RSS
 

Durny jak ekolog

21 maj

Romuś przybiegł do kancelarii wzburzony niczym niezbyt świętej pamięci cesarz Kaligula podczas pamiętnego  zamachu, który zakończył jego nikczemny żywot.

Stażysta wydawał z siebie okropne dźwięki, przewracał oczami i rwał włosy z głowy.

- Czego mordę piłujesz idioto?!- zdenerwował się leśniczy Zdzisio, któremu akuratnie hemoroidy doskwierały ponad ludzką miarę- Że też Matka Ziemia nosi na sobie takich imbecyli!!!

- On mówi- spokojnie tłumaczył mowę Romusia podleśniczy- Że nasz wioskowy głupek, a zarazem ekolog, Henio Małanka, znowuż pod zlewnią mleka obraża Zasady Hodowli Lasu i postponuje TZW gospodarkę leśną.

- Ot i kolejny dureń- skwitował to leśniczy ponuro- Jakby mi było mało żony z Kaszub!

- Romuś mówi też, że Małanka rozpowiada po wsi, że byłeś na konferencji u Rydzyka- dodał podleśniczy.

- A to sukinsyn!- wściekł się leśniczy Zdzisio- Wiedziałem, że tylko opinię sobie spierdolę przez tę toruńską awanturę! Dalejże! Idziemy pod zlewnię nauczyć rozumu tego pasożyta!

Romuś przytomnie zauważył, że zasadniczo „pasożyt” jest synonimem słowa „ekolog”.

- Lepszym synonimem jest „menda społeczna”!- denerwował się leśniczy- Albo zwykły… I tu padły takie słowa wulgarne, że gdyby chrześcijaństwo było rzeczywiście podwaliną polskiej gospodarki leśnej, zawaliłaby się ona ze wstydu i rozpaczy nad degeneracją Służby Leśnej.

Pod zlewnią mleka doszło do ostrej wymiany zdań, a w zasadzie do ostrego przemówienia leśniczego Zdzisia, który wytknął Małance powierzchowną wiedzę przyrodniczą, niewiedzę, głupotę, brak zdecydowanej orientacji seksualnej i  najzwyklejsze skretynienie.

- I alimentów sukinsynu nie płacisz!- wrzasnął na koniec leśniczy

- Komuż płacić mam?!- wytrzeszczył oczy ekolog.

- Płacisz czy nie?!- dopytywał się leśniczy.

- No nie płacę żadnych!- denerwował się Małanka.

- Proszę!- zwrócił się do ludności wiejskiej leśniczy- Patrzcie! Po lesie chodzi, kwiatki wącha, mrówki szanuje, dzięcioły hołubi! Służbę leśną krytykuje, a alimentów drań nie płaci! Pan ekolog!

Ludność dowiedziawszy się o takim skandalu, zaczęła spluwać pogardliwie w stronę Małanki. Na nic zdały się jego tłumaczenia, że nie płaci, bo de facto nie ma na kogo płacić.

I tak zdyskredytowawszy całą polską myśl ekologiczną, leśniczy Zdzisio dał hasło do odwrotu. Wówczas Romuś, któremu cała ta intelektualna heca nie przypadła do gustu, postanowił zakończyć sprawę po swojemu i zdzielił Małankę kułakiem w łeb z taką siłą, że ów padł jak rażony gromem w okoliczne błoto, obnażając tym samym miałkość, powierzchowność i słabość nazistowsko-ekologicznej ideologii.

- A wy sukinsyny!- zwrócił się do ludności wiejskiej leśniczy- Jak chcecie kupować na zimę, zamiast drewna węgiel po 650 PLN za tonę, to dalej słuchajcie tego durnia! Smacznego!

 
 

Doktor inżynier naszych marzeń!

20 maj

Konrad – dr inż. leśnych marzeń

Kto twardo w bitwie trwa upartej
Przeciw faszystom ekologom
Ten umie pokierować wiatrem
Machając ręką albo nogą.

