RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Wokół ciemnej materii.’

Ciężko być starym i mimo wszystko nic nie rozumieć

09 kwi

002Czemu biskupom i arcybiskupom przeszkadza in vitro?  Jeden czort  wie. A może i on siedzi w piekle (czekając na co poniektórych z nich), drapie się po czarnym szatańskim łbie i nic nie rozumie.

Rozbijanie atomów też jest wbrew boskiemu porządkowi. Nie po to trudził się Ojciec Niebieski sześć dni, układał porządek światowy, nie po to tworzył protony, neutrony i inne elektrony, żeby mu ludzie je potem podstępnie rozbijali. Atomy mają ustalony przez Stwórcę porządek i  ich destrukcja, to walka z tym porządkiem. Jakoś żaden z biskupów nie ogłasza z ambony, że który poseł będzie głosował za elektrownią atomową, nie dostanie w kościele komunii, Bóg się go wyrzeknie, a jego podła, czarna dusza powędruje prosto do Piekła (wprawdzie po śmierci dopiero, ale zawsze). U Ruskich większość prądu pochodzi z ichnich elektrowni atomowych, a rząd dusz sprawuje tam Cerkiew Prawosławna, jeszcze bardziej ortodoksyjna i konserwatywna niż Kościół Rzymsko-katolicki. Nie słyszałem, żeby jakiś tam metropolita rzucał klątwy na elektrownie, które rujnują porządek boski. A zatem rażący brak konsekwencji.

A kiedy grzeszne bomby  atomowe wybuchły nad Japonią, to chrześcijanie całego świata cieszyli się, że dzięki nim koniec wojny nastąpił (a żeby jeszcze tak rzucili parę na bolszewików, to dopiero by było radośnie!).

Najbardziej dziwi fakt, że przeciwko in vitro występują biskupi, którzy troskę o przyrost naturalny Polaków, poświęcili dla własnej kariery. Psy ogrodnika. Sami nie mogą mieć dzieci (oficjalnie) to innym też nie dadzą.

Kiedy się słucha tych wszystkich zgorzkniałych starców, człowiek cieplej myśli o eutanazji.

Może gdyby jeden z drugim miał wnuki (nawet z in vitro, a co!) ich starość nie byłaby tak smętna, ponura i bez żadnej nadziei.

 
 

Kardynał Terlikowski ma kota. Coraz większego

11 sty

Tomasz Terlikowski na podstawie posiadanego zwierzęcia, czyli kota orzekł, że zwierzęta nie posiadają duszy, nie posiadają obowiązków, nie mają moralności, że nikt nie czeka na nie w raju z otwartymi rękami. Zatem tak jak ludzie bez chrztu, pójdą do Otchłani (o Otchłani dowiedziałem się na lekcji religii, od mądrego skądinąd księdza proboszcza, który na pytanie, gdzie idą dzieci, które nie są ochrzczone a umierają, odpowiedział, że właśnie tam; tak jest to przerażające ale tylko do czasu inicjacji alkoholowej i pierwszego, świadomego kaca – po nim zmienia się światopogląd).

Wszyscy wiemy, że koty są skryte i nieufne. Rzadko prezentują swoje poglądy polityczne, a co dopiero wyznanie, toteż stwierdzenie, że zwierzęta nie mają duszy, na podstawie kota jest nieuprawnione. Kot prędzej cię podrapie niż się przed tobą otworzy człowieku! Pała z wiadomości weterynaryjnych! A druga pała z teologii, bo na własne oczy widziałem, jak w piśmie „Strażnica”, na pięknym rysunku przedstawiającym raj, wesoło pośród okoliczności przyrody, przechadzali się ludzie, pawie i tygrysy. A tygrys jest kotem!

Co innego pies! Gdybyś miał psa redaktorze Terlikowski, chociażby małego, wiedziałbyś, że pies posiada wszelkie atrybuty istoty świadomej, że o duszy nie wspomnę.

To pies był pierwszą istotą w Kosmosie! Zresztą więcej było psów w Kosmosie niż Polaków, a jakoś nikt nie odmawia nam, w całej zlaicyzowanej Europie, posiadania duszy.

Pies ma każde uczucie wymalowane na mordzie. Odzwierciedlają się na niej wszelkie wyrzuty sumienia. Sam, na własne oczy widziałem jak cierpiał pies (moralnie), który ukradł ze stołu mięso w piątek!

