, ponieważ powiedział je ktoś, kto wprawdzie kala swoje gniazdo, ale wie co mówi, bo w tym gnieździe siedzi.

A gdyby wypowiedział je ktoś z Plemienia Wajraków?

Boh mój Boh! Jak kraj długi i szeroki, w sercu każdego polskiego leśnika wzrosłaby nienawiść, ostrzono by kordelasy, rwano by sobie włosy z wąsów i bród z alteracji. Słów o niekompetencji i braku szacunku dla polskiego modelu leśnictwa padłoby mrowie!

Leśnicy mają problem z krytyką. Choć doskonale wiedzą co robią źle, co im się nie udaje, jak działają struktury i co należałoby w nich poprawić. Potrafią godzinami w kancelariach dywagować o przełożonych tumanach i ich idiotycznych zarządzeniach . Nie wspominając o tym, jak mocno pukają się w głowy wychodząc z narad gospodarczych! Ale kiedy kto obcy powie złe słowo – temu biada! On nie nasz! Nie ma racji!

Wszyscy doskonale wiedzą, że wiele z tego co robimy możemy potłuc o kant dupy.

I zaraz nasuwa się słynna historia z pewnym inspektorem, który w czasach kiedy inspekcja coś jeszcze znaczyła, zadał leśniczemu podczas kontroli, podchwytliwe pytanie (rzecz dotyczyła sposobu w jaki ów leśniczy stosował rębnię IIIb, niech ją diabli Narodzie):

- A dlaczego pan tak zrobił?

- Bo w Zasadach Hodowli Lasu tak napisano! – odparł zdumiony leśniczy.

- Jeden dureń je pisał, a drugi stosuje! – skwitował inspektor, magister inżynier nauk leśnych i miał to naprawdę na myśli.

 

Na kłopoty – pielgrzymka!

21 lut

- Nasza Derekcja organizuje pielgrzymkę! – zawołał leśniczy Zdzisio wchodząc do kancelarii.

- Też mi nowość – odparł podleśniczy, który akurat biedził się nad rozwiązywaniem dwudziestego już od rana pasjansa – Który z nas musi jechać?

- Wyobraź sobie, że nikogo tym razem nie zmuszają! Pielgrzymka jest dobrowolna!

- Nie wierzę! – sceptycznie pokiwał głową podleśniczy – Jakiś haczyk musi być! Przecież gdyby była dobrowolna, to nikt o zdrowych zmysłach, nie pojechałby na pielgrzymkę, pozostawiając las na pastwę złodziei, kun czy łasic!

- Pielgrzymka jest do Ziemi Świętej! – powiedział uroczyście leśniczy Zdzisio.

- Gdzie?! – podleśniczy podskoczył na fotelu – Toż to zeżre cały fundusz socjalny całej Derekcji i to na dziesięć lat! Kuźwa, obetną nam rozjazdy jak amen w pacierzu! To gorsze niż haracz jaki Lasy Państwowe musza płacić do państwowej kasy!!!

- No nie, ponieważ kto chce się wybrać na tę Golgotę, musi zapłacić z własnej kieszeni i z nieprzymuszonej woli wziąć urlop!

- Nie rozumiem – wzruszył ramionami podleśniczy – Gdzie tu zatem sens i logika?

- Pielgrzymki nigdy nie kierowały się ani sensem, ani tym bardziej logiką. Tu chodzi o coś głębszego…

- Ma się rozumieć, że przeważnie chodzi o coś głębszego – mrugnął okiem porozumiewawczo podleśniczy – I to niejednego głębszego. Jak to na wyjeździe… A o co oni tam jadą się modlić?

- Według mnie o pomyślność trwałej, wielofunkcyjnej i zrównoważonej gospodarki leśnej – powiedział leśniczy Zdzisio – Poza tym na jesieni ma być audyt i Derekcja zorientowała się, że o ratunek można prosić już tylko Najwyższą Instancję!

- Żeby tylko nie zabrali kogo słabszego na umyśle – zastanawiał się głośno podleśniczy – Bo dostanie Syndromu Jerozolimskiego!

- A co to takiego?

- Ludziom pod wpływem atmosfery Jerozolimy, zaczyna się wydawać, że są nie kim innym jak samym Panem Jezusem…

- O choroba! – zawołał leśniczy Zdzisio, który uświadomił sobie jakie osoby wybierają się na pielgrzymkę – Żeby to się tylko nie skończyło jak w  Kanie Galilejskiej!

 
 

TOY TOY STORY

19 lut

- Nie chcę być niedelikatna – powiedziała stażystka – Ale w związku z moją fizjologią, jestem zmuszona zapytać się o łazienkę.

- Zaczyna się – mruknął leśniczy Zdzisio i westchnął głośno, myśląc o Matce Boskiej Nymburskiej, pocieszycielce strapionych leśników.

- Męska jest zaraz za garażem, a damskiej nie przewidziano! – zachichotał podleśniczy, ale kiedy tylko zobaczył bazyliszkowe spojrzenie stażystki spoważniał, udał że się zachłysnął kawą i pokasływał przez dłuższą chwilę.