Kto swych zarządzeń pilnie strzeże,
Kto naprzód wiedzie Służbę Leśną,
Ten się za bary z cieniem bierze,
Tego się będzie sławić pieśnią!

To Konrad Lasy w pochód śle!
Na konferencje jechać każe!
Konrad- jak biskup, Konrad- wódz!
Doktor inżynier leśnych marzeń!

Jest to swobodna przeróbka wiersza pana poety Krzysztofa Gruszczyńskiego, pierwotnie opowiadający o Stalinie (Stalin – inżynier naszych marzeń).

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Leśne rymowanki

 

Niecny sabotaż TZW gospodarki leśnej

19 maj

Kiedy leśniczy Zdzisio wraz ze współpracownikami (podleśniczym i stażystą Romusiem), pojawili się na działce, gdzie ZUL Bareja, biedził się nad trzebieżą i to późną, zdziwiła ich uniżoność, zazwyczaj tak hardych i pijanych robotników leśnych.

- Coś najebali- szeptem oznajmił podleśniczy- I to zdrowo, bo nawet wódą mniej śmierdzą niż zazwyczaj.

- Nie ma co tu się w ciuciubabki bawić!- zawołał leśniczy Zdzisio- Coście uczynili w moim lesie należącym de facto do Skarbu Państwa!? Hę?! Gadać łobuzy!

Brygadzista pokornie schylił się ku leśniczemu i nie patrząc mu w oczy odparł:

- Rozchodzi się wielmożny panie o to, że pomimo tego rysuneczku, co tośmy go oglądali przed przystąpieniem do robót leśnych…

- Znaczy się szkicu!- podpowiedział podleśniczy.

-…w rzeczy samej wasza wielmożność, śkicu. Wybacz mnie ciemnemu, wielmożny panie…

- Za dużo tej uniżoności!- wybuchnął leśniczy- Nie dam się na to nabrać! Gadaj zaraz coście odjebali!!!

- Ta roślina chroniona, co tam nie mielim jej rozjechać- powiedział brygadzista- To my ją właśnie rozjechalim. Świeć panie nad jej chlorofilem!- i tu przeżegnał się, co świadczyło, że z gatunku chronionego została zielona miazga.

- Przecież była ogrodzona taśmą dwukrotnie!!!- zawołał leśniczy- Wyznaczyłem strefę wokół w taki sposób, że tylko idiota by tam wjechał!

- Bo my mamy nowego na traktorze- tłumaczył się brygadzista- I on właśnie nie jest specjalnie mądry. I nie lubi poruszać się w lesie utartymi szlakami. Po prostu nie lubi schematów…- plątał się brygadzista.

- Nic mnie to nie obchodzi!- zawołał leśniczy- Na świętego byka z Memfis! Za godzinę wracamy i ma to cholerstwo rosnąć ku chwale Trwałej, Zrównoważonej i Wielofunkcyjnej gospodarki leśnej! Diabli was nadali, sabotażystów! I to w takich czasach, kiedy się różne Wajraki i Małanki po lesie szwendają, niuchając jeno, czy abyśmy właśnie takiego numeru nie wywinęli! 

 

Wolna sobota w lesie i poza nim

15 maj

Leśniczy Zdzisio stękał i jęczał. Stażysta Romuś z podleśniczym ze współczuciem spoglądali na swego bezpośredniego przełożonego, którego cała postać przypomniała im wszystkich znanych męczenników, a zwłaszcza świętego Andrzeja Boboli, rozerwanego końmi czy świętego Eustachego, upieczonego w spiżowym wołu (wraz z rodziną i żoną).

- Diabli nadali ten Toruń!- zajęczał leśniczy- Więcej ja po żadnych wiejskich konferencjach nie będę włóczył się!

- Tak ciężko było nadążyć za przewodnimi myślami?- zapytał się podleśniczy- Czytalim w internecie! Czy dużo było o judeoekologicznych nazistach i wrażych brygadach zmotoryzowanych drwali?

