RSS
 

Największa głupota- niezapowiedziana kontrola!

13 maj

Tego dnia inżynier nadzoru Mazgaj, wpadł z niezapowiedzianą kontrolą do leśniczówki Krużganki z taką werwą, jakby zamierzał dzięki tej kontroli dostąpić odkupienia grzechu pierworodnego.

- Proszę o okazanie kontrolki pułapek feromonowych na kornika drukarza- powiedział jadowicie, po inżyniersku.

Leśniczy Zdzisio z podleśniczym i stażystą Romusiem siedzieli niebywale zaskoczeni. Kubki z Najświętszą Kancelaryjną Kawą utknęły gdzieś w połowie drogi między blatem biurka, a gębami. Romuś usiłował przewrócić się z pleców na brzuch i stękał z wysiłku.

- Tu są- powiedział leśniczy Zdzisio wskazując na cmentarzysko papierów na biurku, gdzie pośród wszelkiego celulozowego bałaganu, leżały dostojnie wiadome kserokopie, nieco zalane fusami.

- Dlaczego one tak wyglądają?- zimno zapytał się inżynier- Dobrego leśniczego cechuje dbałość o dokumentację leśnictwa.

- Dobrego i owszem- ziewnął leśniczy Zdzisio- A ja mam prostatę, kamicę nerkową, podagra mnie męczy, o bólu zębów nie wspomnę, a jeszcze wczoraj miałem sraczkę. Nie mam warunków zdrowotnych żeby być dobrym leśniczym, więc jestem jaki jestem.

Mazgajowi mało monokl nie wypadł ze złości.

- Cóż to za idiotyzmy popisane?- zapytał nagle- Odkąd ilość odłowionych chrząszczy podajemy w cetnarach i kopach?! Hę!?

- To Romuś pisał- zmieszał się leśniczy i zaczerwienił- Prawdę powiedziawszy nie miałem czasu zajrzeć co on tam pisze.

- I co to za rysunki na służbowym druku najświętszego zarachowania!- zawołał oburzony inżynier nadzoru- Gołe baby?! 

W tym momencie Romuś, dla uratowania sytuacji, gwałtownym ruchem wyszarpał z ręki Mazgaja kontrolkę i wraził ją sobie w otwór gębowy, celem bezzwłocznej utylizacji.

Nie byłby jednak Mazgaj inżynierem z prawdziwego zdarzenia, gdyby raz uchwycony w chciwe pazury papier z rąk wypuścił, toteż oprócz kartki papieru, do przestronnej paszczy Romusia dostało się kilka palców inżynierskich.

- Aaaa!- wrzasnął inżynier nadzoru, kiedy zęby Romusia zacisnęły się na nieszczęsnych paluchach.

- Ale go ujebał!- złapał się za głowę podleśniczy- Romuś! Nie gryź!

- Odgryzł?!- dopytywał się leśniczy, tłukąc kablem po łbie stażystę, który najwyraźniej doznał szczękościsku.

- Ratunku!!!- wrzeszczał Mazgaj- Moje palce! Jak ja teraz będę notatki służbowe sporządzał!?

Koniec końców Romuś otworzył gębę i wypuścił z niewoli nieszczęsne paluchy inżyniera nadzoru. Te wyglądały marnie, bo zakrwawione i sine, stanowiły obraz nędzy i rozpaczy, nawiązując do największych tradycji TZW gospodarki leśnej.

- A apteczki nie mamy – uspokoił się leśniczy Zdzisio- Nadleśnictwo nie dało nowej, a w starej bandaże się przeterminowali, toteż musi się pan inżynier pofatygować do jakiego lekarza. Co do szczepienia przeciw wściekliźnie, to akurat bez strachu, bo jak szczepiliśmy Szarika, to akurat Romuś kręcił się obok, tośmy zaszczepili i jego. A następnym razem, niech zapowiada kontrole, bo sam widzi jakie jaja są z tych niezapowiedzianych.

 

Jak leśniczy Zdzisio Romusia ocalił

05 maj

Tego ponurego dnia, do kancelarii leśnictwa Krużganki wtarabaniły się dwie przedstawicielki rodzaju żeńskiego, przy czy starsza bez żadnych zwyczajowych i zabobonnych wstępów, takich jak „dzień dobry” czy „witam”, wskazała oskarżycielsko palcem na stażystę Romusia i mocnym głosem oznajmiła:

- To on!!!

Stażysta Romuś, beztrosko żujący w kącie stary kabel od prodiża (łaskawie podarowany mu przez małżonkę leśniczego, rosłą i postawną Kaszubkę), zaprzestał swej mało pożytecznej czynności i zrobił minę, która mogła oznaczać tylko jedno: nic nie rozumiał.