Każdy będzie miał taki raj, jaki sobie wymarzył i w moim będzie akurat całe mnóstwo zwierzątek, pięknych lasów i jezior, będą kuny i łasice i żadnego zaczadzonego ultrakatolika, który całą Wieczność spędzi pośród podobnych sobie smutnych durniów, śpiewając pieśni, od których żałości wyje dusza. Zwłaszcza psia.

 
 

Walcie się fanatycy!

08 sty

Trzeba być niezwykle zakompleksionym gnojkiem, żeby wpaść między bezbronnych ludzi i wystrzelać ich karabinem. We łbie trzeba mieć siano i trociny, a i to żałosnej jakości.

Niektórym islam bardzo zaszkodził. Do tego stopnia, że żadne leczenie, ani elektrowstrząsami, ani hipnozą nie pomoże. Żaden psychiatra nie podjąłby się nawet leczenia.

I co to miało być? Przejaw odwagi bojowników alkajdy? Na to ich stać właśnie. Wpaść znienacka między bezbronnych staruszków i wśród Allahuakbarów strzelać im w głowy. Właśnie za to pójdą do nieba i tam otrzymają mnóstwo baraniny i dziewic.

Nikt was się nie boi radykalni, islamscy fanatycy, a jeśli myślicie, że przez wasze strzelanie mniej będzie karykatur Mahometa i tego idioty kalifa Bagdadiego, to się bardzo mylicie. Będzie ich więcej.

Bo śmiech to zdrowie. Psychiczne.

indeks

 
 

Szatańska moc jednego piwa

06 sty

Kiedyś uczestniczyłem w wypadku drogowym. Duży fiat prowadzony przez pewnego pana, staranował na skrzyżowaniu kilka innych aut, w tym moje. Ów pan, miał problemy żeby opuścić swój pojazd po zdarzeniu, ale nie dlatego że odniósł jakąś szczególną podczas niego kontuzję, ale był po prostu pijany jak bela. Zapytany przez policję czy pił coś w tym dniu, odpowiedział bełkotliwie:

- Jedno piwo.

Jak się okazało po badaniu, piwo miało jakąś szatańską moc, ponieważ pan miał ponad dwa promile. Może jakieś ruskie. To by się nawet zgadzało, bo ostatnio takim piwem została „trafiona” na Ukrainie polska posłanka.

Nic by się nie wydało, gdyby pani posłanka umiała się po piwie zachować. Nie dość, że się spóźniła na samolot, to zrobiła awanturę na ukraińskim lotnisku, żądając wstrzymania lotu, tak żeby mogła swój nasączony jednym piwem organizm, umieścić w samolocie. Niestety dla pani poseł, procedury tego nie przewidują, samolot musi odlecieć o określonej godzinie, bo inaczej wszystko się rypie, mimo bezmierności przestrzeni powietrznej, wszystko ma w ruchu lotniczym określony czas i miejsce, samolotów jest dużo, a czasu mało.

Pani poseł, obrażona na Ukraińców, którym przecież ciężko pomaga w walce z Ruskimi konsumując piwo, musiała polecieć następnego dnia.

A jak tłumaczyła spóźnienie na samolot? To może zdarzyć się każdemu przecież i nie ma w tym nic dziwnego, człowiek budzika nie usłyszy, autobus nie przyjedzie, albo się zepsuje, ale pani poseł powód miała bardziej uroczy, ponieważ konsumpcja jednego piwa przeciągnęła się do rana i tak jakoś, mimo dzielnego „szafiora”, który robił co mógł, posłanka wpadła do hali odlotów po zakończeniu odprawy. No i nie opłaca się według pani poseł kłaść do łóżka, kiedy ma się wstać na samolot przed piątą. Zatem chlała jedno piwo calutka noc, a potem czasu zabrakło żeby zdążyć na aeroplan. To tak jakby dwie godziny się czekało na autobus, na zimnym przystanku i w kluczowym momencie musieć skorzystać z zaplecza, celem opróżnienia pęcherza (wiadomo, że to nieładnie, ale czasem – mus!) i w tym samym momencie autobus, przez któryśmy mało odmrożeń nie dostali, ucieka nam przed samym nosem.

Reprezentantka Narodu, który chełpi się drugą konstytucją na świecie (a takie Pigmeje nadal nie mają!).

