RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Rabunkowa gospodarka leśna’

Urzędowanie Romusia

03 gru

- Co to jest?- zapytał nadleśniczy sekretarki, wskazując na kłębowisko pozgniatanych i wymiętoszonych papierów, które przyniosła i położyła na biurku.

- To są ważne dokumenty, które wychodzą z gabinetu pana zastępcy Romusia- oświadczyła zdenerwowana sekretarka- Wyglądałby dużo gorzej, gdybym mu ich nie wyszarpała. Zresztą wszystko i tak polał kawą. Ugryzł mnie dodatkowo w rękę, a wiem, że szczepiony nie był!

- Jezusie Nazareński!- złapał się za głowę nadleśniczy- Oszaleję! Jeszcze jeden tydzień z tym durniem i wywiozą mnie prosto do Choroszczy!

- Wszystkich nas wezmą razem!- powiedziała sekretarka i bez pozwolenia ze strony nadleśniczego klapnęła na fotelu relaksacyjnym, na którym wolno było siadać tylko i wyłącznie szefowi nadleśnictwa- Chociaż to on powinien tam czas spędzać!

- I tak oto sprowadził nadleśnictwo do swojego poziomu!- westchnął nadleśniczy- Oto co znaczy jeden idiota ale za to na ważnym stanowisku! Wszystkich w nadleśnictwie przerobił na kretynów! Napije się pani czegoś? Koniaku?

- Niechże sobie pan panie nadleśniczy wyobrazi, że zażądał wódki!- powiedziała sekretarka wychylając  duszkiem szklaneczkę wiadomego trunku- Za pomocą tej swojej straszliwej mowy oznajmił, że skoro zwykły leśniczy może napić się gorzały w godzinach pracy, to tym bardziej ktoś na jego stanowisku!

- Taki z niego pożytek jedynie, że ZUL-e boją się go jak ognia i zaprzestali zawracania mi głowy z każdą bzdurą.

- Ale inspektora pracy niepotrzebnie zdzielił w gębę- powiedziała sekretarka.

- Ze strachem myślę o audytorach od Najświętszego Certyfikatu!- nadleśniczy spojrzał w okno- Toż spuści im łomot jak amen w pacierzu! Zauważyłem, że jak tylko czegoś nie rozumie, to wali w mordę!

- W sumie prawdziwy mężczyzna- wzruszyła ramionami sekretarka, którą koniak uczynił nieco odważniejszą- Może lepszy taki niż cichociemna menda, wykorzystująca ponad miarę swoje prerogatywy do prowadzenia Trwałej Wielofunkcyjnej i Zrównoważonej gospodarki!

 

Jak się leśniczy Zdzisio z opresji wyratował

29 lis

Kiedy leśniczy Zdzisio odebrał telefon z nadleśnictwa, domyślił się, że sprawa ma charakter nieprzyjemny, albowiem jak każdy polski leśnik wiedział, że z nadleśnictwa dzwoni się wyłącznie z nieprzyjemnymi wieściami czy oznajmieniami. Chociażby żeby poinformować, że trafiło się na listę pielgrzymkową, albo delegacji na pogrzeb jakiejś leśnej znakomitości.

- Czego tam?- najuprzejmiej jak potrafił odezwał się leśniczy.

- Panie Zdzisławie- w telefonie zachrobotał głos baby od BHP- Badania panu wyszły i należy wykonać nowe.

- Co wy kuźwa z tymi badaniami!?- zdenerwował się leśniczy- Nic kuźwa innego, tylko badaj się człowieku! Ile można?! Toż niedawno badał się ja!

- Trzy lata temu. A i badania na kierowcę się skończyły. Musowo odnowić. Skierowanie na półce w nadleśnictwie zostawiam i do wtorku należy badania wykonać- i baba od BHP rozłączyła się, bo wiedziała, że wiele rzeczy na tym świecie jest pozbawionych sensu, a już domawianie się z niezadowolonym leśniczym już najmniej.

Tylu brzydkich słów ściany kancelarii dawno nie słyszały.

