RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘O wszystkim po trochu’

Leśne Zakłady Mięsne

23 cze

Nadleśniczy otworzył naradę, wygłaszając płomienną tyradę o zidioceniu swoich pracowników, ich głębokiej niekompetencji, przypadkach jawnego kretynizmu, a wszystko to z powodu zadania jakie otrzymał z Derekcji.

- Derekcja wskazała nasze nadleśnictwo, jako jednostkę, która ma otworzyć sklep mięsny z rozmaitą dziczyzną- zakomunikował srogim głosem nadleśniczy, dodając jeszcze kilka zdań na temat wrodzonej tępoty kilku leśniczych i że na ich miejsce za bramą czeka setka chętnych i tylko dlatego, że ci czekający są jeszcze bardziej tępi od tych na sali, nie zdecydował się ich powymieniać.

- Do czasu jednakowoż- pogroził palcem załodze nadleśniczy- W związku z naszym zadaniem, wyznaczam jako ekspedientkę pannę Marysię, obecnie piastującą zaszczytną funkcję p.o. leśniczego leśnictwa Mazgaje. Towar mamy dostarczać sami, a więc w ramach kontyngentu, każde leśnictwo ma oddawać sto kilo mięsa tygodniowo.

- Ja się nie nadaję na sklepowe!- zdenerwowała się panna Marysia, słynna eksstażystka leśniczego Zdzisia- Ja nigdy nie robiłam w branży mięsnej!

- Z drewnem daje pani radę, to i mięso pani komuś wciśnie!- zdenerwował się nadleśniczy- Ja tu się nie pytam o kompetencje, tylko zadania rozdzielam!

- A skąd my tyle dziczyzny weźmiemy?!- leśniczy Zdzisio, jako najbardziej życiowo doświadczony, dokonywał pośpiesznej kalkulacji.

- Gówno mnie to obchodzi!- rozeźlił się nadleśniczy na dobre- Ma być kuźwa sklep, ma być ekspedientka, ma być towar na półkach!!!

- No a niby gdzie ma być ten sklep?- zapytała panna Marysia, żując jakąś substancję psychoaktywną.

- Małą ma pani kancelarię do jasnej cholery?!- nadleśniczy- Wstawi się lodówki, zamrażarki, jakąś glazurę się rzuci na jedną ścianę i haki. I niech będzie ten cholerny sklep! I niech ja więcej nie słyszę głupich pytań! Niech ja mam spokój i warunki do prowadzenia TZW gospodarki leśnej!!!

- Czy kontyngent ma składać się wyłącznie z dziczyzny, czy można w ramach przymusowych dostaw, oddawać inne rodzaje mięsa. Na ten przykład wieprzowinę domową?- pytał zapobiegliwie leśniczy Zdzisio.

- Mnie to gówno obchodzi co tam będzie w sklepie!!!- huknął ręką w stół nadleśniczy- Byle reklamacji nie było!

I rozjazgotał się na dobre na temat niżu intelektualnego na sali.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Jak leśniczy Zdzisio Romusia ocalił

05 maj

Tego ponurego dnia, do kancelarii leśnictwa Krużganki wtarabaniły się dwie przedstawicielki rodzaju żeńskiego, przy czy starsza bez żadnych zwyczajowych i zabobonnych wstępów, takich jak „dzień dobry” czy „witam”, wskazała oskarżycielsko palcem na stażystę Romusia i mocnym głosem oznajmiła:

- To on!!!

Stażysta Romuś, beztrosko żujący w kącie stary kabel od prodiża (łaskawie podarowany mu przez małżonkę leśniczego, rosłą i postawną Kaszubkę), zaprzestał swej mało pożytecznej czynności i zrobił minę, która mogła oznaczać tylko jedno: nic nie rozumiał.

- A ty babo, za przeproszeniem do obory wlazłaś?!- zapytał grzecznie leśniczy Zdzisio- I co to za pokazywanie palcami na stażystów?! Może to nie jest jeszcze człowiek, ale godność swoją ma!