Leśniczy Zdzisio machnął ręką:

- Diabli tam z tymi mądrościami ministerialnymi czy geniuszem derektorskim. Nachlalim się w autokarze wódki, a że do Torunia droga daleka, wypiliśmy cokolwiek za dużo- czknął leśniczy- Jeszcze mnie trzyma!

Stażysta Romuś zabulgotał i zazgrzytał zębami, pytając w ów chytry sposób, czy leśniczy widział z bliska Ojca Dyrektora.

- Jak miałem go zobaczyć, skoro leżałem nachlany w autokarze!- zdenerwował się leśniczy.

- Myślałem, żeście pili w drodze powrotnej- zdumiał się podleśniczy.

- Niestety z pieniędzy składkowych zakupiono tyle alkoholu, że nie zdążylibyśmy go wypić w drodze powrotnej- tłumaczył Zdzisio.

- Że cię ziemia jeszcze po sobie nosi!- zahuczała zza ścianą małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka, a na dodatek żarliwa chrześcijanka- Jesteś zakałą rodu ludzkiego i całej gospodarki leśnej! Żeby być w Toruniu i nie zobaczyć Ojca Dyrektora! Będziesz smażył się za to w piekle! I za niektóre trzebieże późne też!

- Kopernika też nie widziałem, durna babo, a on chyba znaczniejszy!- odciął się leśniczy.

- Kopernik nie żyje- pewnie stwierdził podleśniczy.

Stażysta Romuś, ofiara gimnazjalnej edukacji, zapytał się kim był ów wspomniany przez nich Kopernik.

Kiedy usłyszał, że to nieżyjący astronom stracił zainteresowanie jego osobą, gdyż jak wyjaśnił za pomocą gulgotania, prawdziwy leśnik nie ma czasu na takie idiotyzmy jak gwiazdy i galaktyki.

- A nadleśniczy wam tak pozwolił chlać?- zapytał się podleśniczy- Odważny człowiek.

- A kto mi w wolną sobotę chlać zabroni?- ziewnął leśniczy- A ja z nieprzymuszonej i własnej woli, postanowiłem w sobotni, majowy dzień pojechać na konferencję. A to, że była ona praktycznie eucharystyczna, wybacz, ale to nie moja wina!

 
 

Największa głupota- niezapowiedziana kontrola!

13 maj

Tego dnia inżynier nadzoru Mazgaj, wpadł z niezapowiedzianą kontrolą do leśniczówki Krużganki z taką werwą, jakby zamierzał dzięki tej kontroli dostąpić odkupienia grzechu pierworodnego.

- Proszę o okazanie kontrolki pułapek feromonowych na kornika drukarza- powiedział jadowicie, po inżyniersku.

Leśniczy Zdzisio z podleśniczym i stażystą Romusiem siedzieli niebywale zaskoczeni. Kubki z Najświętszą Kancelaryjną Kawą utknęły gdzieś w połowie drogi między blatem biurka, a gębami. Romuś usiłował przewrócić się z pleców na brzuch i stękał z wysiłku.

- Tu są- powiedział leśniczy Zdzisio wskazując na cmentarzysko papierów na biurku, gdzie pośród wszelkiego celulozowego bałaganu, leżały dostojnie wiadome kserokopie, nieco zalane fusami.

- Dlaczego one tak wyglądają?- zimno zapytał się inżynier- Dobrego leśniczego cechuje dbałość o dokumentację leśnictwa.

- Dobrego i owszem- ziewnął leśniczy Zdzisio- A ja mam prostatę, kamicę nerkową, podagra mnie męczy, o bólu zębów nie wspomnę, a jeszcze wczoraj miałem sraczkę. Nie mam warunków zdrowotnych żeby być dobrym leśniczym, więc jestem jaki jestem.

Mazgajowi mało monokl nie wypadł ze złości.

- Cóż to za idiotyzmy popisane?- zapytał nagle- Odkąd ilość odłowionych chrząszczy podajemy w cetnarach i kopach?! Hę!?