- Możesz nie przejść neurologa- zauważył podleśniczy- U okulisty też może być krucho. Nawet nie chcę myśleć o larengolego… larangol… relongal… no tej babie, co słuch bada! A jak krew oddasz do badania, to nic innego jak cię do szpitala położą, a stamtąd wiadomo gdzie się człowiek może udać i to nożyskami do przodu. Zwłaszcza w twoim wieku.

- Może się w końcu przestaniesz obnosić w domu ze swoimi rozlicznymi schorzeniami!- zahuczała zza ściany małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka- Jak tylko coś do roboty, to masz atak kolki hemoroidalnej, albo prostaty! No i ile razy można ospę przechodzić!

- Durna babo!- zdenerwował się leśniczy- To przez ciebie i twoją nadmierną dewocję jestem taki schorowany! Ty i inżynier nadzoru zrujnowaliście mi zdrowie! Bodaj was! Zasrane badania okresowe!

I zaczął tak wyklinać wszystko i wszystkich, że tylko na najbardziej dramatycznych naradach w Derekcji słyszy się takie słownictwo.

- Nie ma innej rady- powiedział podleśniczy- Bierz kiełbasę z dzika, wódki ile zdołasz i jedź załatwiaj!

- Ot drugi dureń!- złapał się za głowę leśniczy Zdzisio- Jaki teraz lekarz kiełbasę i wódkę weźmie?! Gdzieś ty był ostatnio u lekarza? W Hajnówce?! Trzeba iść na badania i grać zdrowego! Ot co!

- Dobre sobie!- klepnął się po udach podleśniczy- Zdrowego! Musiałbyś przynajmniej przestać kuleć, żeby jako takie wrażenie zrobić na wejściu!

- Wiesz co?- zastanowił się przez moment leśniczy Zdzisio- Jedź ty za mnie!

- A co ja z tego będę miał?!- zapytał się rezolutnie podleśniczy- Ryzyko spore i mogę się na psychotestach położyć!

- Po co ja mam kiełbasę i wódkę wozić lekarzom- tłumaczył leśniczy- Bierz ty!

- Zgoda!- powiedział podleśniczy- Dogadani! I trzy dni wolnego!

- Zgoda!- powiedział zadowolony leśniczy- Ale wódkę dam dopiero po badaniach krwi, żeby potem w nadleśnictwie nie gadali, że jestem pijakiem!

- I tak gadają!- zauważyła zza ściany małżonka leśniczego, której też kamień spadł z serca, albowiem wypłata leśniczego, była obecnie jedynym dochodem w leśniczówce.

 

Rzeczy których nie znajdą baby z Załuk nie istnieją!

06 lis

Leśniczy Zdzisio z podleśniczym, kiedy już wyczytali wszystkie mądrości ze służbowych maili, kiedy odczytali już wszystkie nekrologii wszelkich zmarłych ostatnio leśników, które wysłano im chyba ku przestrodze, aby lepiej zajęli się robotą, wpadli na informację o najnowocześniejszej metodzie jesiennego poszukiwania robactwa pod sosnami.

- Dwa sznurki i dwie listwy- drapał się po głowie leśniczy- Ci na Pomorzu to mają łby!

- A cóż nowego?- zainteresował się podleśniczy.

- Obniżyli wagę ramki!- z uznaniem pokazał zdjęcie leśniczy- Czegóż baby mają latać z ciężką drewnianą, skoro mogą latać ze sznurkiem po lesie.

- No nie wiem- podrapał się w głowę podleśniczy- Nasze baby na pewno sznurek poplączą, bo przecie one z tego znane, że nawet najprostszą rzecz pogmatwają!

- Nie boj się!- westchnął leśniczy- U nas będą grzebać po staremu! A swoją drogą, jak tak patrzę na inwencję ludzkości z Zakładów Ochrony Lasu, to śmiem twierdzić, że i ja podołałbym taki hece wymyślać!

- Głupiś!- zahuczała zza ściany małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka- Jeno wybitny geniusz jest w stanie wymyślić rzeczy funkcjonalne, a jednocześnie, ekstremalnie proste!