Starsza nie dała się wytrącić z równowagi:

- Toż ten gałgan moją córkę w stan brzemienności odmiennej wprawił!

Podobna cisza jaka zapadła w kancelarii panuje jedynie w najdalszych i najciemniejszych kątach próżni kosmicznej.

- Niby jak?!- zapytał się po chwili leśniczy Zdzisio.

- Już wy leśnicy macie na to swoje chytre sposoby!- załkała matka Dorotki- Chuligani! Łobuzy! Niby to po lesie chodzą, a tylko o jednym! Już ja w „Gazecie Wyborczej” naczytała się jak wy całą Puszczę rżniecie! I ciągle wam mało!

- Rżniemy, ale odnawiamy!- zawołał leśniczy w gniewie.

- O to właśnie chodzi!- złapała się za głowę matka Dorotki- Właśnie o to odnowienie nieszczęsne, za które zapłacicie!

- Popatrz durna babo na stażystę Romusia- powiedział spokojnie leśniczy Zdzisio- I zastanów się, czy ten tu oto Romuś, żujący właśnie gumową okładzinę starego kabla, byłby zdolny do zadania się cieleśnie z twoją córką, która notabene nie jest w jego typie, albowiem oprócz zeza rozbieżnego, kartoflanego nosa i otyłości typu centralnego, posiada ręce sięgające do kolan, a na taki typ urody znajdują się amatorzy jedynie w miastach wojewódzkich!

- Romuś!- zwrócił się do stażysty- Znasz te oto tu baby, a przynajmniej tę ciężarną?

Romuś za pomocą gulgotania, dał do zrozumienia, że według niego obydwie są ciężarne. Samych zaś bab nie zna, nie widział, nigdy w lesie takich nie gonił, bo odkąd gonił pewne stare grzybiarki wie, że taka zabawa nie ma sensu: szybko się przewracają i wrzeszczą, zamiast chyżo uciekać.

- Sama widzisz ciemna babo- sapnął leśniczy Zdzisio- Że durnia możesz szukać w innej firmie, a nie w Lasach Państwowych. U nas idiotów się nie zatrudnia.

- Dorotka, powiedz jak było!- zawołała stara.

Dorotka chrząknęła i powiedział:

- Wyszedł z lasu i ten tego… i pozamiatane. Ja w ciąży – Dorotka wzruszyła ramionami.

- Pokaż który!- zażądała matka.

- Żaden- machnęła ręką Dorotka- Tamten miał śpicrutę w ręku!

- Mazgaj!- zawołał leśniczy Zdzisio- Ha! Ha! Ha! Niech szanowne panie jadą do nadleśnictwa w Garłaczach i rozpytają się o inżyniera nadzoru. To ani chybi on!

I kiedy baby już wyszły, leśniczy Zdzisio orzekł w zadumie:

- I patrzcie, zawsze góra naodpierdala, a my szaraki ze Służby Leśnej, jako ci na pierwszej linii frontu, zbieramy za nich cięgi. Jakbym nie był taki wygadany, to byśmy musieli stażystę za tego koczkodana wydać.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Wszystkiemu winni cykliści i leśnicy!

27 kwi

Tego dnia stażysta Romuś, zazwyczaj wpadający do kancelarii leśnictwa Krużganki z energią kinetyczną godną pędzącej i przeładowanej papierówką brzozową ciężarówki, wpadł do niej jeszcze gwałtowniej i z większym hałasem niż zazwyczaj.

Leśniczy Zdzisio z podleśniczym, którzy akurat dopełniali ceremoniału wypijania porannej, najświętszej kancelaryjnej kawy, zaczęli przeklinać i złorzeczyć stażyście, albowiem cała kawa wylała się na ważne papiery (wszyscy wiemy, że na biurkach leśniczych są tylko w najwyższym stopniu ważne).