- A ty babo, za przeproszeniem do obory wlazłaś?!- zapytał grzecznie leśniczy Zdzisio- I co to za pokazywanie palcami na stażystów?! Może to nie jest jeszcze człowiek, ale godność swoją ma!

Starsza nie dała się wytrącić z równowagi:

- Toż ten gałgan moją córkę w stan brzemienności odmiennej wprawił!

Podobna cisza jaka zapadła w kancelarii panuje jedynie w najdalszych i najciemniejszych kątach próżni kosmicznej.

- Niby jak?!- zapytał się po chwili leśniczy Zdzisio.

- Już wy leśnicy macie na to swoje chytre sposoby!- załkała matka Dorotki- Chuligani! Łobuzy! Niby to po lesie chodzą, a tylko o jednym! Już ja w „Gazecie Wyborczej” naczytała się jak wy całą Puszczę rżniecie! I ciągle wam mało!

- Rżniemy, ale odnawiamy!- zawołał leśniczy w gniewie.

- O to właśnie chodzi!- złapała się za głowę matka Dorotki- Właśnie o to odnowienie nieszczęsne, za które zapłacicie!

- Popatrz durna babo na stażystę Romusia- powiedział spokojnie leśniczy Zdzisio- I zastanów się, czy ten tu oto Romuś, żujący właśnie gumową okładzinę starego kabla, byłby zdolny do zadania się cieleśnie z twoją córką, która notabene nie jest w jego typie, albowiem oprócz zeza rozbieżnego, kartoflanego nosa i otyłości typu centralnego, posiada ręce sięgające do kolan, a na taki typ urody znajdują się amatorzy jedynie w miastach wojewódzkich!

- Romuś!- zwrócił się do stażysty- Znasz te oto tu baby, a przynajmniej tę ciężarną?

Romuś za pomocą gulgotania, dał do zrozumienia, że według niego obydwie są ciężarne. Samych zaś bab nie zna, nie widział, nigdy w lesie takich nie gonił, bo odkąd gonił pewne stare grzybiarki wie, że taka zabawa nie ma sensu: szybko się przewracają i wrzeszczą, zamiast chyżo uciekać.

- Sama widzisz ciemna babo- sapnął leśniczy Zdzisio- Że durnia możesz szukać w innej firmie, a nie w Lasach Państwowych. U nas idiotów się nie zatrudnia.

- Dorotka, powiedz jak było!- zawołała stara.

Dorotka chrząknęła i powiedział:

- Wyszedł z lasu i ten tego… i pozamiatane. Ja w ciąży – Dorotka wzruszyła ramionami.

- Pokaż który!- zażądała matka.

- Żaden- machnęła ręką Dorotka- Tamten miał śpicrutę w ręku!

- Mazgaj!- zawołał leśniczy Zdzisio- Ha! Ha! Ha! Niech szanowne panie jadą do nadleśnictwa w Garłaczach i rozpytają się o inżyniera nadzoru. To ani chybi on!

I kiedy baby już wyszły, leśniczy Zdzisio orzekł w zadumie:

- I patrzcie, zawsze góra naodpierdala, a my szaraki ze Służby Leśnej, jako ci na pierwszej linii frontu, zbieramy za nich cięgi. Jakbym nie był taki wygadany, to byśmy musieli stażystę za tego koczkodana wydać.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Wszystkiemu winni cykliści i leśnicy!

27 kwi

Tego dnia stażysta Romuś, zazwyczaj wpadający do kancelarii leśnictwa Krużganki z energią kinetyczną godną pędzącej i przeładowanej papierówką brzozową ciężarówki, wpadł do niej jeszcze gwałtowniej i z większym hałasem niż zazwyczaj.

Leśniczy Zdzisio z podleśniczym, którzy akurat dopełniali ceremoniału wypijania porannej, najświętszej kancelaryjnej kawy, zaczęli przeklinać i złorzeczyć stażyście, albowiem cała kawa wylała się na ważne papiery (wszyscy wiemy, że na biurkach leśniczych są tylko w najwyższym stopniu ważne).

- Kuźwa twoja mać Romuś!- pieklił się leśniczy- Nie możesz wpadać do kancelarii z takim  rumorem!

Romuś jednak darł się jak opętany, robił przysiady, machał rękami niczym kastylijski wiatrak i wybałuszał oczy.

Podleśniczy który potrafił odczytywać mowę Romusia zawołał:

- Ktoś morduje jakąś babę w lesie!