- Racja- westchnął leśniczy- Ja mając do dyspozycji ich fundusze, już dawno opracowałbym porządny skaner ściółkowy. Przyszłoby się do lasu, nacisnęło przycisk i już wiadomo by było ile hadztwa i wszelkiej kuzaki w ściółce na sosny czyha!

- A gdzie nasze ramki?- zapytał nagle podleśniczy- Już w zeszłym roku ich nie było.

- Pal diabli ramki!- machnął ręką Zdzisio- I ramki nie pomogą, z takim ZUL-em jakiego latoś mamy! Ponoć on baby z Załuk chce przywieźć!

- A cóż w tym złego?- zapytał podleśniczy- Toż baba jak baba!

- Oj durny łbie!- zdenerwował się leśniczy- Toż tamte baby jak kombajny! A oczy jakie mają chytre! Istne kuny! Powynajdują nam takie krocie robactwa, tych poprochów i barczatek, że będziemy je zwalczać całe następne lato, zamiast zająć się porządną robotą!

 

Kadrowy ideał! Każdy może być każdym!

03 lis

Naradę ogłoszono w nadleśnictwie niespodziewanie i nakazano przybyć na nią wszem zatrudnionym bez wyjątku, co według leśniczego Zdzisia oznaczało jedno:

- Będą to joby nad jobami!- prorokował- Na grzbiety nasze spadną rozliczne plagi, a karki giąć się będą pod ciężkim słowem!

Na resztę załogi padł strach, tak blady jak blada może być tylko wiadoma część ciała kanadyjskiego trapera.

Zza ściany kancelarii zagrzmiała małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka:

- Koszulę czystą załóż tym razem!- cienka ściana działowa, oddzielająca sypialnię od kancelarii drżała od wibracji wywołanych barytonem żony leśniczego- Niech mnie potem na językach nie noszą, że ja z takim niechlujem w jednej łożnicy sypiam!

- Toż ja na werandzie noce przepędzam!- zdumiał się leśniczy- Przecie jeszcze sezon grzewczy nie w pełni!

Ale koszulę czystą ubrał, choć drapała go w szyję, a osobliwie na plecach.

Na sali gdzie odbywała się narada panował ścisk a nawet zaduch. Leśnicy dyskutowali w kołach o powodach tak niespodziewanego zgromadzenia, aż punktualnie o 12 zjawił się nadleśniczy i wszelkie spekulacje ucichły.

- Siadać!- poprosił nadleśniczy tonem nie znoszącym jakiegokolwiek sprzeciwu- Dzisiejsza narada poświęcona jest zasadniczo jednemu wydarzeniu. Otóż nasz dotychczasowy zastępca nadleśniczego zostaje przeniesiony na ważne stanowisko do innego nadleśnictwa…

- Trocinkarzem chyba będzie- wyszeptała panna Marysia leśniczy na Mazgajach, puszczając oko do leśniczego Zdzisia.

- …a na jego miejsce przechodzi ten… no… pan stażysta Roman!- powiedział nadleśniczy i usiadł na swoim miejscu z głową ukrytą w dłoniach.

- O Matko Boska! Zeusie i Jowiszu!- leśniczy Zdzisio chwycił się za dolne okolice pleców- Chyba mam atak kolki hemoroidalnej!

I osunął się na podłogę.

Co dalej działo się na sali, ciężko nawet opisać. Stażysta Romuś i tak słabujący na umyśle, postradał ze szczęścia resztki jasności umysłowej i wdrapawszy się na krzesło wygłaszał jakieś Urbi et Orbi za pomocą takich dźwięków, jakby kozę skórowano na żywo.

Mazgaj liczący na awans, padł na podłogę rażony apopleksją. Panna Marysia biła brawo i zanosiła się rechotem bardziej odpowiednim dla krzyżackiego knechta, niźli dla damy ze Służby Leśnej. Reszta załogi pochowała się pod stoły, mniemając, że ich reakcja na wydarzenia, obserwowana przez nadleśniczego, będzie miała decydujące znaczenie dla przyszłej kariery czy wysokości dodatków funkcyjnych. Ale i pod stołami kasłano ze śmiechu, a nawet ryczano z wesołości.