- Powinna być tu łazienka! Czasy się zmieniają! Coraz więcej kobiet pracuje w polskim leśnictwie i chcąc dalej prowadzić trwałą, wielofunkcyjną i zrównoważoną gospodarkę leśną, należy zorganizować toaletę!

- Co ma kibel wspólnego z trwałą, wielofunkcyjną i zrównoważoną gospodarką leśną? – zapytał zdziwiony leśniczy Zdzisio.

- A to, że człowiek który nie może w sposób kulturalny załatwić swoich, co tu kryć, potrzeb, nie jest w stanie prowadzić w należyty sposób gospodarki leśnej! – jazgotała stażystka.

- Całe życie sikałem w lesie i nie widzę związku! – wybałuszył oczy podleśniczy.

- Ha! Pan panie podleśniczy nie widzi związku, ale załatwiający swe potrzeby byle gdzie i byle jak leśnik, jest wrzodem na ciele trwałej, wielofunkcyjnej i zrównoważonej gospodarki leśnej! Poza tym jak bardzo cierpi wizerunek firmy! Przykład należy brać z góry! Mój wuj Naczelnik nigdy nie załatwiał żadnej potrzeby w lesie i dlatego może być wizytówką Lasów Państwowych! Czy jest pan sobie w stanie wyobrazić jakie szkody wizerunkowe dla naszej firmy miałoby przyłapanie Derektora na beztroskim sikaniu w lesie? NIEPOWETOWANE!!!

- Cóż ja mogę – rozłożył ręce leśniczy Zdzisio – Wielokrotnie monitowałem nadleśnictwo w tej sprawie i nic… Nie ma środków!

- Zobaczymy! – warknęła stażystka.

Po tygodniu leśniczy z otwartą ze zdziwienia gębą, podpisywał protokół przyjęcia na stan charakterystycznej niebieskiej budki.

- Przestańmy palić w piecu – wyzłośliwiał się podleśniczy patrząc razem z nim na przewoźną toaletę – Może ci w końcu ocieplą leśniczówkę.

 

Zawsze sprawdzaj do kogo dzwonisz!

15 lut

Czy traktorzysta na etacie w nadleśnictwie może mieć ciekawe przygody? Otóż tak. Przygody są bowiem z natury demokratyczne i mogą je mieć zarówno Derektorzy jak i traktorzyści, przy czym przygody jednych nie robią wrażenia na drugich i wzajemnie.

Weźmy na przykład przygodę traktorzysty Stanleya S. (imię zmienione, inicjał nazwiska nie), który całe swe zawodowe życie, poświęcił na jeżdżenie traktorem po lasach należących do Skarbu Państwa:

Lipiec. Było ciepło, a wręcz upalnie. Stanley S. skądinąd rolnik (rzecz jasna po godzinach pracy), wizytował swą łąkę z bydlątkami, która leżała tuż przy dostrzegalni przeciwpożarowej, na której szczycie, prażył swą cielesność obserwator Grigorij (imię zmienione). Obserwator monitorował całą okolicę wypatrując pożarów, ale na szczęście tego dnia, Pan w swej łaskawości uznał, że nie będzie gnębił pożogą terenu nadleśnictwa. Natomiast chyba chciał wykończyć obserwatora za jakieś ciemne sprawki przeciwko duszy (czy ciału), bo zesłał na podlaską ziemię niemiłosierny upał i  Grigorij musiał schładzać ziemską powłokę wystawiając ją w stanie obnażonym  przez otwarte okna dostrzegalni. Ludzie, siedzenie w blaszano-szklanym pudle w upalny, lipcowy dzień jest przedsionkiem piekieł, wierzajcie! I jak znakomicie odbiera rozum i resztki moralności!

Stanley widząc takie zgorszenie (rzecz działa się opodal wsi, a tam dzieci, a nawet cerkiew!), czem prędzej wydobył telefon komórkowy i zadzwonił do obserwatora, odzywając się temi słowy:

- Jakim prawem obnażasz się publicznie?!

- Słucham?! W jakiej sprawie pan dzwonisz panie S.?

To nie był głos Grigorija, o nie. W słuchawce odezwał się sam nadleśniczy, którego numer przez pomyłkę nieszczęsny Stanley wybrał. Stanley coś tam wystękał o pomyłce, ale chyba wyszło gorzej niż gdyby wyrzucił telefon od razu w krzaki, ponieważ nadleśniczy zawezwał go na dywanik następnego dnia. Tu trzeba dodać, że nadleśniczy ów nie był jako reszta nadleśniczych w tym kraju, łagodnych baranków, tych naszych dobrodziejów, których nic tylko do rany przykładać! O nie! Raczej był usposobienia gwałtownego, miał upodobanie w drylu i dyscyplinie, coś tak jak pruski król Fryderyk Wilhelm, tyle że zupełnie bez serca.

