RSS
 

Czy leśnik musi być geniuszem?

08 lis

Leśniczy Zdzisio siedział nad stertą papierów w kancelarii i wydawało mu się, że jeszcze chwila i obleje wszystko benzyną wysokooktanową i podpali. Sam zaś skoczy z okna kancelarii i zabije się na miejscu. Przemyślawszy jednak nieco swój pomysł uznał go za nazbyt pochopny, albowiem skok z okna, położonego wprawdzie na wysokim, ale zawsze parterze, mógłby nie przynieść oczekiwanego efektu w postaci natychmiastowego zgonu. Poza tym ciężko byłoby mu wgramolić się na parapet, ponieważ ostatnimi czasy brzuch leśniczego, na skutek niezbyt rozsądnej diety, uniemożliwiał wszelkie ekstrawagancje związane z brawurą ruchową (ostatni przysiad w karierze jaki usiłował wykonać, zakończył się interwencją kręgarza).

Całe nieszczęście leśniczego wzięło się stąd, że baby z księgowości uradziły, że leśniczy może sobie wsadzić gdzieś rozliczenie środka do smarowania upraw, ponieważ sporządził je używając kilograma jako jednostki rozliczeniowej, podczas gdy powinien użyć litrów na hektar.

Najgłówniejsza z wszystkich głównych księgowych osobiście zawezwała go na posłuchanie i używając przewracania oczami, sugestywnych westchnięć i wszystkich tych chytrych sztuczek jakie znają osobistości z biur (najczęściej z ZUS), dała mu do zrozumienia, że dawno nie spotkała tak głupiej, tak cofniętej w rozwoju osoby jak leśniczy Zdzisio.

- Jak można litry z kilogramami pomylić?!- narzekała najgłówniejsza z głównych księgowych – To tak jakby nie odróżniać świerka od wierzby! Wstyd!

Leśniczy Zdzisio odruchowo splunął na te słowa. Zupełnie mu to nie pomogło. Dlatego teraz siedział nad zestawieniem, usiłował przeliczyć litry na kilogramy, potem odnieść to do hektarów, ale wychodziły mu z tych obliczeń jakieś straszliwe bzdury z pierwiastkami (leśniczy podejrzewał, że do jego matematycznej klęski przyczynił się nazbyt skomplikowany kalkulator). Potem zapodziała mu się kartka na której baby smarujące środkiem uprawę, zapisały gdzie i ile środka zużyły. Dla mniej doświadczonego leśniczego byłaby to klęska prawdziwa, ale leśniczy Zdzisio, oprócz schorowanego ciała, był wyposażony w spryt i wyjątkowo brawurową wyobraźnię, przez co z łatwością odtworzył kartkę z pamięci. Koniec końców sporządził owo nieszczęsne zestawienie, a nawet wprowadził wszelkie dane do komputera, choć przy tym zajęciu używał tak nagannych słów, że aż małżonka, rosła i postawna Kaszubka, waliła pięścią w ścianę kancelarii, żądając przeprosin i musiał niemało czasu leśniczy poświęcić żeby wytłumaczyć, że nie małżonkę miał na myśli, a szefową księgowości, sugerując w skandalicznie obraźliwych słowach naganne prowadzenie się po i w godzinach pracy.

Na naradzie gospodarczej długo wyświetlano slajd z wynikami rozliczenia jakie

wyszło spod ręki leśniczego. Wyszło na nim, że leśniczy rozdysponował dużo większą ilość środka niż otrzymał z nadleśnictwa.

- Nie jestem Ajnsztajnem- tłumaczył się obrażony na wszystkich leśniczy – Zresztą zawsze powtarzałem, że z tej naszej głupiej komputeryzacji nigdy nic dobrego nie wyniknie! Żeby ją szlag! Zresztą jak teraz tak patrzę, wystarczy wszędzie skreślić po jednym zerze i będzie wszystko grało!

ajnsteinÓw świętej pamięci fizyk potrafiłby sporządzić każde rozliczenie, każdego środka!

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Rabunkowa gospodarka leśna

 

Dodaj komentarz