- Cisza! Cisza do kroćset zdechłych orlików krzykliwych!- wrzasnął nadleśniczy- Bando idiotów podobnych bardziej osłom niźli potomkom Adama czy Ewy!

Śmiechy i rechoty umilkły.

- Gdybym ja miał jakikolwiek wpływ na ów awans, możecie być pewni, że nigdy by do niego nie doszło!- wołał rozsierdzony nadleśniczy- Niech was wszystkich szlag!

Rozległo się wołanie, że Mazgaja najprawdopodobniej już trafił, że trzeba zawezwać lekarza, choć rozległy się i głosy „niech zdycha, inżynier jeden!”.

Panna Marysia splunęła taktownie i wstała, zabierając głos:

- Ja to myślę, że należy pogratulować panu nadleśniczemu.

- Czegoż tu gratulować?!- zdenerwował się nadleśniczy- Toż ten bałwan podpisuje się odciskiem kciuka!

- Pogratulować, że doszedł pan do unikalnego w rozmaitych firmach  poziomu. Ma pan tak wykwalifikowaną kadrę i tak kompetentną, że obecnie każdy w nadleśnictwie, może zajmować dowolne stanowisko.

- Czyli każdy może być każdym!- potwierdził z podłogi słabym leśniczy Zdzisio.

 

Awans panny Marysi

10 paź

Narada gospodarcza w nadleśnictwie Garłacze dobiegała kulminacyjnego punktu. Gromy padały na tępych, idiotów, wałkoni i wszelką menażerię, która przez przypadek tylko i niezwykłym zbiegiem podłych okoliczności, dostała się na posady w Służbie Leśnej, które w normalnym nadleśnictwie, przysługują istotom cokolwiek bardziej przypominającym choćby neandertalczyków, bo o Homo sapiens nadleśniczy nie chciał nawet wspominać.

Pełniąca obowiązki leśniczego leśnictwa Mazgaje, panna Marysia, ziewnęła szeroko.

- Ale masz chuch!- zauważył półgłosem leśniczy Zdzisio- Wołu by obaliło!

- Cóż się dziwić!- odparła Marysia- Pohulałam wczoraj zdrowo. A z całej higieny porannej, zdążyłam przepłukać usta spirytusem i zagryźć czosnkiem.

- A cóż to była za okazja?- zapytał leśniczy Zdzisio.

- Wuj Naczelnik mnie odwiedził i przekazał radosną nowinę…

- Jaką?- leśniczy Zdzisio otworzył szeroko oczy.

- Zaraz sam się dowiesz!- mrugnęła okiem panna Marysia- Dziś to dopiero pohulamy!

- Cieszę się, że państwu tak tam wesoło- powiedział do nich z przekąsem nadleśniczy- Pragnę jednak przypomnieć, że jesteśmy na naradzie gospodarczej i odrobina uwagi nie zaszkodzi. Plotkujecie, a potem nie pamięta się o ważnych sprawach i wycina gniazda bocianów czarnych, bo się nie wie, że nie wolno!

- To stało się za poprzedniego leśniczego!- powiedziała głośno panna Marysia- Notabene tu obecnego inżyniera nadzoru.

Mazgaj skulił się za stołem prezydialnym.

- Nieważne kiedy- powiedział cierpko nadleśniczy- Ważne, że się stało i należy podkreślić, że dzięki zaangażowaniu pana inżyniera, gniazdo tego niezwykle cennego gatunku, wróciło na swoje miejsce!

- Ale rzeczony bocian, wraz z całą familią, który postradał żywot w owym nieszczęśliwym wypadku,  nie zdecydował się wrócić z zaświatów, pomimo tak spektakularnej odbudowy- złośliwie odparła Marysia- Nie zapomniał pan o czymś, panie nadleśniczy?