Pani poseł ciekawie zresztą tłumaczyła konieczność spożycia piwa: przecież są święta! (rzecz działa się 25 grudnia). Wiadomo, że się cały Adwent czekało, żeby się tego piwa napić! Jak inaczej uczcić Narodziny Dzieciny? Należy wypić pępkowe! I tu się okazało, że Bozia się pogniewała za te opijanie na panią poseł i nadała piwu moc straszną. Już po jednym, straciła ona zdolność przytomnej oceny sytuacji i poczucie, że wszystko co wyrabia, zwłaszcza na lotnisku międzynarodowym inni widzą.

Obecnie pani poseł „rozważa kroki prawne” przeciwko tym, którzy ją szkalują. A rozważaj sobie, składaj pozwy, a nawet mszę zamów, reprezentantko Narodu, żeby tych wszystkich co to widzieli i opisali pokręciło i żeby kołtuna dostali!

gosWiększość pijanych, którzy coś narozrabiali, twierdzą, że wypili 1 (jedno) piwo.

 
 

Słowo na niedzielę

23 lis

Obecnie w Indiach, a dokładnie w mieście GOA odbywa się przerażający spektakl. Na widok publiczny wystawiono zwłoki świętego Francisa Xaviera. Zwłoki jak zwłoki, codziennie się je obecnie pokazuje, ale zwłoki świętego mają ponad czterysta lat i pokazuje się je wyjątkowo rzadko – raz na lat dziesięć. I w tym roku właśnie, każdy kto lubi oglądać przeróżnych Ramzesów i Tutenchamonów, może wybrać się do Indii i pooglądać sobie zasuszone doczesne szczątki świętego jezuity. Trzeba się spieszyć z bukowaniem biletów, ponieważ ta atrakcja będzie trwała jedynie do 4 stycznia, potem ciało się schowa, żeby mogło się poprzewracać w szklanej trumnie.

Po śmierci świętego, jak to u chrześcijan, każdy chciał mieć kawałeczek świętego u siebie. Na szczęście skończyło się tylko na odcięciu prawej ręki i wysłaniu jej do Rzymu, gdzie przechowuje się je w srebrnym relikwiarzu ( co leczy i na jakie schorzenia działa – nie napisano).

Nie wiadomo jak to wytłumaczyć dzieciom. Zabrania się im latać po wsi przebranym za szkieletory i kościotrupy w Haloween, ale kazać im stać w kilometrowych kolejkach, żeby oglądały makabryczną zawartość szklanej trumny jest już w porządku. Zgodnie z zasadą Kalego – „Jak nas straszyć to niedobrze. Jak my straszyć to bardzo, bardzo dobrze!”. Nawet dynia jest mniej straszna niż mumia świętego Franciszka, a przecież wszyscy wiedzą, że nie ma straszniejszego warzywa niż dynia (poza tym zapewnia bezpośrednią łączność z Szatanem).

mumia-crop

Dynia nie jest tak przerażająca.

 
 

Losowanie jako najwyższa forma demokracji

22 lis

Najgłupsze w tych wyborach jest to, że trzeba głosować na konkretnego człowieka. I to w dodatku tylko na takiego, jakiego umyślił sobie wystawić w wyborach Najjaśniejszy Pan Prezes lub Jej Ekscelencja Przewodnicząca. To tak jakbym poszedł do sklepu, gdzie sklepowa Bronia, pozwoliłaby mi wybierać spomiędzy dwóch czerstwych bułeczek. To już lepiej niech sklepowa sama wrzuci do torby co potrzeba. Powinno się głosować na partię. Już potem prezes czy inna persona, będzie wiedział kogo na stołku posadzić. Mniej byłoby zamieszania z kampanią wyborczą. Po co tyle twarzy na plakatach? Wystarczy jedna gęba szefa partii, jedno hasło. Nikt by się nie ośmieszał produkując swoje filmiki wyborcze. Ludzie by nie głupieli. Karta do głosowania byłaby bez nazwisk, tylko same partie. Obliczanie głosów byłoby banalnie proste, nawet dla Polaków. PIS tyle, PO tyle, PSL tyle i tyle, wszystko w porządku alfabetycznym, prosto i sprawnie. Pomyliłby się tylko idiota. Głosy oddane na partie szybko przeliczane byłby na mandaty. Szef partii siadałby przy stoliku i w elegancki sposób decydował kto może być radnym, posłem, senatorem.

Głosowanie na prezydentów i burmistrzów to też głupota. Powinno być losowanie jako najwyższa forma demokracji. Jest to metoda sprawiedliwa, która nikogo nie faworyzuje, nikogo nie krzywdzi, takie LOTTO od lat stosuje losowanie i nikt się tam nie skarży, że kogoś w totolotku oszukano.