- W moim lesie?!- zdenerwował się leśniczy Zdzisio- Kuźwa, zamordują jakąś babę, a ja będę odpowiadał!

- A dlaczego ty?!- zahuczała zza ściany małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka, przepędzająca czas na pobożnym podsłuchiwaniu rozmów w kancelarii.

- A nie wiesz durna babo, że w trwałym, zrównoważonym i wielofunkcyjnym leśnictwie za wszystko wini się leśniczego albo ZUL?!- wrzasnął leśniczy- Idziemy ją zakopać!

- Może da się ją jeszcze uratować?- podrapał się po głowie podleśniczy.

- Ale szpadle weźmiemy- zdecydował leśniczy Zdzisio- Prowadź Romuś!

To co stażysta Romuś wziął za usiłowanie morderstwa, okazało się nielegalnym wjazdem do lasu autem osobowym celem dania upustu chuciom i żądzom

Na to leśniczy również nie mógł pozwolić.

- Rozgonić!- leśniczy wydał polecenie służbowe Romusiowi obserwując rozwój wypadków zza świerka.

- Ale po co?- zaoponował podleśniczy- Chodźmy stąd lepiej!

- Pamiętaj co powiedziałem o odpowiedzialności związanej z TZW gospodarka leśną!- zawołał leśniczy- A potem ja będę może alimenty płacił?!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Radykalna ekologia na wsi

23 kwi

Henio Małanka, który uważał się za najwybitniejszego ekologa na wschód od Wisły, stał akurat pod nieczynną zlewnia mleka wsi Krużganki  i postponował ministra Szyszkę. Koledzy Małanki, którzy akurat zaczęli przybywać z rozmaitych zakamarków wsi, z podbitymi oczami „po wczorajszym’, dzierżąc w rękach butelki z resztkami rozmaitych „kaberne sowinią” czy wręcz „bożole nuwo”, z aprobatą kiwali głowami, słuchając tyrady ekologa.

- Zastał Puszczę pierwotną!- grzmiał Henio Małanka- A zostawi zwykły las gospodarczy, gdzie nie znajdziesz kornika, dzięcioła, ani olsu, ani grądu! Wystrzela żubry i rysie! Barbarzyńca! Wizygot! Rzekłbym nawet, że Hun!

- Brawo!- zaklaskało audytorium słysząc nareszcie jakieś znane sobie słowo.

- Wymrą jagodniki! Zniknie granicznik płucnik! Wszędzie będą panoszyć się dokarmiane jelenie i sarny, do których minister będzie strzelał niesiony w lektyce, niczym jaki maharadża!

Tu rozległy się gwizdy i buczenie, albowiem koledzy Henia Małanki nie znosili wszelkiej arystokracji, a maharadżów szczególnie, jako pochodzących z Indii (a tam przecie zabijają tygrysy, a słoni używają jako forwarderów, podlecy).

- A co robi w tym czasie Adam Wajrak?!- darł się Henio Małanka (tu pozwolił sobie na odrobinę prywaty, albowiem uważał Wajraka za konkurenta, który dzięki massmediom odbierał Małance tytuł najwybitniejszego ekologa kraju)- Czy jest jak ów Rejtan rzucający się pod harvestery i pilarki? Nie! Jeździ gdzieś po Arktykach! Zażywa wywczasu, podczas gdy Puszcza ginie! Foki ogląda!

- Nie jest głupi!- zawołali słuchacze- Toż jak ty Henio poszedł zrąb na Tamulku blokować, dostałeś tylko po mordzie od drwali, las i tak wycięto, a jeszcze leśniczy powiedział, że nie sprzeda całej waszej familii opału, dopóki on tu leśniczym. Rozumem trzeba Heniu! Rozumem!

Małanka zdenerwował się.

- Durnie! Jakim rozumem, kiedy Puszczę niszczą?! Tu trzeba ofensywnie! Nie czas na półśrodki, kiedy Puszczę atakuje żywicożercza bestia spod znaku wiadomej rozgłośni radiowej, której chodzi tylko o deski i pieniądze za nie! Cała ta instytucja, mówię tu o Lasach Państwowych, których przedstawiciel siedzi sobie tam, w tej wygodnej leśniczówce (tu wskazał leśniczówkę leśniczego Zdzisia), przeżera nasze srebra rodowe, wycinając najcenniejsze skrawki lasu!

Audytorium zaczęło się pospiesznie rozchodzić. Co innego nazwać ministra Hunem, a co innego zadzierać z miejscowym leśniczym, który może ci drewno na zimę sprzedać, albo powiedzieć, że nie ma takowego na stanie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Dopalacze, a TZW gospodarka leśna

13 kwi

- W związku z pismem z Regionalnej Derekcji zakładamy w nadleśnictwie zespół mandolinowy- oznajmił na naradzie nadleśniczy.