- Od dziś zostaje pani leśniczym leśnictwa Mazgaje- fuknął obrażony nadleśniczy- Ale Bóg mi świadkiem, że gdyby coś w kadrach ode mnie zależało…

- Słowa, słowa, słowa!- machnęła ręką panna Marysia- Jak powiada klasyk: nie zwalniaj, bo będziesz zwolniony! A ja z tego miejsca, zapraszam dziś wszystkich na wielką, uroczystą libację. Toteż bierzcie na jutro od razu urlopy na żądanie! Pohulamy! Ha!

I klepnęła leśniczego Zdzisia w ramię z taką radością, na jaką stać jedynie nowo upieczonego leśniczego.

 

Cóż za łeb ma Ekscelencja!!!

29 wrz

- Do mnie bando durniów!- zawołał Ekscelencja zza biurka- Ruszać się tam, zarazy! Bodaj was osikowymi kołkami bito, menażerio senegalska!

Tłum naczelników, ministreli, wszelkich wagantów i zwykłych trubadurów, rzucił się ku gabinetowi Jego Wysokości.

- Taki mam pomysł- ogłosił Ekscelencja- Że ten o sklepach z dziczyzną, możecie sobie w dupy powsadzać, gamonie! Ha! Otóż wymyśliłem, że odtąd każdy pojazd w nadleśnictwach na terenie całego kraju, będzie napędzany…

- Elektrycznością!- dopowiedział najstarszy naczelnik.

Ekscelencja zrobił minę, jak ów czeski przewodniczący składu sędziowskiego, który posłał na stryczek Karla Hermanna Franka zaraz po pamiętnej wojnie.

- Kto jeszcze raz mi przerwie- zapowiedział lodowatym głosem Ekscelencja- Zostanie wysłany na Front Wschodni! Prosto do Białowieży! Milczeć kiedy mówię! Otóż wszystkie pojazdy w polskim trwałym, zrównoważonym i wielo… tam tego i owego leśnictwie, będą napędzane holzgazem!

- Brawo! Brawo! Brawo!- rozległ się gromki aplauz klakierów- O Dostojny! Cóż za idea! Cóż za geniusz! Koryfeusz nauk!

- Po co mamy płacić za ropę i benzynę bezołowiową, skoro mamy pod dostatkiem drewna!- mówił niewzruszony Ekscelencja- Zaraz mi tu ośrodek w Jarocinie chlapnie jakiś projekcik takiego uniwersalnego auta! Według mojego rozkazu pojazd ma być wykorzystany do przewozu osób, sadzonek, orki głębokiej, rozdrabniania pozostałości na zrębach! Słowem do wszystkiego!

- Wszystko dobrze Ekscelencjo- powiedział najstarszy z naczelników- Ale chcę przypomnieć, że jest to pomysł zupełnie niemiecki! Hitlerowcy jeździli czymś takim podczas okupacji! Jak to będzie wyglądało?

- No żeby was obesrało!- zdenerwował się Ekscelencja- Nie możemy się cały czas na te cholerne Niemcy wypinać! Czy ja wam każę się za Wehrmacht przebierać, czy racjonalnie wykorzystywać dary lasu? Jakby się Ameryka na Niemców obraziła po wojnie, to gówno by mieli, a nie rakiety kosmiczne! Co za defetyzm! Ja was wszystkich w końcu wymienię! Wy się wcale nie nadajecie do TZW gospodarki leśnej! Wymorduję! Powyduszam!  Boże! Gdzie jest Kapelan?! Gdzie Kapelan!?

Cała menażeria podnóżków i naczelników pierzchła. Po chwili wszedł Kapelan ze sznurem w ręku:

- Czy Ekscelencja mnie wzywał?

- Dobrodziej się tu włóczy po derekcji, z babami plotkuje, a poziom dyscypliny się rozprzęga!- rozgniewał się Ekscelencja- Jeszcze raz i dobrodziej pojedzie do Białowieży egzorcyzmować ekologów! I może w końcu zrobiłby dobrodziej pożytek z tego sznura! Za mocno oni się tam rozdokazywali!

 

Drony! Wszędzie drony!