- To Romuś pisał- zmieszał się leśniczy i zaczerwienił- Prawdę powiedziawszy nie miałem czasu zajrzeć co on tam pisze.

- I co to za rysunki na służbowym druku najświętszego zarachowania!- zawołał oburzony inżynier nadzoru- Gołe baby?! 

W tym momencie Romuś, dla uratowania sytuacji, gwałtownym ruchem wyszarpał z ręki Mazgaja kontrolkę i wraził ją sobie w otwór gębowy, celem bezzwłocznej utylizacji.

Nie byłby jednak Mazgaj inżynierem z prawdziwego zdarzenia, gdyby raz uchwycony w chciwe pazury papier z rąk wypuścił, toteż oprócz kartki papieru, do przestronnej paszczy Romusia dostało się kilka palców inżynierskich.

- Aaaa!- wrzasnął inżynier nadzoru, kiedy zęby Romusia zacisnęły się na nieszczęsnych paluchach.

- Ale go ujebał!- złapał się za głowę podleśniczy- Romuś! Nie gryź!

- Odgryzł?!- dopytywał się leśniczy, tłukąc kablem po łbie stażystę, który najwyraźniej doznał szczękościsku.

- Ratunku!!!- wrzeszczał Mazgaj- Moje palce! Jak ja teraz będę notatki służbowe sporządzał!?

Koniec końców Romuś otworzył gębę i wypuścił z niewoli nieszczęsne paluchy inżyniera nadzoru. Te wyglądały marnie, bo zakrwawione i sine, stanowiły obraz nędzy i rozpaczy, nawiązując do największych tradycji TZW gospodarki leśnej.

- A apteczki nie mamy – uspokoił się leśniczy Zdzisio- Nadleśnictwo nie dało nowej, a w starej bandaże się przeterminowali, toteż musi się pan inżynier pofatygować do jakiego lekarza. Co do szczepienia przeciw wściekliźnie, to akurat bez strachu, bo jak szczepiliśmy Szarika, to akurat Romuś kręcił się obok, tośmy zaszczepili i jego. A następnym razem, niech zapowiada kontrole, bo sam widzi jakie jaja są z tych niezapowiedzianych.

 

Jak leśniczy Zdzisio Romusia ocalił

05 maj

Tego ponurego dnia, do kancelarii leśnictwa Krużganki wtarabaniły się dwie przedstawicielki rodzaju żeńskiego, przy czy starsza bez żadnych zwyczajowych i zabobonnych wstępów, takich jak „dzień dobry” czy „witam”, wskazała oskarżycielsko palcem na stażystę Romusia i mocnym głosem oznajmiła:

- To on!!!

Stażysta Romuś, beztrosko żujący w kącie stary kabel od prodiża (łaskawie podarowany mu przez małżonkę leśniczego, rosłą i postawną Kaszubkę), zaprzestał swej mało pożytecznej czynności i zrobił minę, która mogła oznaczać tylko jedno: nic nie rozumiał.

- A ty babo, za przeproszeniem do obory wlazłaś?!- zapytał grzecznie leśniczy Zdzisio- I co to za pokazywanie palcami na stażystów?! Może to nie jest jeszcze człowiek, ale godność swoją ma!

Starsza nie dała się wytrącić z równowagi:

- Toż ten gałgan moją córkę w stan brzemienności odmiennej wprawił!

Podobna cisza jaka zapadła w kancelarii panuje jedynie w najdalszych i najciemniejszych kątach próżni kosmicznej.

- Niby jak?!- zapytał się po chwili leśniczy Zdzisio.

- Już wy leśnicy macie na to swoje chytre sposoby!- załkała matka Dorotki- Chuligani! Łobuzy! Niby to po lesie chodzą, a tylko o jednym! Już ja w „Gazecie Wyborczej” naczytała się jak wy całą Puszczę rżniecie! I ciągle wam mało!

- Rżniemy, ale odnawiamy!- zawołał leśniczy w gniewie.

