RSS
 

Kadrowy ideał! Każdy może być każdym!

03 lis

Naradę ogłoszono w nadleśnictwie niespodziewanie i nakazano przybyć na nią wszem zatrudnionym bez wyjątku, co według leśniczego Zdzisia oznaczało jedno:

- Będą to joby nad jobami!- prorokował- Na grzbiety nasze spadną rozliczne plagi, a karki giąć się będą pod ciężkim słowem!

Na resztę załogi padł strach, tak blady jak blada może być tylko wiadoma część ciała kanadyjskiego trapera.

Zza ściany kancelarii zagrzmiała małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka:

- Koszulę czystą załóż tym razem!- cienka ściana działowa, oddzielająca sypialnię od kancelarii drżała od wibracji wywołanych barytonem żony leśniczego- Niech mnie potem na językach nie noszą, że ja z takim niechlujem w jednej łożnicy sypiam!

- Toż ja na werandzie noce przepędzam!- zdumiał się leśniczy- Przecie jeszcze sezon grzewczy nie w pełni!

Ale koszulę czystą ubrał, choć drapała go w szyję, a osobliwie na plecach.

Na sali gdzie odbywała się narada panował ścisk a nawet zaduch. Leśnicy dyskutowali w kołach o powodach tak niespodziewanego zgromadzenia, aż punktualnie o 12 zjawił się nadleśniczy i wszelkie spekulacje ucichły.

- Siadać!- poprosił nadleśniczy tonem nie znoszącym jakiegokolwiek sprzeciwu- Dzisiejsza narada poświęcona jest zasadniczo jednemu wydarzeniu. Otóż nasz dotychczasowy zastępca nadleśniczego zostaje przeniesiony na ważne stanowisko do innego nadleśnictwa…

- Trocinkarzem chyba będzie- wyszeptała panna Marysia leśniczy na Mazgajach, puszczając oko do leśniczego Zdzisia.

- …a na jego miejsce przechodzi ten… no… pan stażysta Roman!- powiedział nadleśniczy i usiadł na swoim miejscu z głową ukrytą w dłoniach.

- O Matko Boska! Zeusie i Jowiszu!- leśniczy Zdzisio chwycił się za dolne okolice pleców- Chyba mam atak kolki hemoroidalnej!

I osunął się na podłogę.

Co dalej działo się na sali, ciężko nawet opisać. Stażysta Romuś i tak słabujący na umyśle, postradał ze szczęścia resztki jasności umysłowej i wdrapawszy się na krzesło wygłaszał jakieś Urbi et Orbi za pomocą takich dźwięków, jakby kozę skórowano na żywo.

Mazgaj liczący na awans, padł na podłogę rażony apopleksją. Panna Marysia biła brawo i zanosiła się rechotem bardziej odpowiednim dla krzyżackiego knechta, niźli dla damy ze Służby Leśnej. Reszta załogi pochowała się pod stoły, mniemając, że ich reakcja na wydarzenia, obserwowana przez nadleśniczego, będzie miała decydujące znaczenie dla przyszłej kariery czy wysokości dodatków funkcyjnych. Ale i pod stołami kasłano ze śmiechu, a nawet ryczano z wesołości.

- Cisza! Cisza do kroćset zdechłych orlików krzykliwych!- wrzasnął nadleśniczy- Bando idiotów podobnych bardziej osłom niźli potomkom Adama czy Ewy!

Śmiechy i rechoty umilkły.

- Gdybym ja miał jakikolwiek wpływ na ów awans, możecie być pewni, że nigdy by do niego nie doszło!- wołał rozsierdzony nadleśniczy- Niech was wszystkich szlag!

Rozległo się wołanie, że Mazgaja najprawdopodobniej już trafił, że trzeba zawezwać lekarza, choć rozległy się i głosy „niech zdycha, inżynier jeden!”.

Panna Marysia splunęła taktownie i wstała, zabierając głos:

- Ja to myślę, że należy pogratulować panu nadleśniczemu.

- Czegoż tu gratulować?!- zdenerwował się nadleśniczy- Toż ten bałwan podpisuje się odciskiem kciuka!

- Pogratulować, że doszedł pan do unikalnego w rozmaitych firmach  poziomu. Ma pan tak wykwalifikowaną kadrę i tak kompetentną, że obecnie każdy w nadleśnictwie, może zajmować dowolne stanowisko.

- Czyli każdy może być każdym!- potwierdził z podłogi słabym leśniczy Zdzisio.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Rabunkowa gospodarka leśna

 

Dodaj komentarz