14 wrz

Stażysta Romuś, człowiek niebywale silny, o posturze niedźwiedzia, dzikich obyczajach, a jednocześnie obdarzony szeregiem wad wymowy, przez co porozumiewał się z otoczeniem z niejakimi trudnościami, wlazł do kancelarii leśnictwa Krużganki z taką miną jakby był co najmniej cesarzem rzymskim, albo znalazł sto złotych.

- Co to za pudło?- zapytał się podleśniczy, siorbiąc NKK (Najświętsza Kawa Kancelaryjna).

Romuś, za pomocą swoich przerażających jęków i buczenia oznajmił, że za ostatnią premię, nabył w sklepie „Stonka” najprawdziwszego drona, którym będą teraz latać ponad terenem leśnictwa oszczędzając czas i pieniądze.

- A po co mamy oszczędzać czas?- zapytał się logicznie leśniczy Zdzisio- Co ty, masz jakiś deficyt? Może ty za wolno trzebieże po prostu wyznaczasz? Ty Romuś zapamiętaj! Prawdziwy leśnik zawsze ma mnóstwo czasu! A jak nie ma, to znaczy że to jakiś chu…j, a nie za przeproszeniem leśnik.

- Weźmy na to nasz nadleśny- zaczął podleśniczy- On nigdy nie…

- Dobra, dobra, zamknij się!- zgasił go leśniczy Zdzisio- Ponoć w tych nowych rejestratorach leśniczego jest dyktafon, który można zdalnie włączyć. Cała to nowoczesna technika i sztuczna inteligencja przysporzy nam kiedyś kłopotów.

- Wreszcie jakaś inteligencja zagościłaby w kancelarii!- popisała się poczuciem humoru małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka, która chętnie zza ściany, przysłuchiwała się uciesznym pogawędkom.

- Idziemy puszczać tego drona!- zdenerwował się leśniczy, który pragnął udzielić małżonce jakiej chytrej riposty, ale prócz standardowej „ciemnej, głupiej, wioskowej baby, bezustannie i bezrefleksyjnie klepiącej różaniec i opętanej przez wiadomą sektę z wiadomej Rozgłośni”, nic nie przyszło mu do głowy.

Romuś aż podskoczył z radości.

- A gdzie się tu paliwo leje?- dopytywał leśniczy Zdzisio, obserwując jak Romuś przygotowuje drona do lotu.

- To elektryczne ustrojstwo- odpowiedział podleśniczy.

- Eee to gówno- machnął ręką leśniczy- Wszystko co na prąd to straszne gówno. Weźmy nasze komputery w kancelariach…

- Uwaga leci!- wrzasnął podleśniczy.

Romuś nie był najbardziej wykwalifikowanym operatorem dronów, toteż urządzenie, które nagle wystartowało, po krótkim locie uderzyło w gablotkę z cennikiem na sortymenty drzewne, z podpisem samego nadleśniczego, wiszącą przy wejściu do kancelarii, tłukąc szybę. Dron następnie oddalił się w kierunku kojca Szarika, bestii rodem z piekła, mieszańca wyżła z chartem afgańskim, który pierwszy raz w życiu uznał, że ma przed sobą przeciwnika, który go przerasta i schował się z trwałym, acz niezrównoważonym i monofunkcyjnym skowytem do budy. Następnie dron odleciał w kierunku nadleśnictwa, mimo że Romuś kręcił wszystkimi możliwymi trymerami usiłując sprowadzić go na ziemię.

- Mam nadzieję, że da przynajmniej popalić babom z biura- powiedział kwaśno leśniczy Zdzisio– Najgorsze, że ta maszyneria popełniła akt bezprecedensowego świętokradztwa i zaatakowała pismo z podpisem nadleśniczego. To może nam nie pójść płazem.

 

Państwo to ja!!!

12 wrz

- Do mnie pasożyty!- wrzasnął Jego Ekscelencja zza biurka.

Stado naczelników, starszych specjalistów, giermków, rybałtów, kleryków i ministrantów hurmem wpadło do gabinetu Ekscelencji, bez zbędnej zwłoki rzucając się przed zachmurzonym obliczem na podłogę.