- O to właśnie chodzi!- złapała się za głowę matka Dorotki- Właśnie o to odnowienie nieszczęsne, za które zapłacicie!

- Popatrz durna babo na stażystę Romusia- powiedział spokojnie leśniczy Zdzisio- I zastanów się, czy ten tu oto Romuś, żujący właśnie gumową okładzinę starego kabla, byłby zdolny do zadania się cieleśnie z twoją córką, która notabene nie jest w jego typie, albowiem oprócz zeza rozbieżnego, kartoflanego nosa i otyłości typu centralnego, posiada ręce sięgające do kolan, a na taki typ urody znajdują się amatorzy jedynie w miastach wojewódzkich!

- Romuś!- zwrócił się do stażysty- Znasz te oto tu baby, a przynajmniej tę ciężarną?

Romuś za pomocą gulgotania, dał do zrozumienia, że według niego obydwie są ciężarne. Samych zaś bab nie zna, nie widział, nigdy w lesie takich nie gonił, bo odkąd gonił pewne stare grzybiarki wie, że taka zabawa nie ma sensu: szybko się przewracają i wrzeszczą, zamiast chyżo uciekać.

- Sama widzisz ciemna babo- sapnął leśniczy Zdzisio- Że durnia możesz szukać w innej firmie, a nie w Lasach Państwowych. U nas idiotów się nie zatrudnia.

- Dorotka, powiedz jak było!- zawołała stara.

Dorotka chrząknęła i powiedział:

- Wyszedł z lasu i ten tego… i pozamiatane. Ja w ciąży – Dorotka wzruszyła ramionami.

- Pokaż który!- zażądała matka.

- Żaden- machnęła ręką Dorotka- Tamten miał śpicrutę w ręku!

- Mazgaj!- zawołał leśniczy Zdzisio- Ha! Ha! Ha! Niech szanowne panie jadą do nadleśnictwa w Garłaczach i rozpytają się o inżyniera nadzoru. To ani chybi on!

I kiedy baby już wyszły, leśniczy Zdzisio orzekł w zadumie:

- I patrzcie, zawsze góra naodpierdala, a my szaraki ze Służby Leśnej, jako ci na pierwszej linii frontu, zbieramy za nich cięgi. Jakbym nie był taki wygadany, to byśmy musieli stażystę za tego koczkodana wydać.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Wszystkiemu winni cykliści i leśnicy!

27 kwi

Tego dnia stażysta Romuś, zazwyczaj wpadający do kancelarii leśnictwa Krużganki z energią kinetyczną godną pędzącej i przeładowanej papierówką brzozową ciężarówki, wpadł do niej jeszcze gwałtowniej i z większym hałasem niż zazwyczaj.

Leśniczy Zdzisio z podleśniczym, którzy akurat dopełniali ceremoniału wypijania porannej, najświętszej kancelaryjnej kawy, zaczęli przeklinać i złorzeczyć stażyście, albowiem cała kawa wylała się na ważne papiery (wszyscy wiemy, że na biurkach leśniczych są tylko w najwyższym stopniu ważne).

- Kuźwa twoja mać Romuś!- pieklił się leśniczy- Nie możesz wpadać do kancelarii z takim  rumorem!

Romuś jednak darł się jak opętany, robił przysiady, machał rękami niczym kastylijski wiatrak i wybałuszał oczy.

Podleśniczy który potrafił odczytywać mowę Romusia zawołał:

- Ktoś morduje jakąś babę w lesie!

- W moim lesie?!- zdenerwował się leśniczy Zdzisio- Kuźwa, zamordują jakąś babę, a ja będę odpowiadał!

- A dlaczego ty?!- zahuczała zza ściany małżonka leśniczego, rosła i postawna Kaszubka, przepędzająca czas na pobożnym podsłuchiwaniu rozmów w kancelarii.

- A nie wiesz durna babo, że w trwałym, zrównoważonym i wielofunkcyjnym leśnictwie za wszystko wini się leśniczego albo ZUL?!- wrzasnął leśniczy- Idziemy ją zakopać!