- Kuźwa twoja mać Romuś!- pieklił się leśniczy- Nie możesz wpadać do kancelarii z takim  rumorem!

Romuś jednak darł się jak opętany, robił przysiady, machał rękami niczym kastylijski wiatrak i wybałuszał oczy.

Podleśniczy który potrafił odczytywać mowę Romusia zawołał:

- Ktoś morduje jakąś babę w lesie!

- W moim lesie?!- zdenerwował się leśniczy Zdzisio- Kuźwa, zamordują jakąś babę, a ja będę odpowiadał!

- A dlaczego ty?!- zahuczała zza ściany małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka, przepędzająca czas na pobożnym podsłuchiwaniu rozmów w kancelarii.

- A nie wiesz durna babo, że w trwałym, zrównoważonym i wielofunkcyjnym leśnictwie za wszystko wini się leśniczego albo ZUL?!- wrzasnął leśniczy- Idziemy ją zakopać!

- Może da się ją jeszcze uratować?- podrapał się po głowie podleśniczy.

- Ale szpadle weźmiemy- zdecydował leśniczy Zdzisio- Prowadź Romuś!

To co stażysta Romuś wziął za usiłowanie morderstwa, okazało się nielegalnym wjazdem do lasu autem osobowym celem dania upustu chuciom i żądzom

Na to leśniczy również nie mógł pozwolić.

- Rozgonić!- leśniczy wydał polecenie służbowe Romusiowi obserwując rozwój wypadków zza świerka.

- Ale po co?- zaoponował podleśniczy- Chodźmy stąd lepiej!

- Pamiętaj co powiedziałem o odpowiedzialności związanej z TZW gospodarka leśną!- zawołał leśniczy- A potem ja będę może alimenty płacił?!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Radykalna ekologia na wsi

23 kwi

Henio Małanka, który uważał się za najwybitniejszego ekologa na wschód od Wisły, stał akurat pod nieczynną zlewnia mleka wsi Krużganki  i postponował ministra Szyszkę. Koledzy Małanki, którzy akurat zaczęli przybywać z rozmaitych zakamarków wsi, z podbitymi oczami „po wczorajszym’, dzierżąc w rękach butelki z resztkami rozmaitych „kaberne sowinią” czy wręcz „bożole nuwo”, z aprobatą kiwali głowami, słuchając tyrady ekologa.

- Zastał Puszczę pierwotną!- grzmiał Henio Małanka- A zostawi zwykły las gospodarczy, gdzie nie znajdziesz kornika, dzięcioła, ani olsu, ani grądu! Wystrzela żubry i rysie! Barbarzyńca! Wizygot! Rzekłbym nawet, że Hun!

- Brawo!- zaklaskało audytorium słysząc nareszcie jakieś znane sobie słowo.

- Wymrą jagodniki! Zniknie granicznik płucnik! Wszędzie będą panoszyć się dokarmiane jelenie i sarny, do których minister będzie strzelał niesiony w lektyce, niczym jaki maharadża!

Tu rozległy się gwizdy i buczenie, albowiem koledzy Henia Małanki nie znosili wszelkiej arystokracji, a maharadżów szczególnie, jako pochodzących z Indii (a tam przecie zabijają tygrysy, a słoni używają jako forwarderów, podlecy).

- A co robi w tym czasie Adam Wajrak?!- darł się Henio Małanka (tu pozwolił sobie na odrobinę prywaty, albowiem uważał Wajraka za konkurenta, który dzięki massmediom odbierał Małance tytuł najwybitniejszego ekologa kraju)- Czy jest jak ów Rejtan rzucający się pod harvestery i pilarki? Nie! Jeździ gdzieś po Arktykach! Zażywa wywczasu, podczas gdy Puszcza ginie! Foki ogląda!

- Nie jest głupi!- zawołali słuchacze- Toż jak ty Henio poszedł zrąb na Tamulku blokować, dostałeś tylko po mordzie od drwali, las i tak wycięto, a jeszcze leśniczy powiedział, że nie sprzeda całej waszej familii opału, dopóki on tu leśniczym. Rozumem trzeba Heniu! Rozumem!

