RSS
 

Primabalerina. Czyli o Derektorze Generalnym

07 sty

Leśniczy Zdzisio z podleśniczym pili wódkę. Jakkolwiek picie wódki nie jest czymś niezwykłym dla Służby Leśnej, jednakowoż ci dwaj postępowali w naganny sposób z trzech powodów:

- spożywali alkohol w kancelarii leśnictwa, w obecności godła państwowego;

- spożywali alkohol w godzinach pracy;

- spożywali alkohol razem ze stażystą Romusiem, któremu wódka bardzo szkodziła na percepcję i jasność umysłu.

Zresztą wódka podziałała zaskakująco zarówno na leśniczego i podleśniczego, albowiem rozrzewnili się bardzo i zaczęli niespodziewanie wychwalać Derektora Generalnego.

- Toż to koryfeusz nauk leśnych!- chlipał leśniczy Zdzisio- Patrz tu stoi w gazecie!

Tu wskazał na numer „Lasu Polskiego” z grudnia.

- Zobacz jak zadał bobu wszystkim durniom!

Podleśniczy zamglonymi oczami usiłował odcyfrować małe literki.

- Bladź okularów zabył ja!- poskarżył się nieco bełkotliwie- Ty czytaj!

- Tu stoi, że ci co przeczytawszy zarządzenie numer 46, a go nie zrozumieli, to banda osłów! Że nie mają zdolności czytania ze zrozumieniem! Tak powiedział pan Derektor! Tak, tak! Po to on nad nami postawiony! Żeby tłumaczyć! Cóż my przy nim?! Jako ten trzcinnik przy dębie!- tłumaczył leśniczy Zdzisio.

- Boh moj Boh!- zdumiał się podleśniczy- Toż to ministerialna głowa! Tak powiedział! Zuch! Przecież to najczystsza prawda! Nie każdy ma zdolność zrozumieć wszystko! Weźmy taką fizykę kwantową…

Tu stażysta Romuś, oszołomiony wódką, wybełkotał, że sprzedaż drewna ma tyle wspólnego z fizyką kwantową, co gronostaje z budową mostu pontonowego, że o sprzedaży można napisać zwięźle i jasno, że genialne są wyłącznie proste rzeczy (tu wskazał na żarówkę), a jak ktoś ma aspirację być drugim Stendahlem czy innym Proustem, to niech pisze powieści a nie zarządzenia dla administracji leśnej.

Leśniczy Zdzisio z podleśniczym byli porażeni:

- Ty Romuś więcej nie pij! Władzę szargasz! Postponujesz! Wywrotowiec!

Zza ściany rozległ się grzmot głosu małżonki leśniczego, rosłej i postawnej Kaszubki:

- A wy też dobrzy durnie! Sami na Romusia napadacie, a zarządzenie Derektora macie za przeproszeniem w dupie!

- Co ty babo gadasz?!- zdenerwował się leśniczy Zdzisio- Jakie znowu zarządzenie?!

- A o biesiadach leśnych!- zahuczała małżonka- Stoi tam, że podczas biesiad ma się spożywać Dary Lasu, a jeśli cebula i ten ordynarny śledź, którym zakąszacie wódkę,  są Darami Lasu, to ja jestem baletnica z Teatru Balszoj! I zadziwia mnie ta nagła wasza miłość do Derektora Generalnego, którego nieraz żeście w tej kancelarii obrażali grubymi słowy!

- Albowiem dopóki żyje Jarosław Kaczyński, innego pana Derektora mieć nie będziemy!- pociągnął nosem leśniczy Zdzisio.

Te słowa do końca rozrzewniły pijących. Po chwili wszyscy trzej płakali jak bobry, albowiem jak to się mawia po niektórych melinach: „wódka przez nich płakała”…

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Rabunkowa gospodarka leśna

 

Dodaj komentarz