- Może da się ją jeszcze uratować?- podrapał się po głowie podleśniczy.

- Ale szpadle weźmiemy- zdecydował leśniczy Zdzisio- Prowadź Romuś!

To co stażysta Romuś wziął za usiłowanie morderstwa, okazało się nielegalnym wjazdem do lasu autem osobowym celem dania upustu chuciom i żądzom

Na to leśniczy również nie mógł pozwolić.

- Rozgonić!- leśniczy wydał polecenie służbowe Romusiowi obserwując rozwój wypadków zza świerka.

- Ale po co?- zaoponował podleśniczy- Chodźmy stąd lepiej!

- Pamiętaj co powiedziałem o odpowiedzialności związanej z TZW gospodarka leśną!- zawołał leśniczy- A potem ja będę może alimenty płacił?!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Radykalna ekologia na wsi

23 kwi

Henio Małanka, który uważał się za najwybitniejszego ekologa na wschód od Wisły, stał akurat pod nieczynną zlewnia mleka wsi Krużganki  i postponował ministra Szyszkę. Koledzy Małanki, którzy akurat zaczęli przybywać z rozmaitych zakamarków wsi, z podbitymi oczami „po wczorajszym’, dzierżąc w rękach butelki z resztkami rozmaitych „kaberne sowinią” czy wręcz „bożole nuwo”, z aprobatą kiwali głowami, słuchając tyrady ekologa.

- Zastał Puszczę pierwotną!- grzmiał Henio Małanka- A zostawi zwykły las gospodarczy, gdzie nie znajdziesz kornika, dzięcioła, ani olsu, ani grądu! Wystrzela żubry i rysie! Barbarzyńca! Wizygot! Rzekłbym nawet, że Hun!

- Brawo!- zaklaskało audytorium słysząc nareszcie jakieś znane sobie słowo.

- Wymrą jagodniki! Zniknie granicznik płucnik! Wszędzie będą panoszyć się dokarmiane jelenie i sarny, do których minister będzie strzelał niesiony w lektyce, niczym jaki maharadża!

Tu rozległy się gwizdy i buczenie, albowiem koledzy Henia Małanki nie znosili wszelkiej arystokracji, a maharadżów szczególnie, jako pochodzących z Indii (a tam przecie zabijają tygrysy, a słoni używają jako forwarderów, podlecy).

- A co robi w tym czasie Adam Wajrak?!- darł się Henio Małanka (tu pozwolił sobie na odrobinę prywaty, albowiem uważał Wajraka za konkurenta, który dzięki massmediom odbierał Małance tytuł najwybitniejszego ekologa kraju)- Czy jest jak ów Rejtan rzucający się pod harvestery i pilarki? Nie! Jeździ gdzieś po Arktykach! Zażywa wywczasu, podczas gdy Puszcza ginie! Foki ogląda!

- Nie jest głupi!- zawołali słuchacze- Toż jak ty Henio poszedł zrąb na Tamulku blokować, dostałeś tylko po mordzie od drwali, las i tak wycięto, a jeszcze leśniczy powiedział, że nie sprzeda całej waszej familii opału, dopóki on tu leśniczym. Rozumem trzeba Heniu! Rozumem!

Małanka zdenerwował się.

- Durnie! Jakim rozumem, kiedy Puszczę niszczą?! Tu trzeba ofensywnie! Nie czas na półśrodki, kiedy Puszczę atakuje żywicożercza bestia spod znaku wiadomej rozgłośni radiowej, której chodzi tylko o deski i pieniądze za nie! Cała ta instytucja, mówię tu o Lasach Państwowych, których przedstawiciel siedzi sobie tam, w tej wygodnej leśniczówce (tu wskazał leśniczówkę leśniczego Zdzisia), przeżera nasze srebra rodowe, wycinając najcenniejsze skrawki lasu!