Małanka zdenerwował się.

- Durnie! Jakim rozumem, kiedy Puszczę niszczą?! Tu trzeba ofensywnie! Nie czas na półśrodki, kiedy Puszczę atakuje żywicożercza bestia spod znaku wiadomej rozgłośni radiowej, której chodzi tylko o deski i pieniądze za nie! Cała ta instytucja, mówię tu o Lasach Państwowych, których przedstawiciel siedzi sobie tam, w tej wygodnej leśniczówce (tu wskazał leśniczówkę leśniczego Zdzisia), przeżera nasze srebra rodowe, wycinając najcenniejsze skrawki lasu!

Audytorium zaczęło się pospiesznie rozchodzić. Co innego nazwać ministra Hunem, a co innego zadzierać z miejscowym leśniczym, który może ci drewno na zimę sprzedać, albo powiedzieć, że nie ma takowego na stanie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Doroczne Zakończenia akcji odnowieniowej

31 mar

- Akcję odnowieniową na terenie leśnictwa Krużganki, uważam za zakończoną!- zawołał gromkim głosem leśniczy Zdzisio. Sadzący las odłożyli szpadle i wszyscy pospołu udali się w stronę z lekka zaniedbanej infrastruktury turystycznej.

I tak się zaczęło Zakończenie.

Najpierw statecznie. Wódkę pito kulturalnie, można rzec, że dystyngowanie; baby jak to baby, piły po pół kieliszka (tylko baby z Załuk i Wiejek piją po całym od razu), uczciwie zagryzano rozmaitymi ogórkami i kiełbasą.

Potem wznoszono toasty – na początku wypito za odnowione zręby, następnie za gniazdówki, a na koniec za nieliczne poprawki.

Później pito po kolei zdrowie leśniczego, podleśniczego, stażysty Romusia, szefa ZUL pana Barei.

Wreszcie zaczęto pić za zdrowie każdego z sadzących, a jak się zda sprawę, że par sadzących las było jedenaście, daje nam przerażającą dla każdego abstynenta, liczbę dwudziestu dwu kolejek, które należało wypić bez żadnego oszukaństwa, żeby się nikt, broń Zeusie, nie obraził.

Już przy siódmej doszło do incydentu pani Ziny z Kaziem , którzy usiłowali wyjaśnić sobie kilka nieścisłości dotyczących stosowanych podczas sadzenia lasu więźb. Po krótkiej szarpaninie, walczących rozdzielono, a pana Kazia położono spać do dołu na sadzonki.

I kiedy zaczęło się robić naprawdę interesująco, niespodziewanie nadjechał inżynier nadzoru Mazgaj.

Tylko jeden Adolf Hitler, wpadający niespodziewanie do żydowskiego żłobka, byłby w stanie zrobić bardziej przygnębiające wrażenie.

Ucichł wszelki śmiech, ucichły krzyki, rwetes radosny, który zwiastował światu odnowienie dwunastu hektarów zrębów oraz czterech hektarów gniazdówek!

Inżynier nadzoru długo celebrował wyjście ze służbowego auta, delektując się wywołaną przygnębiającą atmosferą.

- Cóż to za biesiada?- zapytał, kiedy już wreszcie stanął przed uczestnikami Zakończenia.

- Zwyczajowa- odparł leśniczy Zdzisio, biorąc na siebie przykry obowiązek rozmowy z Mazgajem- Oblewamy uroczyście zakończenie akcji odnowieniowej, zgodnie ze odwieczną tradycją, dzięki której doczekaliśmy się przepięknych lasów, które opite, rosną na chwałę Skarbu Państwa.

- Picie alkoholu w żaden sposób nie poprawia wzrostu drzew- wycedził inżynier nadzoru, układając jednocześnie we łbie straszliwą w swej wymowie notatkę służbową, która ostatecznie miała pogrążyć leśniczego Zdzisia- Zwłaszcza w godzinach pracy.