 
 

Chińczyki trzymają się mocno!

17 lis

Jest rzecz na świecie, której Chińczycy przy całym swoim geniuszu do kopiowania, nie potrafią skopiować za cholerę. Jest to kość słoniowa, pochodząca z ciosów słoni afrykańskich. Łatwiej uszyć bluzkę, przerobić na niej napis na Vesrace, czy buty pod marką Dadisa z odpowiednim logo, ale słoń jest jeszcze dopóki co, dla chińskich inżynierów wyzwaniem (spokojna głowa, podrobią w końcu i słonia).

Kość słoniowa jest Chińczykowi, tak jak Łaska Pańska do zbawienia – niezbędna. Bez kości źle sypia, ma słaby apetyt, życie zawodowe to dno, a sypialniane porażki to prawdziwy dramat. Żadna Chinka nie chce sypiać z facetem, który nie ma porządnej kości słoniowej. Dlatego obywatele najludniejszego państwa świata, masowo przemierzają Afrykę, w poszukiwaniu choćby kawałka tego deficytowego towaru. Oczywiście z przeróżnym skutkiem, ponieważ handel tym towarem jest powszechnie zakazany. Stu pięćdziesięciu Chińczyków  zostało uwięzionych w Afryce w zeszłym roku, w związku z handlem kością słoniową. Kto widział w tv kilka miast czy wsi na Czarnym Lądzie, może sobie wyobrazić tamtejsze więzienie, pobyt w nim przyjemnością to na pewno nie jest, więc trzeba stwierdzić, że determinacja rodaków Bruce Lee jest ogromna.

Wiadomo – ciosów nie wyrywa się słoniom żywym. Nie czeka się też aż same zdechną ze starości, toteż afrykańscy kłusownicy, mordują słonie, ku uciesze chińskich handlarzy i klientów. Kiedy pierwszy etap procederu zakończy się sukcesem, słoń leży zaciukany, ciosy ma wyrwane, następuje drugi. Znacznie gorszy. Należy kość słoniową dostarczyć do Chin, a nie jest to wcale łatwe, ponieważ cały czas jakieś kanalie pilnują żeby handel kością się nie odbywał. Okazało się jednak, że i na to jest rada, ponieważ prezydent Chin, uwaga, jest CHIŃCZYKIEM! On zapewne też potrzebuje kości słoniowej! Prezydent Chin dysponuje podczas podróży zagranicznych samolotem i to nie jakimś małym, jak nasz prezydent, ale porządnym jumbo-jetem. Jumbo – jet, jak sama nazwa wskazuje, służy również do przewozu słoni, a właściwie ich cennych fragmentów, w postaci wyrwanych ciosów. Poza tym samolotu prezydenta żadna swołocz nie będzie sprawdzała. Pomysłowi Chińczycy do spółki z żądnymi grosza Afrykańczykami, umyślili sobie wykorzystać prezydencki samolot do przewozów cargo.

Sprawa się wydała przy okazji zeszłorocznej wizyty chińskiego prezydenta Xi w Tanzanii. Tam właśnie napakowano do luków bagażowych słoniowego dobra, nie bacząc na nadbagaż. Były tego tony. Nawet Wizzair by tyle nie zabrał, a przecież wozi Polaków, którzy powoli wywożą Polskę w bagażu rejestrowym. Oczywiście wszyscy zaprzeczają, choć Brytyjczycy ze środowiskowej agencji śledczej (czy jakoś tak) mają niezbite nagrania i dowody.

Zastanawiam się, czego napakowano do prezydenckiego samolotu z okazji wizyty przywódcy Chin w Polsce. Może napakowali mu tam żubrów? Wprawdzie nie słyszałem o działaniu żubrzego szkieletu na podniesienie sprawności seksualnej u Słowian (lepiej się nachlać piwa i wódki, wprawdzie efekt poniżej pasa jest słaby, ale gadka lepsza), ale Chińczycy mają pewnie inny metabolizm i może po zjedzeniu sproszkowanego żebra Króla Puszczy, są w łóżku jak ruskie buldożery? Niezmordowani?

Chińska medycyna nieraz zadziwiła świat. Tylko dlaczego nie sprawia, że ludzie stają się mądrzejsi?

 

 

 
 

Montezuma był Turkiem!

16 lis

Prezydent Turcji, o przewrotnym imieniu Recep i nazwisku przewrotnym jeszcze bardziej – Erdogan, ujawnił całemu światu, że wyspa Kuba, została odkryta przez muzułmanów i to na wiele lat  zanim dotarł tam niejaki Kolumb. Ponoć na jakiejś kubańskiej górze, ten genueński podróżnik, ujrzał  wielki meczet i nawet zapisał to w swoich notatkach, tyle że potem chrześcijańscy kronikarze wszystko potem pokiełbasili i zatuszowali  fakt, że mieszkańcami Kuby byli w 1492 Arabowie.

Prawdopodobnie tak mogło być. Natomiast muzułmańska diaspora na Kubie uległa chyba jakiejś erozji moralnej, ponieważ Hiszpanów witały na kubańsko -arabskiej ziemi przeważnie osoby gołe, zwłaszcza panie, które obnosiły się ze swoim biustem. Zapewne podczas długiej morskiej podróży, zgubili swoją świętą księgę, która zabrania łazić bez ubrania, a jak pokazują liczne przykłady, człowiek kiedy nie ma przy sobie żadnego świętego pisma, natychmiast normalnieje. Stąd więc wziął się ich naturyzm. Tymczasem prezydent Turków chciałby meczet na Kubie odbudować, ponieważ nic już więcej Kubańczykom do szczęścia nie potrzeba (mają przecież od czasu do czasu prąd, a w kranach często bywa woda) jak świątyni z minaretem.

Jest wiele miejsc, gdzie mogło dojść do podobnych przypadków. Na Księżycu też pewnie muzułmanie wylądowali jako pierwsi i nawet zdołali wybudować tam mały meczet, ale prawdopodobnie ze względu na słabą grawitację, odleciał później w przestrzeń kosmiczną.

Kto był pierwszy na Biegunie Południowym? Norweg o nazwisku Amundsen? Ha! Dobre żarty! Wszyscy mogą się domyśleć jaka tam flaga zawisła. Oczywiście świat się o tym nie dowiedział, bo jak zwykle zawiodły środki masowego przekazu. Jakby wtedy istniał tłiter czy inne cholerstwo, wszyscy doskonale by wiedzieli, kto pierwszy postawił nogę na Biegunie.

Kto pierwszy stanął na Evereście? Nie żartujcie państwo! Żaden Hillary! Wszystko to kłamstwo! Zapewne miał na imię Abdulrahman. Po dziadku.

Prezydent Erdogan ma nadzieję, że dzięki meczetowi odzyska władzę nad Kubą. Nie wiadomo co na to wszystko Fidel Castro, ale na pewno się dziwi, bo wszędzie na świecie Turcy zaczynają od budek z kebabami, a tu od razu – meczet.

 
 

Na polskie brudy – polski proszek!

14 lis

„Widzisz i nie grzmisz Panie Boże!” – taka tylko myśl przyszła mi do głowy, kiedy w samym centrum Gdańska, zauważyłem na pewnym budynku napis: „NIEMIECKA CHEMIA”.

Serce mi zadrżało, bo dobrze człowiek pamięta ze szkoły i filmów, co to znaczy „NIEMIECKA CHEMIA”. Po chwili jednak zrozumiałem, że wcale nie chodzi o niemiecki cyjanowodór, a o środki chemii gospodarczej. Proszki do prania, płyny do płukania, mydło, powidło.

Świat na głowie staje. Kiedyś Niemiec, Prusak walczył z Narodem za pomocą Kulturkampfu, a teraz, po dwóch przegranych wojnach, kiedy wie, że w sposób kulturalny nas nie załatwi, usiłuje pokonać nas proszkiem do prania, chce nam pokazać, że polski proszek jest do niczego, że tylko teutoński, germański jest w stanie sprać słowiańskie brudy. I to gdzie?! W mieście, gdzie Szlezwik Holsztajn bombardował polskich żołnierzy, gdzie Jan Heweliusz warzył piwo i obserwował gwiazdy, a Krzyżacy dokonali barbarzyńskiej rzezi!

Matko Polko! Czy naprawdę niemiecki proszek pachnie lepiej? Czy lenor zza Odry sprawi, że sweterek twojej pociechy będzie bardziej miękki w dotyku? Wątpię, a nawet gdyby, to prawdziwy Polak, powinien prać tylko w polskim proszku. Nie zapytam nawet w jakim proszku Polak patriota powinien prać flagę narodową, bo ten kto pierze ją w obcym kulturowo środku piorącym, będzie smażył się w piekle! Nie wspomnę już o szaliku reprezentacji narodowej w futbolu!

Wmówili nam, że mają lepsze autostrady, że mają lepsze samochody, kawę i cukierki, teraz przyszedł czas na niemiecką chemię, a czym to się skończy? Może w końcu przyjdą i będą nam wmawiać, że i kobiety mają lepsze? Niedoczekanie!

Powinniśmy im zawieźć swoje proszki! A niech im nie będzie już tak miło! Niech mają pranie brzydko pachnące! Niech poczują gorszy płyn do płukania tkanin! Niech myją naczynia takim płynem, od którego tłuszcz nie schodzi już tak łatwo! I zawieźmy im polskie nugaty, niech już im nie będzie tak smacznie i słodko!

 

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Wokół ciemnej materii.

 

Zawód księdza też nie jest dla wszystkich

10 lis

Wzruszyła mnie bardzo historia z Danii, gdzie parafianie nie zgodzili się z decyzją przełożonych pewnego pastora, którzy postanowili odwołać go ze stanowiska. Powód był mało prozaiczny, ponieważ dzielny pastor, publicznie przyznał, że nie wierzy w Boga, a życie wieczne to generalnie same bajki. O ile biskup zdenerwował się na pastora bardzo, to parafianie stwierdzili, że mało interesują ich prywatne poglądy duszpasterza, może sobie w Boga nie wierzyć, dopóki elegancko i miło wypełnia swoje obowiązki w parafii. Stanowisko pastor zachował.

Lepiej bowiem żeby ksiądz był niewierzący, niż żeby był niemiłym, nieżyczliwym i nieprzyjaznym ludziom człowiekiem, który zjawił się na swoim stanowisku jako poszukujący etatu. Czyli takim, który wybitnie minął się z powołaniem. Są przecież inne zawody w których można do woli nękać ludzi, żeby oddali swoje pieniądze. Można zostać komornikiem sądowym, a jak komuś nie chce się uczyć, można zostać zwykłym windykatorem.

Lepszy ksiądz ateista niż taki, który z ambony piekli się przeciwko cudzołożnikom, a po południu, gna do swojej tajnej rodziny. Rodzinie można zabezpieczyć byt nie tylko jako ksiądz, a inne zawody mają tę zaletę, że ani małżonki, ani pociech nie trzeba ukrywać.

Jeśli lubisz wychlać, masz ciągoty do zataczania się w miejscach publicznych, niekoniecznie musisz być posłem na Sejm. Są w Polsce takie zawody, gdzie takie zachowanie jest dopuszczalne. Możesz zostać na przykład prywatnym przedsiębiorcą i lądować codziennie w Izbie Wytrzeźwień. Możesz rozrabiać z małżonką w samolocie, możesz szarpać się z policją, możesz udawać, że się odlewasz w miejscu publicznym ile razy chcesz. Tylko nie jako polityk, przedstawiciel władz państwowych, którego obowiązują wyższe standardy.

Jeśli lubisz kombinować, jeśli lubisz geszefty z lewymi delegacjami, jeśli lubisz zachowywać się jak gówniarz, który podrabia podpisy księdza z rekolekcji, żeby go dopuścili do bierzmowania, nie pchaj się bracie na stołek, na którym powinieneś zachowywać się więcej niż przyzwoicie. Wprawdzie nie ma takiego zawodu w którym mógłbyś się spełniać w taki sposób, ponieważ wszędzie łamałbyś prawo, ale lepiej już zostań regularnym bandziorem, bo po bandziorze nikt się nie spodziewa, że będzie uczciwym, prawdomównym i trzeźwym na występach w Madrycie czy Barcelonie, finansowanych przez podatników.

Smutne, że nieboszczyk Andrzej Lepper miał rację, wołając na sali sejmowej, że Wersalu już tam nie będzie. No i nie ma. Są za to „picki”* w garniturach i modnych okularach, wystylizowani na co najmniej małżonków Dżenifer Lopez, którzy generalnie zajmują się w nim wylewaniem szamba. Tak się jednak kończą wszystkie wybory, gdzie jedynym kryterium staje się to, jak kto wygląda na plakacie wyborczym.

Cała ta historia z posłami w Madrycie skończy się jednym – mniej ludzi pójdzie na głosowanie, ponieważ wyborcy mają już tylko mdłości nad urną, a wynik wyborów to już tylko tych mdłości efekt.

*(picek – osoba przesadnie ufryzowana i wyelegantowana w rozmaite garnitury, oblana wielką ilością wód toaletowych, sprawiająca, że najbliższe otoczenie narażone jest na mdłości)