Cóż tam Stanley przeżywał w nocy przed rozmową! Przeklinał wynalazców telefonii komórkowej, przeklinał chwilę w której go poczęto, a przede wszystkim przeklinał nieobyczajność obserwatora, przez którą miał srodze ucierpieć!

Rano ledwie żywy ze strachu (wszak traktorzyści leśni nie znajdują pracy ot tak), przekroczył drzwi gabinetu, gdzie dowiedział się  kilku rzeczy o sobie, a nawet nieco o Freudzie i psychoanalizie. Nie brakowało też kilku kąśliwych uwag o zadziwiająco wysokim zużyciu ropy w jego traktorze.

Dość powiedzieć, że niebawem po tym wydarzeniu, Stanley S. z ulgą przyjął wiadomość, że może przejść na wcześniejszą emeryturę.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Jak kobiety zmieniają leśników

14 lut

- Muszę powiedzieć, że od pewnego czasu używasz nazbyt intensywnie wody kolońskiej – stwierdził cierpko leśniczy Zdzisio, patrząc na podleśniczego.

- I vice versa – odparł ów – Z tym, że ja używam markowej wody, a przez twoją ptaki przestały przylatywać do karmnika.

- Może i zaczniesz golić się codziennie? – zapytał chytrze leśniczy.

- A ty zrobiłeś sobie pedikir!

- Nieprawda! – leśniczy Zdzisio poczerwieniał ze wstydu – To potwarz! Nigdy nie zrobiłbym czegoś tak głupiego! Ty za to zacząłeś nosić nową kurtkę!

- Kłamstwo! Po prostu ją wyprałem – oburzył się podleśniczy – A ty przestałeś przeklinać przy robotnikach! I te twoje „ą” i „ę”! Żenujące! W lesie trzeba prosto i po chłopsku!

- Znalazł się krytyk! A kto wczoraj, przy stażystce użył słowa „biodegradowalny”, hę? Erudyta, mać twaju w job…

- A ty farbujesz włosy! – wysapał w gniewie podleśniczy, cały już czerwony z alteracji.

Leśniczy Zdzisio otworzył ze zdumienia usta. Chciał coś powiedzieć, ale podleśniczy atakował go dalej:

- Gdzie pasemka twojej siwizny? Hę ?!

- To naturalny proces – cedził słowa leśniczy Zdzisio – Wspomagany jedynie odpowiednim szamponem. Myślisz, że nie wiem, że zacząłeś szczotkować zęby?! Ta chwila zmusza mnie do refleksji nad przywróceniem poprawnych relacji pomiędzy przełożonym i podwładnym.

- Otóż to! Nie zapominaj, że dla stażystki Marysi powinieneś być przede wszystkim przełożonym!

- Przemawia przez ciebie zawiść i nadmierna buta, spowodowana przynależnością do związków zawodowych!

- A przez ciebie kryzys wieku średniego!

Tu leśniczy Zdzisio chciał powiedzieć coś strasznie brzydkiego o matce podleśniczego, ale w tym momencie do kancelarii weszła stażystka. Obydwaj leśnicy spojrzeli po sobie jak koguty, ale nie powiedzieli więcej ni słowa, obiecując dokończenie dyskusji w Ostatki.

 

Nie podpływajmy zbyt blisko brzegu!

11 lut

- Kapitan Schettino został skazany na szesnaście lat więzienia! – powiedział podleśniczy siorbiąc kawę.

- A kto to? – zapytała stażystka.

- Jest to człowiek, który pragnąc przypodobać się swojej kochance, a także ludziom na brzegu wyspy Giglio, rozwalił statek za wiele milionów ełro – cierpliwie wyjaśnił leśniczy Zdzisio – Nie muszę dodawać, że był Włochem.

- Też mi wiadomość – prychnęła stażystka – Jakie to ma znaczenie dla trwałej, wielofunkcyjnej i zrównoważonej gospodarki leśnej?

- Chciałabym zauważyć, że istnieje kilka podobieństw: nasze Lasy Państwowe to taka „Costa Concordia”, a prowadzona przez nie gospodarka, jako żywo przypomina manewry jakie prowadził kapitan Schettino przy brzegach wyspy. Daj Boże, aby nasz Derektor nie władował naszego statku na jakieś skały…- rozkręcał się podleśniczy.

Leśniczy Zdzisio chrząkał znacząco, dając dyskretnie znać podleśniczemu, że dyskusja zmierza w fatalnym kierunku. Podważanie autorytetu władzy w obecności chrześnicy Naczelnika Niemczyka, mogło kosztować ich aż nazbyt wiele. Postanowił zmienić temat:

- Onegdaj dostałem grypy żołądkowej… Mam nadzieję, że już nie zarażam…

- To ja może do lasu pójdę – zerwała się stażystka.

- A ja rano pijam kieliszek wódki i mnie żadna grypa nie rusza! – zawołał dumny z siebie podleśniczy.

- Mimo wszystko powinieneś udać się do oddziału 222b, sprawdzić jak tam nasze jelenie w uprawie grodzonej – zauważył cierpko leśniczy Zdzisio.