- Tylko dureń, widząc wokół wszystkie te drzewostany, które rosną wspaniale dzięki hucznym Zakończeniom, będzie twierdził, że wódka nie wpływa na udatność upraw i późniejszy przyrost drzewostanów- filozoficznie powiedział podleśniczy. Oczywiście źródłem odwagi był szereg, uprzednio wypitych kieliszków.

- Poza tym jesteśmy po godzinach – sapnął leśniczy- Inaczej nie pozwolilibyśmy sobie na taką beztroską konsumpcję. W związku z zadaniowym czasem pracy, zrobiwszy na dziś swoje, postanowiliśmy w prywatnym gronie, dokonać podsumowania dwóch tygodni wytężonych wysiłków. Robi się tak na poziomie nadleśnictw, więc nie widzę powodów, żeby tu u nas, pośród szaractwa leśnego, miałoby być inaczej.

Wtedy z dołu na sadzonki wylazł pan Kazio.

Pomyliwszy inżyniera nadzoru z panią Ziną, zaczął go obłapiać i solennie zapewniać o dozgonnej miłości, a nawet usiłował skraść inżynierowi solidnego całusa. Potem chciał koniecznie odjechać z inżynierem w siną dal, Trzymał się kurczowo drzwi terenówki i obiecywał złote góry.

- Skąd ty Zina taką maszynę wytrzasnęła?- pytał szarpiąc za drzwi.

- Tego nawet Ceremoniał Leśny nie przewidział- powiedział leśniczy Zdzisio, kiedy ostatecznie udało się Mazgajowi opuścić teren Zakończenia, a pan Kazio legł w przydrożne błoto.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Choinka dla księdza proboszcza

15 gru

- Otóż Dzidek, ksiądz proboszcz zażyczył sobie choinek do kościoła. Czterometrowe, gęste, generalnie takie żeby się nie wstydzić na Pasterce przed tłumem wiernych!- zahuczała małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka, a co więcej, nad wyraz pobożna.

- Niech se kupi i zawiezie – mruknął leśniczy Zdzisio pod nosem – Cennik wisi na płocie…

Niestety, małżonka, jak każda Kaszubka, zmysł słuchu miała wyczulony do potęgi niemożliwej do ogarnięcia rozumem.

Leśniczemu, podleśniczemu i stażyście Romusiowi wydawało się, że oto strop kancelarii runął, albo pod leśniczówką rozpoczęła się erupcja wulkanu. Tymczasem był to gniewny okrzyk małżonki leśniczego, dotkniętej prostacką odpowiedzią Zdzisia.

- Ty lewaku! Poniewierasz uświęconą latami tradycję, która nakazuje dawać choinki do kościoła nieodpłatnie! Draniu! Przeklęty przeniewierco tradycji i kultury narodu! Tfu! Wszyscyście siebie warci w tej kancelarii! Banda lewaków i nihilistów!

- Uspokój się tam zza ścianą!- wrzasnął leśniczy- Nigdzie nie ma na cenniku choinek i stroiszu żadnej adnotacji, że mam własność Skarbu Państwa rozdawać jakimkolwiek związkom wyznaniowym nieodpłatnie! Jak mi ksiądz proboszcz przyniesie pismo z nadleśnictwa, że zgadzają się na taki proceder to pogadamy! Nie będę ja na szwank narażał mojej wieloletniej kariery przez jakieś durne choinkowe zabobony!

- Właśnie tak wkładasz kij w szprychy roweru Dobrej Zmiany!- zagrzmiała małżonka- Za te choinki Dzidek, pójdziesz prosto do piekła.

- No i dobrze- zgodził się leśniczy- Nie podejrzewam, żeby była tam gorsza atmosfera niż u nas w nadleśnictwie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Leśniczy Zdzisio i stan wojenny

13 gru

Dziś w kancelarii leśnictwa Krużganki panowała cisza. Małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka, nasłuchiwała z wytężoną uwagą, ale żaden szmer nie dobiegał zza ściany.

