RSS
 

Dobra zmiana w leśnictwie Krużganki

04 mar

Stażysta Romuś pojawił się w leśnictwie Krużganki na fali „dobrej zmiany”. Kiedy przywiózł go do kancelarii sam zastępca nadleśniczego, leśniczy Zdzisio akurat klął w żywy kamień zapchaną do granic niemożliwości skrzynkę z mailami, używając przy tym słów katastrofalnie grubiańskich.

- Darz bór!- powiedział zastępca nadleśniczego i wprowadził do kancelarii Romusia.

Nawet gdyby wprowadziłby tam lamę albo słonia, mniejsze wywołałoby to wrażenie, ponieważ Romuś był człowiekiem nadnaturalnych rozmiarów, zbudowanym potężnie, o szerokich ramionach i ogromnym torsie, choć głowa wydawała się cokolwiek za mała.

Leśniczy Zdzisio zaniemówił. Podleśniczy, który siorbał sobie spokojnie kawę, w pierwszej chwili pomyślał, że to napad rabunkowy i w trosce o swoje z trudem uciułane zaskórniaki, które stanowiły jedyne źródło finansowania używek i alkoholu (albowiem budżet rodzinny zarządzany przez żonę podleśniczego, był jako ta studnia bezdenna i pochłaniał wszelkie zasoby finansowe), chciał w pierwszej chwili zaatakować przybyłych gaśnicą, którą miał pod ręką, wprzódy zawoławszy:

- My nie mamy żadnych pieniędzy!

Opamiętał się jednak w porę i tylko schował za biurkiem.

Zastępca krótko zaprezentował Romusia i wyszedł (nie cierpiał leśniczego Zdzisia, uważając go za opoja i wykolejeńca), zostawiając zbaraniałych leśników ze stojącym pośrodku kancelarii stażystą.

- Co tam się dzieje?!- zahuczała zza ściany małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka, którą zaniepokoił rumor, a następnie martwa cisza jaka zapanował w kancelarii.

- Chodź i zobacz!- zaproponował leśniczy Zdzisio- Mamy tu nowego stażystę!

Kiedy małżonka zjawiła się w kancelarii, przeżegnała się odruchowo. Stażysta Romuś przewyższał ją o głowę.

- Ja tu jestem żoną leśniczego- przedstawiła się małżonka – A ty jak masz na imię?

- Romuś- wystękał zapytany i od razu było wiadomo, że składna mowa przychodziła mu z trudem.

- Skąd się Romuś wziąłeś?- odważył się zapytać leśniczy Zdzisio.

Romuś wykonał jakiś nieokreślony ruch ręką, który mógł oznaczać zarówno północ, południe, jak i dowolne miasto lub wieś w Polsce.

- A szkoły jakie skończyłeś?- zapytała małżonka leśniczego.

Okazało się po dłuższych wyjaśnieniach, że Romuś skończył jakąś szkołę gastronomiczną, a zew leśnictwa poczuł w sobie nagle, po odbytej nad nim radzie familijnej, gdzie ktoś uznał, że Romusia da się do lasu, ponieważ do tłuczenia kotletów, ze względu na nadużywanie siły fizycznej i kompletny brak finezji zupełnie się nie nadaje. Oczywiście sprawa nie byłaby tak prosta gdyby nie koneksje i znajomości, dzięki którym udało się, z wielkim trudem (każdy po zapoznaniu Romusia bał się odpowiedzialności przed historią polskiego leśnictwa) wpisać na listę stażystów.

- Już tęsknię za Marysią!- zawołał podleśniczy, kiedy Romusiowi wytłumaczono, że akurat dzisiaj może iść już do domu- Nie za dobra ta zmiana!

- Według mnie dobrze mu z oczu patrzy!- powiedziała małżonka leśniczego, która miała słabość do wielkoludów.

- A kompetencja aż bije z twarzy- stwierdził sentencjonalnie leśniczy Zdzisio z miną godną Sfinksa- Tylko czekać, aż nas będzie lał po mordach!

 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Rabunkowa gospodarka leśna

 

Dodaj komentarz