RSS
 

Drony! Wszędzie drony!

14 wrz

Stażysta Romuś, człowiek niebywale silny, o posturze niedźwiedzia, dzikich obyczajach, a jednocześnie obdarzony szeregiem wad wymowy, przez co porozumiewał się z otoczeniem z niejakimi trudnościami, wlazł do kancelarii leśnictwa Krużganki z taką miną jakby był co najmniej cesarzem rzymskim, albo znalazł sto złotych.

- Co to za pudło?- zapytał się podleśniczy, siorbiąc NKK (Najświętsza Kawa Kancelaryjna).

Romuś, za pomocą swoich przerażających jęków i buczenia oznajmił, że za ostatnią premię, nabył w sklepie „Stonka” najprawdziwszego drona, którym będą teraz latać ponad terenem leśnictwa oszczędzając czas i pieniądze.

- A po co mamy oszczędzać czas?- zapytał się logicznie leśniczy Zdzisio- Co ty, masz jakiś deficyt? Może ty za wolno trzebieże po prostu wyznaczasz? Ty Romuś zapamiętaj! Prawdziwy leśnik zawsze ma mnóstwo czasu! A jak nie ma, to znaczy że to jakiś chu…j, a nie za przeproszeniem leśnik.

- Weźmy na to nasz nadleśny- zaczął podleśniczy- On nigdy nie…

- Dobra, dobra, zamknij się!- zgasił go leśniczy Zdzisio- Ponoć w tych nowych rejestratorach leśniczego jest dyktafon, który można zdalnie włączyć. Cała to nowoczesna technika i sztuczna inteligencja przysporzy nam kiedyś kłopotów.

- Wreszcie jakaś inteligencja zagościłaby w kancelarii!- popisała się poczuciem humoru małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka, która chętnie zza ściany, przysłuchiwała się uciesznym pogawędkom.

- Idziemy puszczać tego drona!- zdenerwował się leśniczy, który pragnął udzielić małżonce jakiej chytrej riposty, ale prócz standardowej „ciemnej, głupiej, wioskowej baby, bezustannie i bezrefleksyjnie klepiącej różaniec i opętanej przez wiadomą sektę z wiadomej Rozgłośni”, nic nie przyszło mu do głowy.

Romuś aż podskoczył z radości.

- A gdzie się tu paliwo leje?- dopytywał leśniczy Zdzisio, obserwując jak Romuś przygotowuje drona do lotu.

- To elektryczne ustrojstwo- odpowiedział podleśniczy.

- Eee to gówno- machnął ręką leśniczy- Wszystko co na prąd to straszne gówno. Weźmy nasze komputery w kancelariach…

- Uwaga leci!- wrzasnął podleśniczy.

Romuś nie był najbardziej wykwalifikowanym operatorem dronów, toteż urządzenie, które nagle wystartowało, po krótkim locie uderzyło w gablotkę z cennikiem na sortymenty drzewne, z podpisem samego nadleśniczego, wiszącą przy wejściu do kancelarii, tłukąc szybę. Dron następnie oddalił się w kierunku kojca Szarika, bestii rodem z piekła, mieszańca wyżła z chartem afgańskim, który pierwszy raz w życiu uznał, że ma przed sobą przeciwnika, który go przerasta i schował się z trwałym, acz niezrównoważonym i monofunkcyjnym skowytem do budy. Następnie dron odleciał w kierunku nadleśnictwa, mimo że Romuś kręcił wszystkimi możliwymi trymerami usiłując sprowadzić go na ziemię.

- Mam nadzieję, że da przynajmniej popalić babom z biura- powiedział kwaśno leśniczy Zdzisio– Najgorsze, że ta maszyneria popełniła akt bezprecedensowego świętokradztwa i zaatakowała pismo z podpisem nadleśniczego. To może nam nie pójść płazem.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Rabunkowa gospodarka leśna

 

Dodaj komentarz