- Nie szanujecie mnie dranie!- zawołał Derektor- Pięć sekund na was czekałem bałwany! Uch gady! Żeby tak was ospa i kuna leśna wydusiła! Zaraz macie mi tu naprawić niedociągnięcie!

- Jakie, o Wielki?!- zapytał pokornie najstarszy z zastępców.

- A gdzie macie specjalne notatniki, żeby spisywać mądrości jakie codziennie wam objawiam?! Hę?! W innych państwach mają, a u nas jakoś nikt się nie kwapi, żeby zachować dla potomności słowa swego drogiego przełożonego!

- W innych państwach?!- w leżącym tłumku rozległy się głosy zdumienia.

- Czyż nie jest powiedziane, że lasy to państwo w państwie?!- zdenerwował się Derektor- Dlatego żądam okazywania szacunku tak jak głowie państwa! Zaraz mi tu zorganizujcie wizytę międzypaństwową, bo znów będę musiał jechać do Burakseli!

Najstarszy z naczelników wstał odważnie i podszedł do biurka. Zdecydowanym ruchem otworzył szufladę, wyjął z niej pudełko z pigułkami i zwrócił się z wyrzutem do reszty podnóżków:

- Tak jak myślałem osły! Znów zjada przeterminowane!

 

Związki w leśnictwie Krużganki a Puszcza Białowieska

11 wrz

- A ty jakbyś rozwiązał konflikt białowieski?- zapytał podleśniczego leśniczy Zdzisio siorbiąc najświętszą kancelaryjną kawę, zaparzoną według receptury, gdzie kubek mógł być jedynie lekko opłukany po poprzedniej kawie (nadawało jej to szczególnego aromatu).

- Teraz to już sam nie wiem- westchnął podleśniczy- Tak wczoraj, z okazji niedzieli pochlałem i pogrilowałem, że nie mam obecnie żadnych poglądów.

- Niedziela jest od tego- zahuczała małżonka leśniczego zza ściany, rosła, postawna i niezwykle pobożna Kaszubka- Aby uczciwie pójść na mszę świętą, wy wykolejone łobuzy! Wszyscy wiedzą, że jedynym wyjściem z pata białowieskiego, jest natychmiastowe opuszczenie Unii Europejskiej, plunięcie na ten cały ONZ, że o Junesko, siedlisku lewactwa i światowego masoństwa wiadomej proweniencji nie wspomnę! No i szybka i skuteczna wyprawa na Federację Rosyjską celem odzyskania wraka.

- To wie każdy jeden debil pod naszą zlewnią mleka, ty głupia babo, ciemna i ograniczona, którą Zeus pokarał mnie za grzechy w poprzednim wcieleniu- powiedział spokojnie leśniczy- Ale to tylko we wiadomym Radio łatwo wygląda. Zwłaszcza, że nie cała Służba Leśna poszłaby na front tak ochoczo.

- Wiadomo od dawna, że w waszych szeregach mnogie są przypadki defetystów i odszczepieńców, a Bóg jedyny wie ilu z was, dranie, popiera małżeństwa jednopłciowe!- huczała małżonka- Dlatego należy was wszystkich pasożyty zastąpić!

- Kim na Zeusa?!- zdziwił się leśniczy Zdzisio- Skąd ty tyle wykwalifikowanej kadry weźmiesz durna kobieto?!

- Ha, ha, ha! Wykwalifikowanej! Ha! Ha! Przednie Dzidek! Ty jesteś najdobitniejszym przykładem, że wystarczy wikarych dla których zabrakło parafii czy żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, którzy na co dzień mają kiepsko opłacane zajęcia, wysłać na tygodniowy kurs dokształcający i mamy leśne kadry jak się patrzy!- grzmiała małżonka leśniczego.

- Jak tak słucham twoich mądrości- sapnął gniewnie w odpowiedzi leśniczy Zdzisio- Sam cieplej myślę o małżeństwach jednopłciowych! Nigdy ja tylu zgrzytów z podleśniczym nie miałem, co z tobą! A o ile mniej bym miał wydatków!!!

- No nie wiem- ziewnął podleśniczy- Ja to tylko tak tanio wyglądam…

 
 

Tak chciał Pan…

09 wrz

Narada gospodarcza w nadleśnictwie rozpoczęła się jak zwykle. Nadleśniczy oznajmił leśniczym, że są durniami, wałkoniami, pasożytami i że na miejsce takich łobuzów i hultai pod bramą nadleśnictwa czeka stu innych i gdyby tylko wiedział, że nie są jeszcze większymi bałwanami niż ci na sali, bez zbędnej zwłoki pozamieniałby jednych matołów na innych. Zapowiedział, że jeśli się nie poprawią, wszyscy wylądują na Froncie Wschodnim, mając na myśli Puszczę Białowieską.

- Mamy wrzesień- kontynuował swą arcymądrą wypowiedź pan nadleśniczy- Chcę zatem podsumować tegoroczną walkę z kornikiem na terenach poszczególnych leśnictw. Kolega inżynier nadzoru ( tu inżynier Mazgaj dostojnie skinął głową, a nawet zrobił dystyngowany ruch rękami, jakby sugerował bicie braw) przygotował szczegółowy raport. Z tego oto tu raportu wynika, że leśnictwo Mazgaje, prowadzone przez panią pełniącą obowiązki leśniczego, notabene Marysię, wypuściło kornika, a nawet doprowadziło do jego rozprzestrzenienia się po okolicznych leśnictwach! To sabotaż TZW gospodarki leśnej!

Panna Marysia w odpowiedzi czknęła znacząco:

- A pan nadleśniczy- powiedziała ziewając- Lekcji nie odrabia i zupełnie rozmija się z linią zaproponowaną przez Pana Derektora, Jego Wysokość Ekscelencję i tak dalej.

- Co?!- zaperzył się nadleśniczy- Co za bzdury opowiadasz niewiasto! Zawsze idę po linii derektorskiej i nigdy nie zrobiłem żadnego od niej odstępstwa…

- Choć rozum niejednokrotnie podpowiadał inaczej- bezczelnie dopowiedziała panna Marysia- Zanim zrobimy przerwę na fajurę, chcę podkreślić, że obecnie uważa się, że wszelkie klęski i niepowodzenia leśne, są karą za grzechy, zesłaną prosto od Pana Boga. Jakże miałam walczyć z kornikiem, skoro Ekscelencja dał nam jasno do zrozumienia poprzez niejedną swą wypowiedź, że to Niebiosa zsyłają na nas klęski, karząc za rozmaite grzeszki, a nawet i grzechy! Wstyd żeby osoba na takim stanowisku nie potrafiła pojąć chrześcijańskich fundamentów Trwałej, Zrównoważonej i Wielofunkcyjnej! Bóg tak chciał! A jeśli Bóg tak chce, to nie pomogą nawet pułapki feromonowe i korowanie!

Nadleśniczy, jego zastępca oraz inżynier nadzoru, siedzieli z otwartymi gębami. Stracili zupełnie rezon, podczas gdy Marysia kontynuowała:

- Nawet nie trzeba iść za bramę, żeby znaleźć dziesięć razy odpowiedniejszą osobę na pańskie stanowisko panie nadleśniczy. Tu na tej sali, jest ich co najmniej dziesięć! Nieprawdaż Zdzisiu?- i Marysia klepnęła leśniczego Zdzisia w ramię. Leśniczy Zdzisio, tak jak cała reszta leśniczych, zdetonowany zuchwalstwem swej eksstażystki zakrztusił się kawą.

- Nawet nie chcę sobie wyobrażać miny Jego Ekscelencji Derektora, gdyby dowiedział się, że jest w Polsce nadleśnictwo, którego ścisłe kierownictwo dewastuje podstawy TZW gospodarki, sugerując, że jedna, biedna p.o. leśniczego, skromna panienka, może przeciwstawić się Panu Bogu i zwalczyć jego zesłany przez niego dopust na terenie leśnictwa- dodała na koniec Marysia- A teraz zróbmy przerwę, bo mnie i palić się chce i suszy po wczorajszym.

W efekcie, na tym naradę zakończono.