- Co wy tam robicie, że nic a nic nie słychać?- zahuczała swym gromkim barytonem  zaniepokojona.

- Wspominamy nasz udział w stanie wojennym- odpowiedział grobowym głosem leśniczy Zdzisio.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Na co komu hukinol w bloku?

12 gru

Kiedy stażysta Romuś wszedł do kancelarii, leśniczy Zdzisio o mało nie spadł z fotela.

- Matko Jowisza Kapitolińskiego!- zawołał – Coś ty się Romuś do ONR-u zapisał?

Romuś był bowiem łysy jak kolano.

Stażysta zrobił płaczliwą minę, po czym za pomocą wycia, jęków i pochrząkiwań, opowiedział swą smutną historię.

Okazało się, że matka Romusia, kobieta zaradna i z inwencją, trzymała w pawlaczu środek do odstraszania dzików. Jak to bywa w życiu, dziwnym trafem, Romuś szukał tam swojego pluszowego misia, którego rodzeństwo, z czystej złośliwości i braku odpowiednich wzorców do naśladowania chowało. Oczywiście cała śmierdząca ciecz wylała się na głowę Romusia, który ze strachu, wybiegł na dwór, siejąc swym doniosłym rykiem, totalne przerażenie pośród sąsiadów. Włosów nie dało się uratować. Głowa jeszcze nawet teraz trochę śmierdziała.

- Po co twojej matce hukinol?- zapytał się leśniczy- Toż wy w bloku mieszkacie! W środku miasta!

Tu Romuś zrobił wielce tajemniczą minę i wychrypiał coś po swojemu.

- Co on powiedział? Nie zrozumiałam!- zahuczała zza ściany małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka.

- Powiedział, że  tylko dzięki hukinolowi, siostry Romusia mogą chodzić na dyskoteki – powiedział leśniczy Zdzisio.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Jak stażysta Romuś chciał wiedzy tajemnej nabyć

09 gru

Stażysta Romuś ślęczał nad jakąś książką w swoim kątku kancelarii.

- A odkąd ty Romuś potrafisz czytać?- zapytał zdziwiony leśniczy Zdzisio. W odpowiedzi Romuś zahuczał i zastękał.

- On pyta się, czym się różni „klasa odnowienia” od „klasy do odnowienia”- przetłumaczył Romusiowe przemówienie podleśniczy.

- Co ty kuźwa czytasz?- zaniepokoił się leśniczy- Co ty tam masz?

Okazało się, że to jakaś przedpotopowa książka z pogranicza literatury faktu i hodowli lasu.

Romuś przyjął postawę wyczekującą.

- Po co ci to wiedzieć durniu?!- zdenerwował się leśniczy- Doktorat będziesz pisał? Lepiej już wy idźcie wyznaczać trzebieże późne! Koło Tamulka nic jeszcze nie wyznaczone, ani jeden ar! A farba zdaje się zaraz termin straci!

- Ja też nie wiem czym się różnią- powiedział podleśniczy pragnąc załagodzić sytuację (pogoda była do wyznaczania wielce nieprzyjazna).

- Doskonale wiem, tylko nie chce mi się marnować czasu, kiedy ja mam tyle poczty służbowej nieprzeczytanej!- leśniczy Zdzisio denerwował się coraz bardziej- Co to za pytania w piątek, do diabła!? Wiadomo: klasa odnowienia i do odnowienia różnią się tym, że jedna jest już odnowiona, a druga nie! Znaleźli się egzaminatorzy, kuźwa wasza…

- Przyznaj się durniu, że nie wiesz!- zahuczał zza ściany szyderco małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka- Takie masz o leśnictwie pojęcie, jak ja o topografii Gabonu! Wiem, że to gdzieś w Afryce! Ha! Ha! Ha! Magister jego mać inżynier! I to leśnictwa! Ha! Ha!