Leśniczy Zdzisio momentalnie się spocił. Miał na pieńku z zastępcą nadleśniczego, inżynierem nadzoru, połową bab z biura i służbowym kotem nadleśnictwa, przez co w jednej chwili zrozumiał, że zostanie wytypowany do składu zespołu.

- Po cóż nam taki zespół?- zapytała się odważnie eksstażystka Marysia, obecnie piastująca odpowiedzialne stanowisko p.o. leśniczego leśnictwa Mazgaje.

- Nasze działania na niwie edukacji przyrodniczo-leśnej w skali nadleśnictwa okazały się niewystarczające, a jej długofalowe efekty więcej niż mizerne. Więcej ludzkości, zwłaszcza tej po miastach, bardziej jest podatna na propagandę Wajraka aniżeli na naszą. Toteż tym mandolinowym zespołem Derekcja chce przejść do kontrofensywy –wyjaśnił nadleśniczy – Grać będą wszyscy, bez wyjątku. Teren, baby z biura, a nawet kadra kierownicza.

- To jaki my repertuar będziemy grali?- dopytywała Marysia- Żeby ludzkość pojęła sens wycinki zrębów?

- Ludowe pieśni, sławiące Trwałą, Wielofunkcyjną i Zrównoważoną gospodarkę leśną. Na etacie w Derekcji został zatrudniony specjalista, który będzie zajmował się szkoleniami i układaniem tekstów. Docelowo w nadleśnictwach ma się tym zajmować Dział Techniczny.

- A skąd ja mędolinę wezmę?- odezwał się w końcu leśniczy Zdzisio.

- Nie gadajcie, że przy waszych poborach nie możecie kupić sobie zasranej mandoliny!- zdenerwował się nadleśniczy- W każdym sklepie z mandolinami można ją sobie kupić! Wszystko wam dać, kuźwa! Funkcyjne! Ryczałt rozjazdowy! Urlop wypoczynkowy! A ten nie może sobie mandoliny kupić! Za tydzień pierwsza próba. O osiemnastej. Wszyscy stawią się z mandolinami!!!

- Ale to po godzinach pracy…- ziewnęła Marysia- Nie będę ja z siebie idiotki robiła za darmo.

- Przypominam, że jest pani w Służbie Leśnej!- nadleśniczy wypowiedział to tonem bazyliszkowym- A Służba oznacza służbę!

- Ja mam wizytę u psychoterapeuty i nie przyjdę- odparła zdecydowanie Marysia- Rzucam właśnie dopalacze. Przynajmniej te mocniejsze.

Nadleśniczy otworzył usta.

- Rzucam, bo trzebieże późne wyznaczone pod ich wpływem, wyglądają cokolwiek „niepodręcznikowo”- wyjaśniła Marysia- Mazgaj już cztery notatki na mnie napisał. Po zwykłej wódce nigdy się nie przypier… ten tego, a po tym „szajsie” cały czas się czepia, że się zwarcie luźnym uczyniło!

- A co będzie jak zespół mandolinowy nie pokona propagandy Wajraka?- zastanowił się głośno leśniczy Zdzisio.

- Może tak być- dodała Marysia- On strasznie chytry. Rzępolenie na bałałajkach może nam nie pomóc.

- Derekcja ma plan „B”- powiedział złowieszczo nadleśniczy- Nazywa się to roboczo: „Leśny striptis”…

 

Lustereczko Pana Derektora

11 kwi

- Lustereczko powiedz przecie, kto jest największym mędrcem i erudytą w całym wielofunkcyjnym, zrównoważonym i trwałym leśnictwie Rzeczypospolitej?- zapytał chytrze Jego Ekscelencja patrząc się swym badawczym i przenikającym niczem promienie rentgenowskie wzrokiem, na lustro umieszczone na biurku.

Lustro milczało.

Derektor powtórzył pytanie jeszcze dwa razy, za każdym razem nieco groźniej, aż w końcu zagroził mu konsekwencjami służbowymi.

Lustro nie wypowiedziało ani słowa.

- Który z was, sukinsyny, bawił się moim lusterkiem?!- wrzasnął Ekscelencja do naczelników i innych giermków, którzy w oczekiwaniu na rozkazy i polecenia służbowe, oczekiwali pokotem przed drzwiami gabinetu.

- O Najmędrszy!- zawołał najstarszy z naczelników i zastępców- Żaden z nas tego nie robił, albowiem strach, główne źródło wszechdziałania w ramach TZW gospodarki leśnej nam nie pozwala na to!

- To czemuż nie udziela mi żadnych odpowiedzi?!- pieklił się Ekscelencja- Co ja może ustawowe dwa tygodnie będę czekał, aż mi łaskawie powie, że to ja jestem najmądrzejszy?!

- Po cóż co lustro o Najmędrszy?!- zdziwił się najstarszy z naczelników i giermków- Czyż nie masz nas, abyśmy ci to co dnia powtarzali?!

- Wy konusy- machnął pogardliwie ręką Ekscelencja- Powiecie wszystko co ja chcę usłyszeć, przez co tracę kontakt ze światem realnym! Lustro natomiast jest obiektywne i bez lęku!

- Może bateryjki skończyły się?- zapytał jeden z giermków gorszego sortu, który przed Ekscelencją nawet nie podnosił głowy, a odzywał się wgapiając w sploty dywanu.

- Jakie bateryjki?- podejrzliwie zapytał Ekscelencja- Skąd w lustrze bateryjki?

- Nie w lusterku, a w przenośnym odtwarzaczu- wytłumaczył giermek gorszego sortu, natychmiast kopnięty przez najstarszego naczelnika prosto w durny i pusty łeb.

- Wybacz durniowi o Ekscelencjo! Onegdaj był w lesie i jod mu zaszkodził! Plecie jak po terpentynie i kalafonii!- zmieszany najstarszy naczelnik majstrując coś przy lusterku – Racz jeszcze raz spróbować, może lustro już przemówi!

- No dobra!- Ekscelencja patrzył się na pokot naczelników badawczo i podejrzliwie- Lustereczko powiedz przecie, kto jest największym gigantem polskiej myśli leśnej?

- Adam Wajrak!- wyskrzeczało lusterko przeraźliwie.

- Zdrada!!!- wrzasnął Ekscelencja- Łobuzy, psiekrwie! Zepsuliście lusterko! Zwolnię was wszystkich! Na zbite pyski powywalam! Jakim prawem to ekologiczne nazwisko pojawiło się w tym gabinecie?! Uh! Sukinsyny! Wszyscy skończycie na posadach nadleśniczego gdzieś w Puszczy Boreckiej!

Wszyscy naczelnicy i giermkowie, wydobyci właśnie z rozmaitych posad po przeróżnych dziurach Polski, zadrżeli ze strachu.

- O Najmędrszy! To miała być odpowiedź na to, kto jest największym sabotażystą TZW gospodarki leśnej w dziejach!- tłumaczył najstarszy naczelnik, kładąc się przed Ekscelencją na podłodze, sumitując się w najwyższym stopniu- Widocznie lusterko źle zrozumiało pytanie!

- No właśnie z tym mam największy problem!- zdenerwował się Ekscelencja do reszty- Nikt mnie dobrze nie jest w stanie zrozumieć!!!

- Bo czyż pospólstwo jest w stanie zrozumieć geniusz?!- chytrze podpytał najstarszy z naczelników i zastępców.

- Racja- uspokoił się Ekscelencja- Ale ciężko pracować w warunkach, kiedy nawet własne lusterko okazuje się idiotą!

 

A premia dla Zakładu Usług Leśnych się nie należy?!

07 kwi

- Na jutro potrzebuję kurs tartaczki świerkowej- oznajmił leśniczy Zdzisio panu Barei, szefowi niezbyt cenionego w okolicy Zakładu Usług Leśnych.

Bareja chytrze potarł policzek:

- A co ja z tego będę miał?- zapytał w starozakonnym stylu.

- Zdaje się, że masz pan określone stawki za wyrobienie metra sześciennego drewna? – zdziwił się leśniczy- Żąda pan dodatkowych gratyfikacji za swoja robotę? Jakim prawem?

- Pan też masz ustaloną grupę zaszeregowania i ustaloną wysokość uposażenia, a cały czas otrzymuje z nadleśnictwa jakieś premie- odparł Bareja- Cóż zatem dziwić się mnie, biednemu szefowi ZUL, dręczonemu przez zasrany ZUS i US, że oczekuję sprawiedliwości społecznej? Skoro pan masz prawo do różnorakich premii, dlaczegóż ja nie mam mieć prawa?

- Dobra. W ramach premii, nie napiszę do nadleśnictwa, że wszelki pana sprzęt mechaniczny wydziela na runo leśne takie ilości oleju, że musi go pan lać więcej niż leje diesla do baków.

- Biodegradowalny! –zdenerwował się Bareja- Mam na to papiery!

- Istotnie, degraduje życie biologiczne ze skutkiem natychmiastowym- powiedział leśniczy Zdzisio- No i pojedźmy zaraz do lasu zobaczyć jak tam z odzieżą ochronną u pańskich pracowników.

- Najwyższej jakości!- zaprotestował szef ZUL.

- Może i najwyższej, ale nieużywana.  A to tak samo jakoby jej nie było.

- Jak ją zaczynają nosić wydajność pracy znacząco spada- westchnął Bareja- Za ciężko, powiadają, im w tych wszystkich kaskach, butach i rękawicach.

- No i policzymy dokładnie drzewa jakie tam odarł z kory dzisiaj pański zrywkarz. Przy okazji zbadamy jego trzeźwość – kontynuował leśniczy Zdzisio.

Tu odezwał się Romuś, który akurat przybył z lasu (zziajany, bo przez dwa oddziały gonił sarnę, jak to Romuś, zupełnie bez potrzeby, dla samej przyjemności gonienia żywiny). Oznajmił swoim huczeniem i gulgotaniem, że zrywkarz leży pod traktorem i chyba robi tam za matę pochłaniającą olej, albowiem nie rusza się, choć coś bełkocze. Reszta brygady leży pod drzewem, ale Romuś nie wie w jakim celu, albowiem zdaje się, że drzewa nie mają wycieków oleju.

- No to nie zrobię na jutro nie tylko kursu tartaczki, ale i nawet furmanki chrustu na opał- rzeczowo stwierdził pan Bareja i zwrócił się do leśniczego- Chcesz pan jedź i pisz, że wszyscy leżą w sztok pijani!

- Przecież nadleśnictwo umowę z panem zerwie!- zdziwił się leśniczy.

Tu pan Bareja, nauczony wieloletnim doświadczeniem i z Lasami obcowaniem,  roześmiał się aż nazbyt głośno i śmiał się tak chyba z pięć minut, aż mu łzy z tej wesołości poleciały z chytrych oczu.

- Po co mieliby rozwiązywać, skoro zaraz nawiązywaliby nową?! Najświętszym kryterium przetargu jest cena, a moich cen nikt nigdy nie pobije!

- Trzeba się było do NASA za podwykonawcę zatrudnić- cierpko powiedział podleśniczy- Dzięki pańskim niskim kosztom, ludzkość latałaby co tydzień na Księżyc, a co drugi na Marsa.

- Jak ogłoszą przetarg i wadium będzie niewysokie, to się jeszcze zobaczy- chytrze odparł pan Bareja, a jego chciwe myśli skierowały się ku gratyfikacjom wypłacanym w dolarach.

 

Doroczne Zakończenia akcji odnowieniowej

31 mar

- Akcję odnowieniową na terenie leśnictwa Krużganki, uważam za zakończoną!- zawołał gromkim głosem leśniczy Zdzisio. Sadzący las odłożyli szpadle i wszyscy pospołu udali się w stronę z lekka zaniedbanej infrastruktury turystycznej.

I tak się zaczęło Zakończenie.

Najpierw statecznie. Wódkę pito kulturalnie, można rzec, że dystyngowanie; baby jak to baby, piły po pół kieliszka (tylko baby z Załuk i Wiejek piją po całym od razu), uczciwie zagryzano rozmaitymi ogórkami i kiełbasą.

Potem wznoszono toasty – na początku wypito za odnowione zręby, następnie za gniazdówki, a na koniec za nieliczne poprawki.

Później pito po kolei zdrowie leśniczego, podleśniczego, stażysty Romusia, szefa ZUL pana Barei.

Wreszcie zaczęto pić za zdrowie każdego z sadzących, a jak się zda sprawę, że par sadzących las było jedenaście, daje nam przerażającą dla każdego abstynenta, liczbę dwudziestu dwu kolejek, które należało wypić bez żadnego oszukaństwa, żeby się nikt, broń Zeusie, nie obraził.

Już przy siódmej doszło do incydentu pani Ziny z Kaziem , którzy usiłowali wyjaśnić sobie kilka nieścisłości dotyczących stosowanych podczas sadzenia lasu więźb. Po krótkiej szarpaninie, walczących rozdzielono, a pana Kazia położono spać do dołu na sadzonki.

I kiedy zaczęło się robić naprawdę interesująco, niespodziewanie nadjechał inżynier nadzoru Mazgaj.

Tylko jeden Adolf Hitler, wpadający niespodziewanie do żydowskiego żłobka, byłby w stanie zrobić bardziej przygnębiające wrażenie.

Ucichł wszelki śmiech, ucichły krzyki, rwetes radosny, który zwiastował światu odnowienie dwunastu hektarów zrębów oraz czterech hektarów gniazdówek!

Inżynier nadzoru długo celebrował wyjście ze służbowego auta, delektując się wywołaną przygnębiającą atmosferą.

- Cóż to za biesiada?- zapytał, kiedy już wreszcie stanął przed uczestnikami Zakończenia.

- Zwyczajowa- odparł leśniczy Zdzisio, biorąc na siebie przykry obowiązek rozmowy z Mazgajem- Oblewamy uroczyście zakończenie akcji odnowieniowej, zgodnie ze odwieczną tradycją, dzięki której doczekaliśmy się przepięknych lasów, które opite, rosną na chwałę Skarbu Państwa.

- Picie alkoholu w żaden sposób nie poprawia wzrostu drzew- wycedził inżynier nadzoru, układając jednocześnie we łbie straszliwą w swej wymowie notatkę służbową, która ostatecznie miała pogrążyć leśniczego Zdzisia- Zwłaszcza w godzinach pracy.

- Tylko dureń, widząc wokół wszystkie te drzewostany, które rosną wspaniale dzięki hucznym Zakończeniom, będzie twierdził, że wódka nie wpływa na udatność upraw i późniejszy przyrost drzewostanów- filozoficznie powiedział podleśniczy. Oczywiście źródłem odwagi był szereg, uprzednio wypitych kieliszków.

- Poza tym jesteśmy po godzinach – sapnął leśniczy- Inaczej nie pozwolilibyśmy sobie na taką beztroską konsumpcję. W związku z zadaniowym czasem pracy, zrobiwszy na dziś swoje, postanowiliśmy w prywatnym gronie, dokonać podsumowania dwóch tygodni wytężonych wysiłków. Robi się tak na poziomie nadleśnictw, więc nie widzę powodów, żeby tu u nas, pośród szaractwa leśnego, miałoby być inaczej.

Wtedy z dołu na sadzonki wylazł pan Kazio.

Pomyliwszy inżyniera nadzoru z panią Ziną, zaczął go obłapiać i solennie zapewniać o dozgonnej miłości, a nawet usiłował skraść inżynierowi solidnego całusa. Potem chciał koniecznie odjechać z inżynierem w siną dal, Trzymał się kurczowo drzwi terenówki i obiecywał złote góry.

- Skąd ty Zina taką maszynę wytrzasnęła?- pytał szarpiąc za drzwi.

- Tego nawet Ceremoniał Leśny nie przewidział- powiedział leśniczy Zdzisio, kiedy ostatecznie udało się Mazgajowi opuścić teren Zakończenia, a pan Kazio legł w przydrożne błoto.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Wróg mojego wroga…

30 mar

- Źle się mówi o naszym ministrze- siorbnął kawę leśniczy Zdzisio- Strasznym durniem go czynią w mediach.

- Cóż zrobić- odparł podleśniczy- Lazł na świecznik, to teraz ma za swoje. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Pamiętajmy, że zdrowy psychicznie człowiek, nie ma żadnych ciągot aby piastować wyższe funkcje! Wiąże się to bowiem z nienawiścią, zazdrością i rozkazywaniem innym ludziom, a jak uczy nas historia, rozkazywanie innym, nigdy nie kończyło się dobrze! Siedziałby se cicho w stodółce w Tucznie, dorabiałby po rozmaitych wysokich uczelniach, wykładając tam te swoje mądrości, a bażantów strzelałby ile by chciał, bez żadnych konsekwencji! „Tisze jediesz dalsze budiesz”, jak powiadają w Rostowie czy innym Archangielsku!

- Przynajmniej ludzkość w Polsce wie kto jest ministrem środowiska- pokiwał głową leśniczy Zdzisio- Bo z tych poprzednich ministrów, to ja żadnego nie pamiętam.

- A ja pamiętam!- zawołał podleśniczy- Korolec! Bo się tak ładnie rymowało!

Zza ścianą zahuczała małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka:

- A ja codziennie odmawiam pacierz za Pana Ministra! Światowa judeoekologia wzięła go za swój cel…

- Kto wziął?!- zapytał leśniczy Zdzisio otwierając szeroko oczy.

- Już wy wiecie kto wziął! A już w ogóle ta pudernica Kinga Rusin, żeby ją szlag! I wy powinniście jej pozłorzeczyć codziennie, zamiast pastwić się nad waszym zwierzchnikiem, Panem Ministrem. To jest wasz prawdziwy wróg! Najgorszy, bo niedouczony, a z medialnymi możliwościami!

Tu odezwał się stażysta Romuś. Straszliwymi gestami pokazał, co uczyniłby Kindze Rusin gdyby napotkał ją na uprawie leśnej, albo na powierzchni zrębowej, za każde kłamstwo i słowo wrażej propagandy.

- Sami durnie wokół- filozoficznie westchnął leśniczy Zdzisio- Jak tu prowadzić trwałą, zrównoważoną i wielofunkcyjną gospodarkę leśną? A ty Romuś, jak będziesz obce baby bił w lesie, to ty se nigdy żony nie znajdziesz!

Tu Romuś wyjaśnił za pomocą chrząknięć i stęknięć, że nie po to najął się za stażystę w Lasach Państwowych, żeby marnować życie na jakieś ożenki i inne mariaże. 

 

Całkiem spontaniczny wiec poparcia

25 mar

Nadleśniczy wstał na początku narady i obwieścił:

- W związku z tym, że nie mogliśmy, ze względu na rozmiar pozyskania, uczestniczyć we wiecach poparcia dla naszego Pana Ministra w mieście stołecznym, wiec poparcia odbędziemy dziś. Oczywiście w czasie wolnym od pracy, czyli podczas przerwy w naradzie. Każdy może przerwę spędzić w dowolny sposób, może pójść palić papierosy, może obżerać się kanapkami, ale może razem z nami zamanifestować poparcie dla Pana Ministra. Inżynier nadzoru sporządzi pamiątkową listę obecności oraz wygłosi słowo wstępne.

Kiedy nadeszła chwila przerwy, w ciągnącej się jak flaki z olejem naradzie, inżynier Mazgaj podniósł się z miejsca i zaczął przemowę:

- Bardzo się cieszę, że nikt nie opuścił sali i wszyscy weźmiemy udział we wiecu poparcia dla Pana Ministra. Na początku chciałem, żeby wszyscy zakrzyknęli na cześć Ministra gromkie „hura”! Hip, hip…

- Urrrraaa!- wrzasnęli leśniczowie.

Nadleśniczy zmarszczył nos niezadowolony:

- Wyszło to bardzo po bolszewicku! To nie bitwa pod Lenino do cholery, tylko wiec poparcia dla polskiego ministra! Proszę jeszcze raz i bez czerwonoarmijnego zaśpiewu!

- Hura!- posłusznie zawołali leśniczowie w sposób nie budzący żadnej wątpliwości polityczno-historycznej.

- Tu z tego miejsca, chcieliśmy okazać nasze stuprocentowe poparcie dla Pana Ministra- zaczął czytać z kartki Mazgaj- Jednego z wybitniejszych w historii nie tylko kraju czy kontynentu, ale i całego, chrześcijańskiego świata…

Mazgaj zawiesił głos:

- … tu spodziewałem się aplauzu!

Nadleśniczy pośpieszył z pomocą:

- Aplauz do cholery!

Buchnęła wrzawa oklasków i okrzyków „niech żyje!”. Leśniczy Zdzisio krzyczał głośno, jeszcze głośniej darła się eksstażystka Marysia, piastująca wybitne stanowisko p.o. leśniczego leśnictwa Mazgaje, ale najdobitniej swoje poparcie wyrażał stażysta Romuś, którego leśniczy zabrał na naradę, a który teraz walił łbem w stół z taką siłą, że gdyby tylko to od tego zależało, Minister zapewne dostąpiłby wniebowzięcia, pośród rozmaitych cherubów i serafinów, albo przynajmniej dostałby nominację do Oscara.

- Zamknąć mordy!- wrzasnął nadleśniczy- I zabrać mi tego durnia z sali!

Tu wskazał na Romusia.

Sęk pasierb w tym, że Romuś wpadł w jakiś amok uwielbienia dla Ministra; rzęził i gulgotał niesamowite peany na jego cześć, usiłował wystękać „sto lat!” i machał rękami, jak niderlandzki wiatrak łopatami, co miało oznaczać, że każdy kto mu przerwie w chwaleniu gospodarza resoru, dostanie w ryj.

Potem zaś zaczął bić brawo dla Ministra i groźnymi gestami zwrócił wszystkim uwagę, że kto nie klaszcze jest zapewne lewakiem i ekologiem, że góra się o tym dowie, a kto pierwszy skończy klaskać, jest  skrytym poplecznikiem Wajraka i piątą kolumną TZW gospodarki leśnej, niegodną etatu.

- Tak się właśnie kończą wszystkie spontaniczne imprezy w Lasach!- przekrzykiwał burzę oklasków leśniczy Zdzisio- Jutro pół dnia spędzę na dywaniku za zabieranie hołoty na narady!