Audytorium zaczęło się pospiesznie rozchodzić. Co innego nazwać ministra Hunem, a co innego zadzierać z miejscowym leśniczym, który może ci drewno na zimę sprzedać, albo powiedzieć, że nie ma takowego na stanie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii O wszystkim po trochu

 

Dopalacze, a TZW gospodarka leśna

13 kwi

- W związku z pismem z Regionalnej Derekcji zakładamy w nadleśnictwie zespół mandolinowy- oznajmił na naradzie nadleśniczy.

Leśniczy Zdzisio momentalnie się spocił. Miał na pieńku z zastępcą nadleśniczego, inżynierem nadzoru, połową bab z biura i służbowym kotem nadleśnictwa, przez co w jednej chwili zrozumiał, że zostanie wytypowany do składu zespołu.

- Po cóż nam taki zespół?- zapytała się odważnie eksstażystka Marysia, obecnie piastująca odpowiedzialne stanowisko p.o. leśniczego leśnictwa Mazgaje.

- Nasze działania na niwie edukacji przyrodniczo-leśnej w skali nadleśnictwa okazały się niewystarczające, a jej długofalowe efekty więcej niż mizerne. Więcej ludzkości, zwłaszcza tej po miastach, bardziej jest podatna na propagandę Wajraka aniżeli na naszą. Toteż tym mandolinowym zespołem Derekcja chce przejść do kontrofensywy –wyjaśnił nadleśniczy – Grać będą wszyscy, bez wyjątku. Teren, baby z biura, a nawet kadra kierownicza.

- To jaki my repertuar będziemy grali?- dopytywała Marysia- Żeby ludzkość pojęła sens wycinki zrębów?

- Ludowe pieśni, sławiące Trwałą, Wielofunkcyjną i Zrównoważoną gospodarkę leśną. Na etacie w Derekcji został zatrudniony specjalista, który będzie zajmował się szkoleniami i układaniem tekstów. Docelowo w nadleśnictwach ma się tym zajmować Dział Techniczny.

- A skąd ja mędolinę wezmę?- odezwał się w końcu leśniczy Zdzisio.

- Nie gadajcie, że przy waszych poborach nie możecie kupić sobie zasranej mandoliny!- zdenerwował się nadleśniczy- W każdym sklepie z mandolinami można ją sobie kupić! Wszystko wam dać, kuźwa! Funkcyjne! Ryczałt rozjazdowy! Urlop wypoczynkowy! A ten nie może sobie mandoliny kupić! Za tydzień pierwsza próba. O osiemnastej. Wszyscy stawią się z mandolinami!!!

- Ale to po godzinach pracy…- ziewnęła Marysia- Nie będę ja z siebie idiotki robiła za darmo.

- Przypominam, że jest pani w Służbie Leśnej!- nadleśniczy wypowiedział to tonem bazyliszkowym- A Służba oznacza służbę!

- Ja mam wizytę u psychoterapeuty i nie przyjdę- odparła zdecydowanie Marysia- Rzucam właśnie dopalacze. Przynajmniej te mocniejsze.

Nadleśniczy otworzył usta.

- Rzucam, bo trzebieże późne wyznaczone pod ich wpływem, wyglądają cokolwiek „niepodręcznikowo”- wyjaśniła Marysia- Mazgaj już cztery notatki na mnie napisał. Po zwykłej wódce nigdy się nie przypier… ten tego, a po tym „szajsie” cały czas się czepia, że się zwarcie luźnym uczyniło!

- A co będzie jak zespół mandolinowy nie pokona propagandy Wajraka?- zastanowił się głośno leśniczy Zdzisio.

- Może tak być- dodała Marysia- On strasznie chytry. Rzępolenie na bałałajkach może nam nie pomóc.

- Derekcja ma plan „B”- powiedział złowieszczo nadleśniczy- Nazywa się to roboczo: „Leśny striptis”…

 

Lustereczko Pana Derektora

11 kwi

- Lustereczko powiedz przecie, kto jest największym mędrcem i erudytą w całym wielofunkcyjnym, zrównoważonym i trwałym leśnictwie Rzeczypospolitej?- zapytał chytrze Jego Ekscelencja patrząc się swym badawczym i przenikającym niczem promienie rentgenowskie wzrokiem, na lustro umieszczone na biurku.

Lustro milczało.

Derektor powtórzył pytanie jeszcze dwa razy, za każdym razem nieco groźniej, aż w końcu zagroził mu konsekwencjami służbowymi.

Lustro nie wypowiedziało ani słowa.

- Który z was, sukinsyny, bawił się moim lusterkiem?!- wrzasnął Ekscelencja do naczelników i innych giermków, którzy w oczekiwaniu na rozkazy i polecenia służbowe, oczekiwali pokotem przed drzwiami gabinetu.

- O Najmędrszy!- zawołał najstarszy z naczelników i zastępców- Żaden z nas tego nie robił, albowiem strach, główne źródło wszechdziałania w ramach TZW gospodarki leśnej nam nie pozwala na to!

- To czemuż nie udziela mi żadnych odpowiedzi?!- pieklił się Ekscelencja- Co ja może ustawowe dwa tygodnie będę czekał, aż mi łaskawie powie, że to ja jestem najmądrzejszy?!

- Po cóż co lustro o Najmędrszy?!- zdziwił się najstarszy z naczelników i giermków- Czyż nie masz nas, abyśmy ci to co dnia powtarzali?!

- Wy konusy- machnął pogardliwie ręką Ekscelencja- Powiecie wszystko co ja chcę usłyszeć, przez co tracę kontakt ze światem realnym! Lustro natomiast jest obiektywne i bez lęku!

- Może bateryjki skończyły się?- zapytał jeden z giermków gorszego sortu, który przed Ekscelencją nawet nie podnosił głowy, a odzywał się wgapiając w sploty dywanu.

- Jakie bateryjki?- podejrzliwie zapytał Ekscelencja- Skąd w lustrze bateryjki?

- Nie w lusterku, a w przenośnym odtwarzaczu- wytłumaczył giermek gorszego sortu, natychmiast kopnięty przez najstarszego naczelnika prosto w durny i pusty łeb.

- Wybacz durniowi o Ekscelencjo! Onegdaj był w lesie i jod mu zaszkodził! Plecie jak po terpentynie i kalafonii!- zmieszany najstarszy naczelnik majstrując coś przy lusterku – Racz jeszcze raz spróbować, może lustro już przemówi!

- No dobra!- Ekscelencja patrzył się na pokot naczelników badawczo i podejrzliwie- Lustereczko powiedz przecie, kto jest największym gigantem polskiej myśli leśnej?

- Adam Wajrak!- wyskrzeczało lusterko przeraźliwie.

- Zdrada!!!- wrzasnął Ekscelencja- Łobuzy, psiekrwie! Zepsuliście lusterko! Zwolnię was wszystkich! Na zbite pyski powywalam! Jakim prawem to ekologiczne nazwisko pojawiło się w tym gabinecie?! Uh! Sukinsyny! Wszyscy skończycie na posadach nadleśniczego gdzieś w Puszczy Boreckiej!

Wszyscy naczelnicy i giermkowie, wydobyci właśnie z rozmaitych posad po przeróżnych dziurach Polski, zadrżeli ze strachu.

- O Najmędrszy! To miała być odpowiedź na to, kto jest największym sabotażystą TZW gospodarki leśnej w dziejach!- tłumaczył najstarszy naczelnik, kładąc się przed Ekscelencją na podłodze, sumitując się w najwyższym stopniu- Widocznie lusterko źle zrozumiało pytanie!

- No właśnie z tym mam największy problem!- zdenerwował się Ekscelencja do reszty- Nikt mnie dobrze nie jest w stanie zrozumieć!!!

- Bo czyż pospólstwo jest w stanie zrozumieć geniusz?!- chytrze podpytał najstarszy z naczelników i zastępców.

- Racja- uspokoił się Ekscelencja- Ale ciężko pracować w warunkach, kiedy nawet własne lusterko okazuje się idiotą!