Atmosfera w kancelarii zrobiła się nieprzyjemna.

Leśniczy Zdzisio siedział obrażony, a podleśniczy z Romusiem bali się odzywać, bo na dworze wiał zimny, przenikliwy wiatr i padał zacinający deszcz.

W tym momencie wpadała do kancelarii eksstażystka Marysia, obecnie piastująca funkcję p.o. leśniczego leśnictwa Mazgaje, od progu dementując pogłoskę, że Mazgaj został nowym nadleśniczym.

- Rył, rył pod starym szefem, ale się zarył!- cieszyła się jak dziecko- Wszystko zostaje po staremu!

Leśniczemu od razu humor się poprawił:

- Wyobraź sobie, że ci durnie – wskazał na podleśniczego i Romusia – Nie wiedzą nic o różnicach między klasą odnowienia, a klasą do odnowienia!

- A na chuj im to wiedzieć? Czy klupa od tego raźniej chodzi? Czy taśma się lepiej zwija i rozwija?- zdziwiła się Marysia- Czy to ułatwia wywóz? Ja tam se łba nie zaśmiecam. Napijmy się z tego wszystkiego! Pod tego Mazgaja!

I na biurku kancelarii postawiła wiadomą butelkę.

- Widzisz durniu?!- zwrócił się do Romusia leśniczy- Od dziś nawet wzroku nie kieruj w stronę półki z literaturą fachową!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Dezubekizacja w lasach

08 gru

Kiedy podleśniczy wszedł do kancelarii, ujrzał swego bezpośredniego przełożonego, leśniczego Zdzisia z mina tak zafrasowaną, jakby właśnie przegrał w karty przynajmniej pięćset złotych, albo i nawet euro.

- A cóż to za mina, godna ukrzyżowanych przy via Appia popleczników Spartakusa?- zapytał zatroskany.

- Sumienie go gryzie!- zahuczała zza ściany, nader szyderczo małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka.

- Już po mnie!- powiedział smutno Zdzisio- Nie dociągnę do emerytury na tym cholernym stołku! Niech szlag trafi te dobre zmiany! Na pewno słyszałeś o ustawie dezubekizacyjnej?

Stażysta Romuś, który dotąd spokojnie żuł resztki kabla od prodiża, jaki w łaskawości swej ofiarowała mu małżonka leśniczego, zaczął wydawać z siebie niepokojące dźwięki. Od maleńkości bowiem straszono go peerelowską bezpieką.

- A co ty masz z UB wspólnego?!- wystraszył się podleśniczy.

- Z UB nic, ale jako leśniczy, wspierałem totalitarne państwo. Pustoszyłem drzewostany, przysparzając bogactwa reżimowi komunistycznemu, a czyniłem to na taką skalę, że działania wielu komórek służb bezpieczeństwa, to dokazywania niepełnoletniej smarkaterii przy moich! Nawet mi do głowy nie przyszło, że pozyskując na taką skalę drewno sklejkowe, z czego notabene byłem słynny w całych Garłaczach, to podstępne i podłe wspieranie aparatu przemocy i zniewolenia!

- I jeszcze w ZSMP byłeś draniu!- zabuczała małżonka- Aktywnym członkiem!

- Wyrzucono mnie stamtąd!- zdenerwował się leśniczy.

- Za alkohol!- sapnęła małżonka- To akurat nie wybieli twojego życiorysu!

- Tak czy inaczej, w obecnej sytuacji materialnej państwa, tylko czekać ustawy, która zmniejszy przynajmniej o trzy czwarte wszelkie pensje, emerytury i ryczałty na dojazdy, wszelkiemu leśnemu pomiotowi, który wspierał komunistów!- ogłosił leśniczy Zdzisio- I każdy kto chociaż jeden dzień przepracował w komunistycznym lesie, zapłaci za to, bladź!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu